Marcin Konieczny, znany jako MKON, to barwna postać polskich biegów i wyścigów triathlonowych, znana od wielu lat. Kilka dni temu zdobył cztery medale Halowych Mistrzostw Europy Masters. Złoto w kategorii M50 zdobył w biegu na 5 kilometrów indywidualnie i drużynowo. Sukcesy te powtórzył w biegu przełajowym. Zaraz po wywalczeniu medali ruszył do pracy. Jak wygląda trening Koniecznego, jak łączyć trening z codziennym życiem i jak sprawić, by po wielu latach w tym sporcie wciąż móc walczyć o życiówki? To wszystko w naszym wywiadzie.
Bartłomiej Falkowski Bieganie.pl: Jak wygląda Twój czas po zdobyciu medali Mistrzostw Europy Masters? Czy tam jest dużo miejsca na wypoczynek i świętowanie?
Marcin Konieczny MKON: W dzień startu w crossie, miałem taki bardzo nerwowy moment, kiedy okazało się, iż start się opóźnia.,Mieliśmy wystartować o 12:15, a wystartowaliśmy de facto o 12:30. Zaraz po starcie poleciałem do samochodu, na spotkanie z klientem, które przeprowadziłem online z samochodu. Na szczęście jestem dość sprawny, jeżeli chodzi o Teamsa, więc mam wgrane tło udające, iż siedzę w biurze i dbam tylko i wyłącznie o to, żeby postawić samochód w takim miejscu, żeby światło mnie dobrze oświetlało. Dzięki temu było gites. A po powrocie do domu, na drugi dzień, normalnie szkoliłem w online., Tak to sobie jakoś zorganizowałem w robocie, żeby nie trzeba było stać na Sali. Chociaż w niedzielę, jak biegałem na 5 kilometrów, co kosztowało mnie jednak więcej wysiłku, no to następnego dnia od dziewiątej rano stałem na sali szkoleniowej w Warszawie. Jestem amatorem, w związku z tym trudno jest mi sobie wyobrazić to, aby takie rzeczy się nie działy. Praca jest jednak rzeczą nadrzędną. Mam tę przewagę nad standardową pracą od dziewiątej do siedemnastej i chodzeniem do biura, iż jednak jakoś swoim kalendarzem mogę zarządzać. Mam świadomość tego, iż o ile na przykład klient, (tak jak to było dwa tygodnie temu), powiedziałby: „Panie Marcinie, bardzo nam zależy na tym, żeby to szkolenie było tego dnia”, ale ono niestety będzie w Lizbonie, no to odmówiłbym prowadzenia takiego szkolenia. Dokładnie tak samo jak odmówiłem prowadzenia szkolenia w Kapsztadzie na 2 tygodnie przed Mistrzostwami Europy. Mam pewną swobodę związaną z tym, aczkolwiek raczej jest to swoboda związana z przesuwaniem, a nie z odmawianiem. Na przykład do Kapsztadu wysłałem kolegę.
Właśnie, ty szkolisz ludzi, więc ja bym cię tu trochę namówił na krótkie szkolenie, dla zawodników, którzy też są mastersami, też mają życie, mają pracę, czasem muszą zająć się wnuczkami w weekend Jak tym zarządzać, żeby jednocześnie móc trenować na wysokim poziomie? Czy masz np. jak jakieś trzy rady, jak się w tym odnaleźć?
To będzie oczywiście moje top 3, a nie generalnie top 3, bo ja już zszedłem z takiego poziomu, iż daję ludziom dobre rady, wolę raczej opisywać, co działało u mnie, a kto z tego sobie coś weźmie, to już jest odpowiedzialność czytelników.
