Fot. Paweł JerzmanowskiPolska przegrała 2:3 i zostaje bez mundialu. Jan Urban po końcowym gwizdku na Strawberry Arena stanął przed mikrofonami i powiedział to, czego nie musiał tłumaczyć — bo każdy, kto oglądał mecz, czuł to samo co zawodnicy w szatni.
Urban nie szukał wymówek. Już pierwsze słowa po meczu mówiły wszystko. — Czuję niemoc. Trudno to wszystko wytłumaczyć, bo wiele rzeczy boli — przyznał selekcjoner. Dodał, iż Polska zagrała dobry mecz i zaskoczyła gospodarzy, ale sama sprowokowała sytuacje, które kosztowały ją awans.
Szczególnie boli go drugi gol dla Szwecji. — Zabrakło nam cwaniactwa przy drugim golu rywali. Zabrakło też dawki komunikacji. Przy ostatnim golu to był istny piłkarski bilard: strzały, dobitki, bloki… W początkowej fazie sami jednak sprowokowaliśmy tę sytuację — powiedział. — Żałuję, bo miałem poczucie, iż przy 1:1 byliśmy bliżsi kolejnego trafienia.
Grobowa cisza w szatni
Pytany o atmosferę bezpośrednio po meczu Urban odmalował obraz, który trudno zapomnieć. — W szatni po meczu panowała grobowa cisza, a wręcz żałoba. Przegraliśmy szansę awansu na mundial, który przecież jest co cztery lata — powiedział selekcjoner.
To zdanie mówi więcej niż jakakolwiek analiza taktyczna. Piłkarze siedzieli w ciszy, bo wiedzieli, iż stracili coś, na co przyjdzie im czekać kolejne lata. Niektórzy z nich — w tym Robert Lewandowski — mogą już nigdy nie pojechać na wielki turniej.
Decyzje były przemyślane
Urban odniósł się też do pytań o wybory taktyczne. Nie zamierza się z nich tłumaczyć. — Podjąłbym te same decyzje. To nie wynika z szybkich impulsów. Wiele czasu spędzamy w naszym bunkrze, analizujemy i staramy się dobierać zawodników pod to, jak i z kim zagramy — zaznaczył.
Przyznał jednocześnie, iż wzrost Wiśniewskiego i Świderskiego w ustawieniu był świadomym wyborem, mającym neutralizować atut gospodarzy. — Zarządzanie jednak nie było na podobnym poziomie — ocenił szczerze.

1 godzina temu













