Matka 10-latka: Zapisałam go na piłkę nożną, angielski i gitarę. Widzę, iż przesadziłam

2 godzin temu
- Lekcje odbywały się trzy razy w tygodniu, później już tylko dwa. Teraz w grupie została trójka dzieci i dostaliśmy informację, iż jeżeli gwałtownie nie zapisze się jeszcze jedno, zajęcia zostaną zawieszone - opowiada czytelniczka, której córka chodziła na dodatkowy angielski.Rodzice coraz częściej czują presję, by zapewnić dzieciom jak najlepszy start. Zapisują je na języki obce, zajęcia sportowe, lekcje muzyki czy warsztaty rozwijające "kompetencje przyszłości". Początek roku szkolnego to zwykle czas ambitnych planów i grafików wypełnionych po brzegi. Jednak pierwszy semestr potrafi wiele zweryfikować.
REKLAMA






Zobacz wideo

Zawadzka relacjonuje z Dubaju. "Dlaczego jeszcze jesteśmy w domu?"



"Została trójka uczniów i grozi nam rozwiązanie grupy"Pani Ola (imię zostało zmienione) po raz pierwszy zapisała córkę na dodatkowy angielski we wrześniu. - Na początku roku szkolnego zdecydowałam się na małą szkołę językową w naszej miejscowości. Wydawało się kameralnie i profesjonalnie. W grupie było ośmioro dzieci - wspomina.Z czasem jednak zaczęły się rezygnacje. - Słyszałam od innych rodziców, iż nie wszystkim odpowiadał sposób nauczania. Były duże wymagania, częste sprawdziany i naprawdę dużo prac domowych. Dzieci miały też swoje obowiązki szkolne, więc nie każdy dawał radę - opowiada. Najpierw zmniejszyła się liczba uczniów, potem ograniczono częstotliwość zajęć. Lekcje odbywały się trzy razy w tygodniu, później już tylko dwa. Teraz w grupie została trójka dzieci i dostaliśmy informację, iż jeżeli gwałtownie nie zapisze się jeszcze jedno, zajęcia zostaną zawieszone- mówi pani Ola.Nie kryje rozczarowania. - Nie tego się spodziewałam, podpisując umowę. Faktycznie jest w niej zapis, iż w wyjątkowych sytuacjach lekcje mogą zostać zawieszone, ale mimo wszystko denerwuje mnie to, iż cały wysiłek, dowożenie dziecka i dotychczasowa nauka mogą pójść na marne - podkreśla.


"Za dużo dałam mu na barki"Podobne doświadczenia ma pani Iwona, która przyznaje, iż na początku roku miała wobec syna bardzo ambitne plany. - Zapisałam go na piłkę nożną, angielski i gitarę. Chciałam, żeby się rozwijał, próbował różnych rzeczy. Dziś widzę, iż trochę przesadziłam. To dopiero 10-latek, który też potrzebuje czasu w odpoczynek i zwykłą zabawę - mówi.Po pół roku zrezygnowali z lekcji gry na gitarze. - Syn dalej chodzi na piłkę, którą uwielbia i angielski, na którym mi zależy. Staram się jednak bardziej słuchać jego potrzeb - dodaje.Presja rozwoju czy realne potrzeby dziecka?- Oferta zajęć dodatkowych jest dziś ogromna i łatwo wpaść w przekonanie, iż dziecko powinno korzystać z każdej możliwości. Rodzice zapisują je z troski o rozwój, by sprawdzić zainteresowania, czasem być może dlatego, iż sami takich szans nie mieli, a czasem dlatego, iż sami byli wychowani w przekonaniu, iż trzeba wciąż coś robić. W efekcie pojawia się presja: jeżeli dziecko nie uczy się kilku języków, nie uprawia sportu i nie rozwija talentów artystycznych, to coś istotnego traci, zostaje w tyle - mówi psycholożka Monika Bubicz.Ekspertka podkreśla, iż kluczową rolę odgrywa przykład dorosłych. - Warto jednak pamiętać, iż to właśnie my, dorośli, pokazujemy dziecku, co jest w życiu ważne. jeżeli dzień jest szczelnie wypełniony obowiązkami, dziecko dorasta w poczuciu, iż odpoczynek jest czymś złym. Z zewnątrz może wyglądać, jakby dobrze sobie radziło, ale przeciążenie nadmiarem obowiązków sygnalizują: spadek motywacji, bunt czy utrata euforii z zajęć, które wcześniej sprawiały dziecku frajdę. To nie musi być "słomiany zapał", to często naturalny sygnał, iż układ nerwowy nie daje rady i potrzebuje regeneracji - dodaje.


Co sądzisz, o zapisywaniu dzieci na zajęcia dodatkowe. Masz ochotę podzielić się z nami swoją historią? Napisz na adres: [email protected]
Idź do oryginalnego materiału