Moje top 3 zawsze zaczynało się od tego, żeby planować na kilka kroków do przodu. Ja się nauczyłem planowania. Byłem absolutnym freestylem, jeżeli chodzi o planowanie, ale triathlon zmusił mnie do tego, żeby planować na kilka kroków do przodu. Zaczynam oczywiście od startów, potem planuję z trenerem, jak się do tych startów przygotowujemy w makroplanie, a dopiero potem robimy breakdown do tego, co jest w poszczególnych dniach. Bieganie jest łatwiejsze, bo można je wcisnąć gdziekolwiek. W ostateczności znajdę sobie hotel, który będzie miał dobrą bieżnię, albo będę wynajmował hotel, gdzie będzie blisko centrum fitness z dobrymi bieżniami. W triathlonie było trochę gorzej, ale to właśnie triathlon nauczył mnie tego, iż wysyłałem trenerowi na trzy tygodnie do przodu rozpiskę, w jakim miejscu będę szkolił i jakie mam tam możliwości treningowe. Przecież o ile będę szkolił w mieście, gdzie nie ma pływalni, to idiotycznym pomysłem byłoby mi wpisywanie tam treningu pływackiego.
I teraz działamy dokładnie tak samo, tylko iż już trener ma zdecydowanie większą swobodę związaną z wpisywaniem treningów. Tutaj to planowanie polega przede wszystkim na tym, iż o ile na przykład muszę się przenieść z Rzeszowa do Szczecina, to nie jest dobrym pomysłem wpisywanie mi tego dnia dwóch treningów . Więc o ile kończę szkolenie o 17:00 i potem muszę się gwałtownie przemieścić gdzieś daleko, to muszę mieć to uwzględnione w planie.
Czyli absolutnie na pierwszym miejscu to jest w ogóle planowanie. Na drugim miejscu jest też element planowania, ale ja to nazywam planowanie dookoła priorytetów. I znowu, najpierw ogólny, a dopiero potem detaliczny przykład – Jeżeli wiem, iż najważniejszą dla mnie imprezą są Mistrzostwa Europy w Toruniu, które realizowane są na przełomie marca i kwietnia, to nie planuję sobie przed imprezą takiej pracy, która będzie mnie dość mocno kosztowała, czy to czasowo, czy też logistycznie. I to jest pierwsza rzecz. Mam te rzeczy zaplanowane bardzo dokładnie.
I teraz przykład bardziej praktyczny. o ile wiem, iż mam szkolenie, które prowadzę od godziny dziewiątej, a na ten dzień trener mi zapisał na przykład trening trzy razy kilometr w trzy minuty, (co dla mnie jest bardzo szybkim tempem), i chcę na tym szkoleniu wyglądać tak, jakb ten treing mnie sponiewierał,, to musze się przygotować wcześniej. Mniej więcej od pięciu dni przed takim treningiem, po pierwsze chodzę wcześniej spać, żeby się przyzwyczaić do tego, iż dzień przed tym treningiem będę musiał wstać o godzinie czwartej, zjeść lekkie śniadanie, zacząć biegać o godzinie szóstej, tak żeby o godzinie siódmej trzydzieści poleżeć przez chwilkę w łóżku i jeszcze dojechać na salę szkoleniową. Tak wygląda to, co nazywam planowaniem dookoła priorytetów, bo ten trening jest dla mnie priorytetem, tak samo jak priorytetem jest szkolenie, które prowadzę.
Wśród top trzy, trzecie miejsce będzie jednak należało do takiej mentalnej rekomendacji, to znaczy, żeby za każdym razem jak zajmiemy choćby czwarte miejsce w kategorii wiekowej, albo trzecie, albo drugie, albo pierwsze i wygramy tysiąc złotych w biegu, to żeby stawać przed lustrem po takim wyczynie i mówić sobie, iż to jest jednak hobby i iż trudno będzie się z tego utrzymać, więc praca zawodowa jest zdecydowanie istotniejsza. To tak, żeby nie złapać zbyt dużego ciągu na bramkę, jeżeli chodzi o pławienie się w swoim ego i w sukcesach.
A powiedz mi, no bo mistrzostwa Europy to jest impreza na pewno nadrzędna, wiadomo kiedy będzie, ale jakbyś miał być postawiony w hipotetycznej sytuacji, iż twoim celem na dany sezon jest rekord Polski powiedzmy na piątkę, na dychę, a Ty masz takie sytuacje, one nie są hipotetyczne. Wolałbyś wybrać bardzo szybki bieg, z dobrą trasą, super pogodą, super stawką, ale byś wiedział, iż on jest w takim terminie, iż twoja praca już jest tak ustawiona, iż będziesz miał dużo pracy przed tym biegiem. A może wolałbyś wybrać trochę gorszy bieg, na przykład z wolniejszą trasą, gdzieś gdzie pogoda nie jest pewna, ale w takim momencie roku, iż wiedziałbyś, iż tam będziesz miał mniej pracy i będziesz mógł się bardziej skupić na treningu i nie będzie trzeba wstawać o 4 rano, żeby robić kilometrówki?
