Mikołaj Marczyk zakończył sezon rajdowych mistrzostw Europy na drugim miejscu. Rok po zdobyciu tytułu Łodzianin nie zdołał go obronić, bo mistrzem został Teemu Suninen. Walka o wicemistrzostwo trwała jednak do ostatniego odcinka finałowej rundy w Portugalii. Kilka dni po powrocie kierowca Skody był gościem programu Sport po łódzku w TVP3 Łódź, gdzie z Mikołajem Madejem omówił cały sezon, rajd po rajdzie.
Portugalski finał i osiem punktów straty
Przed Rajdem Sześciu Miast Północy Portugalii Marczyk tracił do Andrei Mabelliniego osiem punktów. Plan był prosty: dojechać przed włoską załogą z odpowiednią przewagą. Mabellini i Virginia Lenzi dachowali już na piątkowym odcinku kwalifikacyjnym, przez co musieli otwierać drogę, a w sobotę popełnili kolejny błąd i odpadli z rywalizacji. Polska załoga musiała jednak przejechać jeszcze około 120 km odcinków specjalnych i dowieźć wynik. Mimo przebitej opony i obrotu Marczyk z Szymonem Gospodarczykiem dojechali na ósmym miejscu. Zdobyte 11 punktów dało im awans na drugą pozycję w tabeli. Sezon zakończył się wynikiem 101 punktów Marczyka wobec 98 Mabelliniego. Gospodarczyk, który opuścił jeden rajd, był trzeci w klasyfikacji pilotów.
Niedzielny etap nie był spacerem, bo polska załoga trafiła w środek walki lokalnych portugalskich kierowców.
– I tutaj może o ile chodzi o Rajd Portugalii, to nie stanęliśmy na wysokości zadania, o ile chodzi o tempo, ale o ile chodzi o tak zwane przysłowiowe trzymanie ciśnienia na robocie, to stanęliśmy – powiedział Mikołaj Marczyk.
Przed Marczykiem tytuł rajdowego wicemistrza Europy zdobywali Marian Bublewicz, Janusz Kulig i Michał Sołowow. Łodzianin jest czwartym Polakiem z tym osiągnięciem.
Galeria pasowa – Miko Marczyk– Ja myślę, iż to tak naprawdę wyjątkowe grono, do którego dołączyłem rok temu, czyli pan Sobiesław Zasada, Krzysztof Hołowczyc i Kajetan Kajetanowicz. To oczywiście pod względem sportowym niesamowici kierowcy i ludzie. Natomiast to grono wicemistrzów to też są absolutnie i wspaniali kierowcy, w przypadku Michała Sołowowa również niesamowity przedsiębiorca. Więc dołączenie do każdej z tych grup to dla mnie zaszczyt i nobilitacja – mówił kierowca.
Nieudany start w Rajdzie Sierra Morena
Sezon zaczął się dla obrońcy tytułu fatalnie. W hiszpańskim Rajdzie Sierra Morena Marczyk wypadł z drogi na drugim odcinku specjalnym, który był pierwszym pełnoprawnym oesem rajdu. Uszkodzone auto oznaczało jazdę w systemie Super Rally i zaledwie dwa punkty za czwarte miejsce na Power Stage.
– Myślę, iż podjęliśmy rano niewłaściwe decyzje związane z ustawieniem auta, natomiast wina leży po mojej stronie. Bo to, iż czasami auto jest lepiej czy gorzej ustawione, to następnie jest pewna adaptacja kierowcy i dostosowanie tempa jazdy. A ja mam wrażenie, w tą sobotę, czyli w tym pierwszym prawdziwym dniu ścigania po mistrzostwie Europy, nie za bardzo chciałem stanąć z pewną pokorą twarzą w twarz problemom, które się pojawiły, zachować taki chłód, z którego raczej słynę – przyznał Marczyk.
Szwedzkie szutry i rozczarowanie w Rzymie
Na szutrach Królewskiego Rajdu Skandynawii Marczyk zajął siódme miejsce, identycznie jak rok wcześniej. Przed nim znalazł się tylko jeden kierowca spoza Skandynawii. Polak mówił o problemach z przyczepnością na tamtejszej nawierzchni, nad którymi zespół pracuje z partnerami od kilku sezonów.
– Mam wrażenie, iż Szwecja to jest przykład tego, iż z tego siódmego miejsca cieszę się, bo jako reprezentant Skody na Michelinach byłem najszybszym zawodnikiem – stwierdził Marczyk.
Trzecią rundą był Rally di Roma Capitale, gdzie rok wcześniej polska załoga stanęła na podium. Tym razem skończyło się na dziesiątym miejscu, a Marczyk spadł na 13. pozycję w klasyfikacji mistrzostw.
Galeria pasowa – Miko Marczyk– o ile myślę o jednym punkcie sezonu, z którego nie jestem zadowolony i myślę, iż był takim punktem kulminacyjnym, o ile chodzi o trudy tego sezonu, to był Rajd di Roma Capitale – ocenił.
