Screen: X/OficjalneZeroPolska przegrała 2:3 i zostaje w domu. Wśród głosów rozliczających mecz w Sztokholmie pojawił się też ten Czesława Michniewicza — i były selekcjoner, który sam pokonał Szwecję w 2022 roku, podszedł do tematu zaskakująco spokojnie. Bo jego zdaniem Polska zrobiła niemal wszystko dobrze. Niemal.
Michniewicz w rozmowie w Kanale Zero nie szczędził pochwał pod adresem kadry Urbana. Przyznał, iż biało-czerwoni kontrolowali grę przez większość spotkania. — Szwedzi nie mieli okazji poza dwoma strzałami. Dominowaliśmy ich w każdym fragmencie gry, począwszy od stałych fragmentów — powiedział były selekcjoner.
Poszedł choćby dalej. — Mieliśmy bardzo dużo momentów bardzo dobrej gry na każdej pozycji. To był najlepszy mecz, który widziałem od dawien dawna. Wszystko funkcjonowało tak, jak być powinno — ocenił.
I tu właśnie leży sedno
Jeśli Polska grała tak dobrze, skąd porażka 2:3? Michniewicz ma na to konkretną odpowiedź. Nie szuka jej w błędach taktycznych ani w obsadzie składu — wskazuje na coś bardziej fundamentalnego i bezlitosnego w futbolu.
Przywołał filozofię Maksa Allegriego, wieloletniego trenera Juventusu. — Zawsze Max Allegri mówi: są szczęśliwe minuty w meczu, kiedy możesz zdobyć bramkę. I nasi rywale te minuty idealnie wykorzystali — stwierdził. Szwecja miała dwa strzały i strzeliła trzy gole. Polska dominowała i strzeliła dwa. To nie jest kwestia taktyki — to jest kwestia skuteczności w decydujących momentach.
Porażka boli, ale kierunek jest dobry
Michniewicz nie szarżuje z krytyką. Sam zna ten ból z drugiej strony — w 2022 roku jego kadra pokonała Szwecję w barażach i pojechała na mundial do Kataru. Teraz patrzy z zewnątrz i mimo wyniku widzi reprezentację, która gra w dobrym kierunku.
Czy to pocieszenie dla kibiców, którzy po raz kolejny zostają bez mundialu? Pewnie nie. Ale diagnoza Michniewicza jest jasna — Polska nie przegrała ze Szwecją, bo grała źle. Przegrała, bo rywal w trzech kluczowych momentach był zimny jak lód.

2 godzin temu