Trochę to brzmi jak fałszywa alternatywa, bo jak ja miałbym wybierać, to ja bym doskonale wiedział, które starty w danym roku będą szybkie i z dobrymi warunkami. Wyobraź sobie, iż dzisiaj usiadłem i napisałem do mojego trenera maila pod tytułem „To jest mój pomysł na drugą część sezonu”, gdzie rzeczywiście moim celem jest rekord Polski na 10 kilometrów 50-latków. Wspólnie doszliśmy do wniosku, po wymianie mailowej, iż chyba jednak nie ma sensu już teraz planować czegokolwiek do wakacji, no bo i pogoda i też imprezy nie pozwolą właśnie znaleźć tych kluczowych czynników, czyli właśnie dobrej imprezy, dobrej pogody.
Ja akurat nie jestem osobą, która wyśmienicie czuje się w wyższej temperaturze. W związku z tym kontynuujemy pomysł, biegamy na 5 kilometrów i dopiero na Bieg Warciański, na Bieg Niepodległości w Warszawie i może jakąś trzecią miejscówkę będziemy szukali formy na 10 kilometrów. Mówię o takiej perspektywie planowania, a nie o takiej wiesz, iż w następnym miesiącu chciałbym coś zrobić, bo nie wyobrażam sobie, żeby stawiać się aż tak bardzo granicznie.
Dla mnie perspektywa jednak ma znaczenie, to znaczy o ile chcę się przygotować do rekordu Polski, czyli w moim przypadku pobiegnięcia 32 minuty na 10 kilometrów, no to oczywiście znajdę zdecydowanie więcej takich biegów, gdzie będzie grupa na to tempo, no bo to nie jest jakieś tam wybitne tempo, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, iż żeby się do tego biegu przygotować, to potrzebuję jednak trochę tygodni., Więc nie wyobrażam sobie planowania właśnie w takiej alternatywie, którą przedstawiłeś, ponieważ właśnie perspektywa planowania jest dla mnie jednak kluczowa.
Dobra, to skoro wszystko jest, tak zaplanowane, to mógłbyś w ogóle powiedzieć, jak wygląda twój trening. Czy to jest trening wyczynowca, ale realizujesz go będąc, tak jak powiedziałeś, amatorem bardzo mocnym, ale jednak z rodziną i pracą. Czy to jest trening amatora, ale starasz się robić wszystko jak wyczynowiec. Czy w planie z trenerem macie takie podejście – ja mam życie, mam pracę i nie możemy robić wielu rzeczy i musimy kombinować i robić inaczej, niż by robił, pro zawodnik w swoim prime’ie, czy to jest pro trening nie patrząc na okoliczności?
W sumie to nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć, bo nie wiem, jak trenują PROsi, ale choćby jak rozmawialiśmy, to ja sobie uświadomiłem, iż to, jak wyglądają nasze obozy na przykład, ma jedną zasadniczą różnicę. Ty mówiłeś bardzo wyraźnie:,” wracam po treningu, kładę się i odpoczywam, śpię i to jest moja świadoma decyzja”. Ja wracam, trochę leżę, a potem siadam do komputera. jeżeli jestem w Monte Gordo i na przykład prowadzę szkolenia albo prowadzę webinar. To jest akurat taki element, który wpisuję w ten swój proces treningowy i on chyba jest trochę jednak bardziej amatorskim podejściem.