Rajd Polski na Śląsku i najlepszy Barum w karierze
Przełom przyszedł w Rajdzie Polski, który po raz pierwszy odbył się na Śląsku, czyli na trasach, na których Marczyk się wychował. Do zwycięzcy, Teemu Suninena, stracił niecałe 14 sekund, a do Jakuba Matulki niecałe cztery. Mabellini był niecałe trzy sekundy za nim.
– W mojej głowie przed tym startem naprawdę było mocno patriotyczne nastawienie i miałem w głowie, iż oczywiście ja stawiam na siebie i mi zależy na mnie sportowo, ale bardzo chciałem, żeby Polak obronił tą rundę mistrzostw Europy w Polsce – wspominał kierowca.
W czeskim Rajdzie Barum Marczyk zajął czwarte miejsce, najwyższe w swoich startach w tej imprezie. Do końca walczył z Mabellinim o trzecią lokatę, a w końcówce pierwszego dnia wygrał odcinek Troják. Po Rzymie zespół zmienił sposób przygotowań: mniej startów treningowych, więcej odpoczynku, testów i pracy nad ustawieniami pod konkretne fragmenty tras, takie jak Semetín czy Pindula.
– Natomiast sukcesem przede wszystkim było to, iż my utrzymywaliśmy tempo walki o pierwsze miejsce przez 120 km oesowych, bo w końcówce dnia wygraliśmy jeszcze odcinek Troják i byliśmy naprawdę blisko – powiedział Marczyk.
Rali Ceredigion i przewaga kierowców WRC
Walijski Rali Ceredigion przyniósł kolejne czwarte miejsce i wyraźne zbliżenie do Mabelliniego, który dojechał daleko za polską załogą. Marczyk chwalił opony Michelin w tamtejszych warunkach, ale zwrócił uwagę na dystans do najlepszych.
– Natomiast muszę ci przyznać, iż to jest taki rajd, który dość mocno po prostu pokazał, co znaczą kierowcy WRC z tym doświadczeniem, bo Kris Meeke i Teemu Suninen byli trochę nie do doścignienia dla całej tej reszty, i lokalnych kierowców, i dla nas – mówił.
Nowe przepisy WRC i marzenie o Rajdzie Monte Carlo
Marczyk przyznał, iż przez słaby początek sezonu zabrakło postępu sportowego, jakiego od siebie oczekiwał, bo cały rok podporządkowano odrabianiu strat. Zapytany o przyszłość, zwrócił uwagę na zmiany w regulaminie mistrzostw świata.
– Faktycznie zmiany regulaminowe są takie, iż nie mieliśmy z tym nigdy wcześniej do czynienia. zwykle auto Rally1 do klasyfikacji generalnej mistrzostw świata było niesamowicie reglamentowane, trudno dostępne i kierowcy, choćby bardzo dobrzy z mistrzostw Europy, nie mieli możliwości. Dzisiaj zmienia się regulamin: auta Rally1 mogą być bardzo blisko samochodów Rally2 Kit, oprócz tego nasze auta Rally2 mogą być konkurencyjne. A gdy weźmiemy to wszystko pod uwagę, iż pierwszym rajdem sezonu jest Rajd Monte Carlo, który słynie ze zmienności, to ciężko powiedzieć, która konstrukcja będzie gotowa do walki w klasyfikacji generalnej, a kosztowo zaczyna to być też dużo bardziej przystępne – wyjaśnił kierowca.
Prowadzący przypomniał, iż Marczyk od lat mówi o starcie w Rajdzie Monte Carlo, który otwiera sezon WRC. Łodzianin, który kilka dni przed nagraniem skończył 31 lat, nie chciał zdradzać szczegółów.
– Plan jest taki, iż w tym roku tutaj podczas tej audycji wam tego nie powiem i poczekajmy chwilę. Bardziej nie chcę choćby artykułować tego marzenia, które artykułowałem przez wiele lat, iż bardzo chciałbym stanąć na starcie Rajdu Monte Carlo. Mogę tylko powiedzieć, iż podczas tego roku włożyłem naprawdę dużo pracy organizacyjnej, żeby ten fundament tego, iż jesteśmy mistrzami Europy z Szymonem, iż jesteśmy naprawdę dobrą załogą w dobrym wieku i to jest nasz czas, i warto, żebyśmy dostali tą szansę – ja włożyłem dużą pracę, żeby jak najwięcej osób zrozumiało to. I mam nadzieję, iż to przełoży się na taką szansę. Natomiast nie chcę już nic więcej w tej chwili powiedzieć. Poczekajmy jeszcze dosłownie te kilka tygodni i będziemy wiedzieli, czy jesteśmy na liście zgłoszeń. A potem to może otwiera całkowicie nowy rozdział i za to trzymajcie kciuki, bo ja włożyłem w to dużo pracy. – zakończył Mikołaj Marczyk.
Źródło: TVP3 Łódź














