
Uważam, iż aktualny sezon WRC jest najlepszym od bardzo, bardzo dawna. W zasadzie może być najlepszy odkąd pamiętam. Bardzo często wypowiadamy się na temat danego sezonu dopiero po jego zakończeniu, a decydujący wpływ na ocenę ma końcówka – to, do kiedy trwa walka o mistrzostwo i jak bardzo jest emocjonująca. I oczywiście ten rok 2026 może potoczyć się różnie – natomiast na ten moment – po czterech rundach – jest to absolutny szczyt jeżeli chodzi o emocje.
Spis treści:
- Najlepsza wersja Monte
- Dramaturgia i zwroty akcji
- Dublet Katsuty
- Chcemy więcej!
Start sezonu WRC – od razu „na grubo”
Zaczęło się znakomicie – od Rajdu Monte Carlo. To impreza, na którą zawsze bardzo mocno się czeka, natomiast w przeszłości ona bardzo często przynosiła spore rozczarowanie. W ostatnich latach na trasach praktycznie nie było ani śniegu, ani lodu. A kiedy odcinki Monte Carlo są suche, rajd ten traci niemal cały swój klimat i charakter. Zresztą – z walką o zwycięstwo też bywało różnie i zdarzało się, iż przewaga liderów wykluczała jakiekolwiek emocje. Natomiast w tym roku było zupełnie inaczej – dostaliśmy takie Monte Carlo, jakie kochamy i jakiego pragniemy zawsze, w każdej edycji.
fot. Jaanus Ree / Red Bull Content PoolŚnieg, deszcz, lód, mgła, ciemności, błoto, syf – absolutny miszmasz warunków i zmieniająca się przyczepność w każdym zakręcie. To jest prawdziwe Monte Carlo i w tym roku inauguracja WRC była absolutnie najlepszą możliwą wersją siebie. A oprócz tego, jakaż dramaturgia w samej rywalizacji. Oliver Solberg i Elliott Edmondson jako liderzy po czwartku, później łapią kapcia, wypadają z drogi w najbardziej spektakularnej akcji Rajdowych Mistrzostw Świata tej dekady. W końcu oni wygrywają – w pierwszym starcie jako pełnoprawna fabryczna załoga Toyoty – co za historia!
Szwecja – taka, jaka ma być
Później Rajd Szwecji – mróz, śnieg, wysokie bandy, szwedzki kolec w warunkach, które były dla niego wręcz stworzone. Chcąc w kalendarzu WRC rajdu zimowego, chcemy dokładnie tego, co oglądaliśmy w tym roku w okolicach Umea. Wysokie prędkości, dalekie skoki, szerokie poślizgi, oraz tysiące kibiców palących ogniska – wspaniały klimat. No i zwycięstwo Elfyna Evansa ze Scottem Martinem, które przyniosło zmianę na fotelu lidera mistrzostw.
fot. Jaanus Ree / Red Bull Content PoolNa temat tegorocznego Rajdu Safari wypowiedziałem się dosyć krytycznie. Wszystko za sprawą tego, iż nie miał on zbyt wiele wspólnego ze współczesną rywalizacją na odcinkach specjalnych, z walką o czas. Padający deszcz sprawił, iż odcinki specjalne były niemal nieprzejezdne. Wszechobecne błoto, koleiny, samochód stawiany bokiem, miotany na wszystkie możliwe strony przy 30 km/h na prostym odcinku – to przecież się nie zdarza. Ten rajd nie miał nic wspólnego z równą rywalizacją, natomiast… czy brakowało w nim dramaturgii i emocji? Absolutnie nie.
Dublet Katsuty w WRC – co proszę?
Czy uważam, iż to pierwsze zwycięstwo Takamoto Katsuty i Aarona Johnstona w Kenii było zasłużone? No cóż – zależy, jak na to spojrzeć. jeżeli na całokształt kariery, oczywiście, zasługiwali na to, należało im się. Czy akurat w tegorocznym Safari – z tym bym już polemizował. Japończyk z Irlandczykiem nie byli najszybszą załogą na tym rajdzie, ale przetrwali, w przeciwieństwie chociażby do trzech innych załóg Toyoty. jeżeli rajdy mają być testem nie tylko prędkości, ale i wytrzymałości – okej. Natomiast znów – kolejna niesamowita historia – pierwsze zwycięstwo w karierze.
fot. Jaanus Ree / Red Bull Content PoolI Rajd Chorwacji absolutnie trzem poprzednim rundom nie ustępował. Wypadek już na pierwszym odcinku Solberga, po chwili z drogi wypada lider mistrzostw świata – Evans. Po swoje pierwsze, upragnione zwycięstwo jedzie Sami Pajari, który pod koniec sobotniego etapu przebija oponę i spada na 3. miejsce. Kiedy wszystko wskazuje na to, iż Thierry Neuville da Hyundaiowi pierwsze zwycięstwo w sezonie, Belg wypada z drogi na Power Stage’u, jadąc z przewagą ponad minuty i urywa koło. Dramat jednych, szczęście innych – po drugie zwycięstwo z rzędu sięgają Katsuta i Johnston, którzy zostają… nowymi liderami Rajdowych Mistrzostw Świata. W dodatku Rajd Chorwacji jest już zlokalizowany w nowej lokalizacji, u wybrzeży Adriatyku. Jest tu o wiele ładniej…
Kocham rajdy – ten sezon mi o tym przypomina
Każdy kolejny rajd tegorocznego sezonu WRC jest absolutnie najlepszą wersją siebie. O samych mistrzostwach świata można zresztą powiedzieć dokładnie to samo. Emocje, dramaturgia, niesamowite historie, niespodzianki, zwroty akcji, łzy rozpaczy, ale też szczęścia. Niesamowite akcje, ratowania, jazda w stylu „flat-out”, wypadki, zwycięstwa „underdogów” – to jest to, co kibice uwielbiają. Tegoroczny sezon WRC przypomina mi, jak bardzo kocham rajdy samochodowe. Pierwsze cztery rundy sezonu zawiesiły poprzeczkę tak wysoko, iż pozostali będą mieli problem z tym, aby im dorównać.
fot. Jaanus Ree / Red Bull Content PoolNie twierdzę, iż poprzednie sezony były jakieś bardzo nudne, ale ten jest inny – jest jak na sterydach. Jest jak hybrydowa Rally1 z najlepszych czasów, „nadmuchana” do granic możliwości na trasie Rajdu Finlandii, na tle starszej Fabii R5. Jasne – to i to jest fajne, to i to jest ciekawe, ale to inna liga. Mamy świetne rajdy, ciekawych zawodników, polskie akcenty, również jeżeli chodzi o obiecującą młodzież. Kurczę, to jest naprawdę świetny sezon – dawać już ten Rajd Wysp Kanaryjskich, niech się dzieje!
Zdjęcia: Jaanus Ree / Red Bull Content Pool

4 godzin temu