Z drugiej strony uważam, iż trenuję pro, bo mam pro plan treningowy.Dopasowany do mnie i moich możliwości. Więc choćby jeżeli nie robię treningów typu double threshold jednego dnia, to raczej one nie występują dlatego, iż mój trener nie ma takiego pomysłu, a dlatego, iż ja bym ich nie wcisnął. Wydaje mi się, iż o ile mój trener by powiedział, słuchaj Marcin, mam taki pomysł, żebyśmy zrobili takie dwie ciężkie sesje jednego dnia, weź sobie zorganizuj jeden dzień wolny od pracy, to ja bym ogarnął ten jeden dzień wolny. choćby pamiętam takie przygody z czasu triathlonowego, gdzie po prostu brałem urlop na taki dzień, o ile wiedziałem, iż mam tam wpisany pięciogodzinny rower i dwugodzinne bieganie. Więc choćby tego rodzaju planowanie wchodziło w grę.
Tak, to faktycznie ciężko powiedzieć, czy to jest pro, czy amator, ale ja sam mam problem z określeniem, gdzie jest ta granica. Ale fajnie to nazwałeś kiedyś w jakimś tekście, iż to jest takie pro podejście do treningu amatorskiego. Możesz być amatorem, ale mieć pro podejście.
Jak byś określił swoją objętość przed Mistrzostwami Europy? Czy ona była dla Ciebie jakaś duża? Ty masz też doświadczenie triatlonowe, więc dla triatlonisty określenie „duża objętość” znaczy co innego niż dla biegacza. Jak byś opisał swój trening przed Mistrzostwami Europy? Czy był jakiś trening, który był dla Ciebie, dla trenera jakimś takim najważniejszym treningiem, który pokazywał Twoją formę przed zbliżającymi się Mistrzostwami? Czy to raczej był cały proces i nie było takiego jednego kluczowego punktu?
My raczej nie mamy takiego treningu, żeby jeden trening to determinował tylko właśnie raczej cały proces. Pamiętam, iż kiedy byłem w Monte Gordo to świadectwem tego, iż to jest peak treningu było to, iż miałem co drugi dzień akcent. I były dwa takie tygodnie. Treningiem, który naprawdę wspominam z rozrzewnieniem, bo coraz rzadziej zdarza mi się tę barierę łamać, były właśnie wspominane już przeze mnie trzy razy jeden kilometr, które biegałem na Agrykoli o 6 rano i fajnie było po takim treningu spojrzeć na zegarek i popatrzeć, iż każdy był przebiegnięty poniżej trzech minut.
Rzeczywiście w tej chwili objętości nie robią wrażenia – biegam w okolicach 80-100 kilometrów tygodniowo, bo jednak szykujemy się do piątki i do dychy, więc to nie jest trening maratoński. W porównaniu do objętości triathlonowych no to w ogóle jest nic. Pamiętam, iż tygodnie z 30 godzinami były „grane” w triathlonie, teraz tych godzin jest zdecydowanie mniej, ale ja sobie dokładam do tych treningów biegowych takie aktywności typu trening siłowy i joga, więc wydaje mi się, iż ok. 12 godzin treningu można spokojnie liczyć.
Coraz częściej łapię się na tym, iż jest mi z tym dobrze, bo ilość zapytań, które dostaję, czy wracasz do triathlonu jest dość stała i chyba głównie poprzez tę zajętość tygodniową nie mam ochoty na powrót do triathlonu, Teraz złapałem taki dobry balans pomiędzy życiem osobistym, zawodowym i sportowym, aby móc to wszystko pomieścić. Wydaje mi się, iż to już jest naprawdę ostatni dzwonek na to, żeby cokolwiek nabiegać o sensownego, a mówiąc sensownego mam na myśli jeszcze ciągle wyniki lepsze niż moje obecne rekordy życiowe.
Nie wiem czy adresat tego pytania jest dobry, ale zapytam o trening 3 x 1 km przed startem na piątkę. Klasycznie biega się 5 x 1 km w tempie na piątkę. Ty biegałeś 3 x 1 km w tempie trochę szybszym niż tempo na piątkę, no chyba, iż celowaliście w 15:00, to przepraszam. Skąd to, iż biegałeś 3 x 1 km trochę szybciej niż w tempo na piątkę, a nie taki klasyczek 5 x 1 km w tempie na piątkę? To wynikało z dostępności czasu, z tego, iż Tobie służy mniej, ale w szybszym tempie, czy jaka jest przyczyna takiego treningu. Czy może nie wiesz, bo jesteś człowiekiem, który robi i nie pyta?
