Jak się okazuje, George Russell miał podczas Grand Prix Barcelony – Katalonii dodatkowe problemy, wywołane przez… jego własny zespół.
Dla Russella rywalizacja w Barcelonie miała być szansą na odkupienie i odrobienie punktów w klasyfikacji generalnej kierowców F1 do Lewisa Hamiltona oraz Andrei Kimiego Antonellego.
To drugie udało się tylko za sprawą awarii bolidu Andrei Kimiego Antonellego, który w końcówce jechał przed swoim bardziej doświadczonym kolegą z ekipy.
“Świetnie było oglądać odbudowanego George`a po kilku ostatnich trudnych wyścigach. Wrócił do tego, co w nim najlepsze, zdobył pole position, walczył o zwycięstwo w wyścigu” – podsumowywał Bradley Lord, zastępca szefa Mercedesa.
Jak się okazuje, na ostatnich okrążeniach Russellowi było jeszcze trudniej za sprawą błędu zespołu podczas ostatniego zjazdu do boksów.
“Robił fantastyczną robotę, biorąc pod uwagę fakt, iż podczas ostatniego pit-stopu niewłaściwie dostosowaliśmy jego przednie skrzydło. Miało to związek z problemem z pistoletem korygującym. Oznaczało to, iż musiał prowadzić bardzo, bardzo nadsterowny bolid” – mówi Lord.
“To mocno wpłynęło na jego tempo w finałowych etapach wyścigu” – dodaje zastępca szefa Mercedesa.
Na podstawie: racingnews365.com

3 godzin temu













