Mateusz Gamrot przez cały czas w grze o mistrzostwo UFC. Jasna deklaracja Polaka

21 godzin temu


Były podwójny mistrz KSW się absolutnie nie poddaje i zapewnia, iż ma w sobie potencjał na więcej. Mateusz Gamrot przymierza się do startu w wyścigu o mistrzostwo UFC.

Mateusz Gamrot w ostatnim wywiadzie wrócił pamięcią do jednego z najbardziej wyjątkowych momentów swojej kariery, czyli występu na PGE Narodowym w 2017 roku. Z oczywistych względów tamta gala była dla niego czymś znacznie więcej niż tylko kolejną walką. To było wydarzenie o ogromnej skali, które na długo zapadło mu w pamięci, zarówno pod względem sportowym, jak i emocjonalnym.

Z perspektywy czasu wspomina nie tylko skalę tego widowiska organizowanego przez KSW, ale także iż był wówczas niepokonanym zawodnikiem, uznawanym za jeden z największych talentów w polskim MMA.

Dziewięć lat? Możliwe, faktycznie to było w 2017 r. Wspominam to niesamowicie. choćby dzisiaj, jak wszedłem na Stadion Narodowy, to wspominałem, iż walczyłem na środku tej murawy. Pamiętam, iż jak wychodziłem z szatni, to ta klatka była jak pudełko zapałek, taka malutka. Powiększała się, dopiero jak się podchodziło bliżej.

– mówił „Gamer” w rozmowie z Dariuszem Kosińskim.

Choć dziś jego rekord nie jest już idealny, to sam zawodnik podkreśla, iż jego ambicje i cel pozostały niezmienne. Niezależnie od przebiegu kariery, reprezentant American Top Team wciąż patrzy w tym samym kierunku, czyli rzecz jasna na pas mistrzowski UFC. To marzenie nie tylko go napędza, ale też wyznacza kolejne kroki w jego sportowej drodze.

Wtedy byłem niepokonanym zawodnikiem, z wielkim potencjałem. A teraz? Ciut tych walk przegrałem, ale potencjał wciąż jest wielki. A wizja się nie zmienia. To cały czas złoto, czyli po prostu pas mistrzowski UFC.

– podsumował Mateusz Gamrot w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego Onet.

ZOBACZ TAKŻE: Data premiery EA Sports UFC 6 wyciekła. Wiadomo też, co z wersją na PC

Kolejna próba zdobycia szczytu UFC

Obecnie „Gamer” rozpoczął kolejny etap walki o szczyt kategorii lekkiej. Po trudniejszym momencie, jakim niewątpliwie była porażka z Charlesem Oliveirą, Polak zdołał wrócić na zwycięskie tory i zrobił to w bardzo przekonującym stylu.

Mianowicie podczas gali UFC 327: Prochazka vs. Ulberg nasz rodak efektownie pokonał Estebana Ribovicsa, pokazując pełnię swoich umiejętności i potwierdzając, iż jego miejsce należy do ścisłej czołówki dywizji. To zwycięstwo miało dla niego ogromne znaczenie, bowiem nie tylko poprawiło jego bilans, ale też odbudowało trochę jego pewność siebie w kontekście kończenia pojedynków przed czasem.

ZOBACZ TAKŻE: Polka rozchwytywana. Była zawodniczka UFC zareagowała na jej walkę

Co ciekawe, zarówno Gamrot, jak i jego główny trener – Mike Brown – są zgodni co do tego, iż droga do walki o pas nie jest już bardzo długa. W ich ocenie wystarczą dwie, maksymalnie trzy kolejne wygrane, pod warunkiem iż będą one równie dominujące jak ostatni występ. Taki scenariusz wydaje się realny, zwłaszcza iż Polak wielokrotnie udowadniał zdolność do rywalizacji z najlepszymi zawodnikami na świecie na swoich warunkach.

Sytuacja na szczycie dywizji lekkiej

Sytuacja w kategorii lekkiej UFC jest aktualnie niezwykle dynamiczna i wciąż pełna mocnych nazwisk pomimo upływu lat. w tej chwili pełnoprawnym mistrzem dywizji jest Ilia Topuria, który przebojem wdarł się na szczyt amerykańskiej organizacji, budując swoją pozycję jako jeden z najbardziej niebezpiecznych zawodników w historii. Tymczasowy pas zaś należy natomiast do Justina Gaethje, który wciąż pozostaje jednym z najbardziej widowiskowych fighterów w tej wadze. Warto odnotować, iż już za niespełna 50 dni obaj zmierzą się w bezpośrednim starciu podczas gali UFC: White House w Waszyngtonie, co ostatecznie wyłoni niekwestionowanego króla dywizji do 155 funtów.

W kolejce do walki o tytuł ustawiają się także kolejni pretendenci. Arman Tsarukyan od dawien dawna udowadnia, iż należy mu się szansa na mistrzowski pojedynek, z kolei Charles Oliveira, czyli były czempion, wciąż pozostaje niezwykle groźnym i doświadczonym rywalem, który po porażce z Topurią zdominował najpierw Gamrota, a następnie Maxa Hollowaya.

Oprócz tego duże znaczenie może mieć także wynik zapowiadanej walki Paddy’ego Pimbletta z Benoîtem Saint-Denisem, ponieważ zwycięzca tego starcia również znajdzie się bardzo blisko ścisłej czołówki. Z logicznego punktu widzenia w kolejce pierwsi są jednak – „Ahalkalakets” oraz „Do Bronx”.

ZOBACZ TAKŻE: Były gwiazdor MMA przeżył nawrócenie. Dziś całkowicie zmienił swoje życie

W związku z tym wszystkim Gamrot musi nie tylko wygrywać, ale robić to w sposób, który przyciągnie uwagę matchmakerów i kibiców. Konkurencja jest ogromna, ale Polak wielokrotnie pokazywał, iż potrafi odnaleźć się w trudnych warunkach i systematycznie budować swoją pozycję. jeżeli utrzyma obecną formę i dorzuci kolejne przekonujące zwycięstwa, tak jak to z „El Gringo”, to jego marzenie o walce o pas mistrzowski UFC może w końcu stać się rzeczywistością.

Idź do oryginalnego materiału