Tak, dobrze zdiagnozowałeś. Nie jestem dobrym adresatem tego pytania. Ale rzeczywiście jest tak, iż nie wnikam i robię, chyba, iż mam naprawdę jakąś bardzo poważną wątpliwość wynikającą z tego, iż coś mi tam nie gra. To dla mnie jest pretekst do tego, żeby zadzwonić do trenera i powiedzieć co autor miał na myśli. Bardzo rzadko się to zdarza, bo raczej większość tych wpisów to są rzeczy absolutnie klarowne. Nie dociekam dlaczego.
Teraz chciałbym zapytać o start, najpierw 5 kilometrów w Toruniu. Na Recordowej Dziesiątce w Poznaniu raczej było im dalej w las, tym wolniej. Na BeMore5k też było zwalnianie, natomiast w Toruniu było zgoła odwrotnie. Zaczęło się spokojnie, a później było mega przyspieszenie. Jak dużo z tego, iż tak wyszło w Toruniu, to była kwestia taktyki i mądrego pobiegnięcia, jak dużo z tego to była kwestia tego, iż tak się ułożył bieg, tak wyglądał profil trasy, warunki i grupa. Z czego wynikało, iż ten Toruń był zgoła odmienny niż to co było przed Toruniem, dosłownie tydzień i dwa tygodnie?
Akurat tydzień przed Toruniem to też było dobrze, bo New Balance Bieg na Piątkę przy Półmaratonie Warszawskim to też był taki bieg, który już na szczęście był z negative splitem. Zmusiłem się tam ab ynie „rumakować” tak, jak w Poznaniu i na Bemowie. Pierwszy kilometr specjalnie pobiegłem trochę wolniej. Byłem naprawdę bardzo zaskoczony, iż bieg w Toruniu był tak szybki,. Pierwszy kilometr biegłem za grupą M35. No i pomysł był taki, żeby nie dać się wyprzedzić nikomu z kategorii wiekowej M50, ale jednocześnie też po nawrocie było z wiatrem, więc może to bardzo mocno mnie przyspieszyło.
No i chyba tyle. Nie jestem jakimś wielkim fanem biegania z negative splitem, bo wychodzę z założenia, iż powinno się biec stałym tempem. Natomiast te dwa ostatnie starty na pięć kilometrów od strony taktycznej, bardzo wyraźnie pomogły w tym, żeby taki rezultat uzyskać.

W Toruniu wiatr ewidentnie pomógł. Był bardzo silny, więc nie za bardzo przeszkadzał jak się biegło do nawrotu, bo byliśmy w dużej grupie a bardzo pomagał jak się biegło z powrotem. Natomiast zdecydowanie z taktyki jestem bardziej zadowolony w Biegu na Piątkę tydzień wcześniej, bo tam rzeczywiście ani grupy jakoś nie było specjalnie dużej, ani mojej taktyki rozumianej” jak utrzymać się kogoś”, nie było zbyt wiele. Tak naprawdę, to w Toruniu zawody zaczęły się od drugiego kilometra. Jak zobaczyłem, iż pierwszy kilometr był w 3:12 bodajże, to wtedy starałem się przyspieszyć, co wyszło bardzo dobrze, bo niewątpliwie błąd, który popełniłem zarówno w Poznaniu jak też na Bemowie polegał na tym, iż za gwałtownie zacząłem i tyle.
Właśnie, za gwałtownie zacząłeś i to był błąd na piątkę, ale jak pisaliśmy to na przełaj podczas Mistrzostw Europy był taki pomysł, iż trzeba zabić rywali na początku, zrobić przewagę. Przełaj też był inny, bo tam byliście podzieleni na kategorie, nie mogłeś się trzymać nikogo z niższych kategorii. Czy w Twojej głowie była jakaś obawa, jakieś rozmyślanie, co będzie jak ruszę sam na solo w przełaju i trochę zbombi? W ogóle myślałeś o tym?
Zaskakująco luźno podszedłem do tego startu w crossie, bo jednak ważniejszym dla mnie był start na 5 kilometrów. Jak już zrealizowałem swój cel, to trochę mi zeszło napięcie. Z drugiej strony miałem bardzo dobre doświadczenia zastosowania tej taktyki. Pierwsze koło ogień, zobaczymy kto się przytrzyma, ile mnie to będzie kosztowało, bo potem ewentualnie ja się będę trzymał osoby, która będzie biegła przede mną.
