Emocje po lipcowym starciu Fogo Unii Leszno z Betard Spartą Wrocław wciąż nie opadają, choć od wygranej wrocławian na Stadionie im. Alfreda Smoczyka minęło już trochę czasu. Przypomnijmy, iż goście wyrwali wówczas wygraną 46:44, stając się pierwszą ekipą w tym sezonie, która zdobyła leszczyńską twierdzę. Wynik sportowy to jedno, ale prawdziwa burza rozpętała się tuż po piętnastym wyścigu. Maciej Janowski cieszył się ze zwycięstwa pod sektorem gospodarzy, natomiast Artiom Łaguta przed klatką gości intonował obraźliwe przyśpiewki pod adresem Unii. Reakcja miejscowych kibiców była natychmiastowa i skrajnie niebezpieczna – w stronę lidera Sparty poleciały m.in. butelki.
Sprawa natychmiast trafiła do Komisji Orzekającej Ligi. Decyzje dyscyplinarne zapadły szybko, jednak Ekstraliga Żużlowa zdecydowała się owiać szczegóły finansowe tajemnicą. Przemysław Szymkowiak, dyrektor ds. mediów i PR w Ekstralidze, informował jedynie, iż zarówno klub z Wielkopolski, jak i sami zawodnicy ponieśli konsekwencje materialne, ale dokładne kwoty stanowią wewnętrzne dokumenty spółki.
Zmowę milczenia wokół wysokości grzywny postanowił przerwać sam zainteresowany. Maciej Janowski wprost przyznał, jak wyglądało zderzenie z ligową jurysdykcją i ile dokładnie kosztowała go pomeczowa ekspresja. Okazuje się, iż wrocławianin postanowił się walczyć o swoje i złożył odwołanie od pierwotnego werdyktu.
– Zostałem ukarany finansowo. Początkowo było to pięć tysięcy, później się odwołałem i skończyło się chyba na cztery siedemset, więc tak wyszło. Nie chciałbym też za bardzo rozwijać całej sytuacji, ponieważ moje zdanie jest odmienne. No ale… to pewnie dojdzie niedługo do takiego absurdu, iż po prostu nie będziemy mogli się cieszyć jako zawodnicy na obiekcie naszego rywala, więc… Dziwna sytuacja, jednak biorę to na klatę i jest to dla mnie jakaś nauczka na przyszłość – wyznał kapitan wrocławskiej Sparty podczas programu Speedway + w Canal+Sport.
Decyzja KOL pokazuje, iż władze ligi zamierzają zduszać w zarodku wszelkie incydenty mogące podgrzewać nastroje na stadionach. Dla samych żużlowców to wyraźny sygnał, iż po podniesieniu taśmy w 15. biegu lepiej trzymać emocje na wodzy, a po jego zakończeniu niezależnie od wyniku zjechać do parku maszyn.













