Miazga po przerwie w meczu Barcelony! Lewandowski w roli głównej

3 godzin temu
FC Barcelona z problemami, ale finalnie zwycięska na koniec fazy zasadniczej Ligi Mistrzów. Katalończycy pokonali FC Kopenhagę 4:1, choć bardzo gwałtownie znaleźli się pod większą presją w tym meczu. Ale w drugiej połowie mistrz Hiszpanii całkowicie zmiażdżył Duńczyków. Na listę strzelców wpisał się Robert Lewandowski, to od niego zaczęła się remontada "Blaugrany".
Dla FC Barcelony mecz z FC Kopenhagą był kluczowy, bowiem cały czas była w grze o najlepszą ósemkę fazy zasadniczej Ligi Mistrzów. Musiała jednak jak najwyżej wygrać z duńską ekipą. Aż siedem zespołów miało przed ostatnią kolejką tyle samo punktów co "Blaugrana". Ale mistrz Danii też miał o co grać. Gdyby sensacyjnie wygrał, mógłby zagrać w lutowych play-offach.

REKLAMA







Zobacz wideo Lewandowski trafi do MLS? Kosecki: Często to powtarzał, na pewno ma plan



Sensacja na Camp Nou
Nieoczekiwanie Barcelona dość gwałtownie znalazła się w tarapatach. Straciła gola już w czwartej minucie spotkania. Złe podanie Julesa Kounde przeciął jeden z graczy Kopenhagi w środku. Potem piłkę przy nodze miał Mohamed Elyounoussi, który wypuścił znakomitym prostopadłem podaniem Viktora Dadasona. Obrona została całkowicie zgubiona, Joan Garcia wcześnie wyszedł z bramki, a to nastoletni Islandczyk musiał wykorzystać. Z zimną krwią uderzył po ziemi i dał Kopenhadze zaskakujące prowadzenie. To najszybciej stracony gol przez "Blaugranę" w tej edycji Ligi Mistrzów.






"Duma Katalonii" musiała prędko wrzucić wyższy bieg. Pierwszą groźną sytuację miał Robert Lewandowski w 11. minucie spotkania. Znalazł się w sytuacji sam na sam, ale trafił prosto w wychodzącego Dominika Kotarskiego. Chwilę później Eric Garcia uderzał ze skraju pola karnego, ale Chorwat zdołał to obronić.
Barcelona próbowała naciskać, grać szybciej, ale potem długo brakowało klarownych okazji. Za to Kopenhaga grała na czas już po pierwszym kwadransie meczu, irytowała kibiców na Spotify Camp Nou.
W końcówce pierwszej połowy Eric Garcia pokusił się o uderzenie z dystansu, ale jego bomba zatrzymała się jedynie na poprzeczce bramki Kopenhagi.



Do przerwy goście sensacyjnie prowadzili 1:0, grając prosty, w pewnym sensie ograniczony futbol. Kopenhaga miała gęsto ustawioną obronę, blisko własnej bramki. W ataku ograniczała się do kontrataków, którymi jednak była w stanie postraszyć. Z kolei Lewandowski nie miał zbyt wiele okazji. Częściej akcje Barcelony go omijały. A jak już dostał piłkę, to albo nie potrafił pokonać Kotarskiego, albo obrona w porę go powstrzymywała.


Remontada Barcelony
Druga połowa toczyła się już pod wyraźne dyktando Barcelony. Grała dużo spokojniej, bardziej cierpliwie i dokładniej. Zdołała wyrównać dość szybko, po w 48. minucie. Dani Olmo kapitalnym podaniem wypuścił Lamine'a Yamala na prawym skrzydle. Ten uciekł wszystkim, wpadł w pole karne i oszukał Kotarskiego - zamiast strzelać, wystawił Lewandowskiemu na pustą bramkę. Polak nie pomylił się na piątym metrze.


"Blaugrana" nie odpuszczała i po godzinie gry udało się jej wyjść na upragnione prowadzenie. Yamal zdecydował się na uderzenie zza pola karnego. Piłka odbiła się jeszcze od próbującego zablokować strzał Marcusa Lopeza i wpadła za kołnierz Kotarskiemu.






Dziewięc minut później Lewandowski był faulowany w polu karnym, sędzia po chwili wskazał na 11. metr. Do piłki podszedł Raphinha. Uderzył pewnie, mocno, w róg bramki. Kotarski wyczuł jego intencje, ale nie miał szans tego obronić.



Kopenhaga adekwatnie od tego momentu przestała istnieć w tym meczu. Jej defensywa stała się wręcz dziurawa, a kontrataki przestały robić wrażenia na defensorach mistrza Hiszpanii.
Zobacz też: Widzew oszalał! Tyle zarabia Drągowski
Wydawało się, iż końcówka przebiegnie spokojnie, Barcelona będzie w pełni kontrolować boisko. Ale gospodarze zdołali dobić rywali. W 85. minucie na listę strzelców wpisał się Marcus Rashford, trafił bezpośrednio z rzutu wolnego.






Kilka chwil później Kopenhaga przez moment mogła cieszyć się z drugiego gola w tym meczu. Udało się dośrodkować piłkę w pole karne, Joan Garcia źle obliczył jej lot i minął się z piłką w powietrzu. To wykorzystał Gabriel Pereira, który musiał dwa razy uderzyć głową, by trafić do siatki Jednak jego trafienie zostało anulowane, gdyż jeden jego kolegów był na spalonym przy pierwszej główce i absorbował uwagę defensywy Barcelony.



W doliczonym czasie gry Rashford mógł zadać cios ostatecznym ale huknął zza pola karnego.
Barcelona zasłużenie wygrała 4:1, zagrała na naprawdę wysokim poziomie w drugiej połowie. To zwycięstwo dało jej miejsce w najlepszej ósemce, konkretnie skończyła na piątej pozycji, więc nie musi grać w lutym dodatkowych dwóch meczów. Kopenhaga żegna się za to z LM.
Idź do oryginalnego materiału