Rzeczywiście to, iż się biega w danej kategorii bardzo pomaga, bo można kontrolować i na szczęście było tak, iż po bardzo szybkim pierwszym kółku już miałem chyba 7 sekund przewagi. Po drugim kółku miałem już tych sekund bodajże 16, więc widziałem trend i jakoś niespecjalnie musiałem się mocno zaginać, żeby trzecie i czwarte kółko przebiec tak samo szybko.
Dużo mi dało doświadczenie krosowe z Krak Crossu, gdzie były Mistrzostwa Polski w Crossie, Mastersów. Start w Torunie, to był mój drugi kros po 35-letniej przerwie Pamiętam, iż ostatni mój bieg przełajowy to był bieg w Skórczu, będąc jeszcze juniorem. Naprawdę nie pamiętam, jak go skończyłem. A poza tym ta trasa w Toruniu była bardzo górzysta. Ja jestem takim koniem, który pod górki lubi biegać. Jak rozmawiałem potem z organizatorami o mojej ocenie trudności trasy to powiedziałem, iż dla mnie było to kopiuj i wklej z tras, jakie mam pod domem, zarówno jeżeli chodzi o nawierzchnię, jak też o profil, więc nic mnie na tej trasie nie zaskakiwało.
Twoim zdaniem łatwiej w crossie doprowadzić do takiej taktyki, iż ruszam mocno, a później po prostu daję ile wlezie? Rozmawiamy o tym, iż w krosie przycisnąłeś mocno, później nie musiałeś za bardzo trzymać tego tempa, a i tak Twoja przewaga rosła, więc rywale to już w ogóle musieli puchnąć. Na ulicy jak zaczniesz za mocno, to Cię zaczynają nagle wyprzedzać. Myślisz, iż to jest kwestia tego, iż w przełaju jest łatwiej nie myśleć o tym, iż tempo spada? Może w po prostu kto mniej zwolni, ten wygrywa? Z czego wynika to, iż teoretycznie mocny początek na płaską piątkę i mocny początek w przełaju to jest coś innego?
Wiesz co, wydaje mi się, iż jednak to wynika przede wszystkim z fizjologii. choćby mocne rozpoczęcie w krosie oznaczało pobiegnięcie pierwszego kilometra po 3:20, a nie po 2:58. Wtedy ten wyrzut kwasu mlekowego był jednak zasadniczo różny. To po pierwsze, po drugie, jednak w crossie jest coś takiego, iż zbiegając z górek trochę się oszczędzasz. Ta trasa była tak zakręcona, iż adekwatnie na każdym zakręcie było widać, kto biegnie z tyłu i jak daleko z tyłu jest, więc to natychmiast oddziaływuje na psychikę.

No i co dla mnie jest absolutnie najważniejsze – bieganie na miejsca to jest zupełnie inny rodzaj ściegania, niż bieganie z zegarkiem. To drugie jest zdecydowanie trudniejsze. Ono ma w sobie taki ładunek, iż przygniata cię,jak widzisz, iż spadające tempo zmniejsza szansę na osiągnięcie wyniku, jaki sobie założyłeś. W bieganiu na miejsca spadające tempo jednocześnie jest konfrontowane z tym, w jakim tempie biegną twoi rywale i choćby o ile biegną szybciej, to zawsze możesz trochę odpuścić, niech cię wyprzedzą, powieźć się trochę na plecach i potem ich przycisnąć na ostatnim kółku albo na ostatniej prostej, więc to jest jednak zupełnie inna kategoria wysiłku.
Na koniec chciałbym Cię zapytać o walkę o życiówki mimo coraz wyższych kategorii wiekowych. Jak Twoim zdaniem, jak Ty chcesz to robić i jak się przesuwać, mimo tego, iż kariery jest już wiele lat, no i wiek też nie pomaga?
No pomimo tego, iż to jest akurat zjawisko, czy też trend, którego nienawidziłem w triathlonie, to w bieganiu ważne są marginal gains. Tutaj chyba odgrywają pierwsze skrzypce. To znaczy dla mnie w bieganiu marginal gains to szukanie tego jednego percentyla w różnych obszarach. Widzę skokowy, naprawdę skokowy, przyrost mojej formy od momentu włączenia jogi. Widzę skokowy przyrost mojej formy od momentu, gdy włączyłem współpracę z dietetykiem
I oczywiście elementy typu: szukamy szybkich zawodów, szukamy grupy. Celujemy w zbudowanie formy na porę roku, gdzie będą sprzyjające warunki. To są wszystko marginal gains.
To są takie rzeczy, które trzeba dość mocno zaplanować i liczyć na to, iż dobry trening plus powyższe elementy przyłożą się do tego, co można by było nazwać życiówkowym wykonem. Ja też mam tak, iż zaczynałem jednak z niskiego poziomu. Ta przerwa, którą miałem od juniora do 2007 roku była dość długa.
Potem, kiedy wróciłem, to wróciłem do triatlonu, a nie do biegania. Pewnie jakbym wrócił do biegania, to byłoby mi trudniej w 55 roku życia, czy w 54 roku życia, polować na życiówkę, bo one już byłyby wyśrubowane. Ta przerwa się do tego przyczyniła. Ostatnio kolega, który ma 65 lat, przypomniał mi zawody w Grudziądzu. Ja wpadłem zaraz za nim na metę, to był chyba, nie wiem, 90, albo 91 rok, a on nabiegał wtedy 31:40 na dychę, więc ja pewnie coś koło tego, ale wyników nikt nie ma, więc trudno to sprawdzić. Natomiast, trochę podsumowując moją odpowiedź na twoje pytanie: niski poziom, szukanie usprawnień, mądry trening, no i w moim wieku jednak dbanie przede wszystkim o regenerację. Dla mnie to taki element, który bardzo silnie oddziaływuje na to, co można by było nazwać szukaniem potencjału do tego, żeby jednak te wyniki robić.
Okej, ja jeszcze mam pytanie do Twojej ostatniej odpowiedzi. Powiedziałaś, żeby szukać jakichś takich dodatkowych rzeczy, coś co się przesunie o ten kawałek, jakichś składowych. Mi przychodzi do głowy mój kolega triatlonista na bardzo wysokim poziomie, który na przykład powiedział mi, iż ma zaplanowane, iż raz czy dwa razy w tygodniu ma uziemianie, chodzi sobie boso po trawie, robi ileś tam ćwiczeń oddechowych i tam była cała lista tych rzeczy. Na początku sobie pomyślałem, kurczę super, no bo niech każda z tych rzeczy przesunie go o pół procenta, to jak ma ich dziesięć, przesuwa się o pięć, to jest bardzo dużo. Ale później się zastanowiłem, czy jak jest dużo takich rzeczy, to czasem czy to nie działa w drugą stronę.
No wiesz, w sumie jest jakiś próg tego, absolutnie. Dlatego mówiłem, iż ja nie lubię tych marginal gains w triathlonie, bo one są trochę traktowane od dupy strony. o ile ty myślisz sobie, iż to jest właśnie suma tych procentów, to jest to niestety droga donikąd, no bo jeżeli by tak było, to ludzie, którzy mają najlepszy sprzęt, na dzień dobry byliby z takim handicapem, którego nie dościgniemy, a tu się okazuje, kurde, iż wcale to nie jest tak. Że te marginal gains są istotne dopiero wtedy, kiedy ty jesteś w dziewięćdziesiątym ósmym percentylu, a chcesz się przesunąć do dziewięćdziesiątego dziewiątego, a jak jesteś w czterdziestym, to sorry, ale jesteś tylko i wyłącznie wytworem marketingowego pomysłu, który się nazywa marginal gains.
Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia na kolejnym biegu!
Dzięki!

1 dzień temu




![Polski napastnik z kolejnym golem w Turcji. Ale show skradł mu bramkarz [WIDEO]](https://i.wpimg.pl/1280x/sf-administracja.wpcdn.pl/storage2/featured_original/69d11d300218f1_50916119.jpg)







