M. Jastrzębski: Moim marzeniem jest być numerem jeden w reprezentacji (ROZMOWA)

2 godzin temu

“Jedna bramka w piłce manualnej praktycznie nic nie znaczy. To dopiero pierwsza połowa całego dwumeczu o awans. jeżeli podejdziemy do rewanżu ze spokojną głową i pewnością siebie, jestem dobrej myśli” – mówi bramkarz reprezentacji Polski Marcel Jastrzębski przed niedzielnym drugim spotkaniem z Austrią, którego stawką będzie awans na Mistrzostwa Świata 2027. W rozmowie Marcel nie ukrywa również swoich ambicji. “Moim marzeniem jest bycie bramkarzem numer jeden w reprezentacji Polski. Na końcu jednak najważniejszy jest wynik całej drużyny, a nie to, czy wyszedłem pierwszy do gry, czy nie. Nie ma nic lepszego niż gra z orzełkiem na piersi” – podkreśla.

W niedzielę 17 maja w olsztyńskiej Hali Urania reprezentacja Polski mężczyzn stanie przed szansą wywalczenia 19. w historii awansu do mistrzostw świata. Aby tak się stało, Biało-Czerwoni muszą utrzymać jednobramkową zaliczkę nad Austrią przywiezioną w środę z Graz. Początek meczu o godz. 15.00. Transmisja na żywo będzie dostępna na kanałach Super Polsat i Polsat Sport 2 oraz w aplikacji Polsat Box Go. Pełną zapowiedź meczu można przeczytać TUTAJ.

W przedmeczowej rozmowie Marcel Jastrzębski opowiada nam o kulisach przygotowań do rewanżu z Austrią, analizie rzutów rywali i toczącymi się „mind games” między bramkarzem a rzucającymi rywalami. Bramkarz reprezentacji Polski mówi także o atmosferze w kadrze, powrocie między polskie słupki, marzeniu o zostaniu numerem jeden w reprezentacji oraz kulisach gry w chorwackim RK Nexe i planach na przyszłość.

Maciej Szarek, Związek Piłki manualnej w Polsce: Już z perspektywy czasu, jakie wnioski masz po pierwszym meczu z Austrią?

Marcel Jastrzębski, bramkarz reprezentacji Polski i RK Nexe: Jesteśmy szczęśliwi, iż udało nam się wygrać pierwszy mecz na wyjeździe, ale doskonale wiemy, iż jedna bramka w piłce manualnej praktycznie nic nie znaczy. Czasem zdobycie jej zajmuje kilka sekund. To dopiero pierwsza połowa całego dwumeczu o awans. Teraz będziemy analizować popełnione błędy i pracować nad tym, aby nie powtórzyć ich w rewanżu.

Wiemy, iż waga tego dwumeczu jest bardzo duża, ale jeżeli podejdziemy do rewanżu ze spokojną głową i zbudowaną pewnością siebie, iż potrafimy skutecznie walczyć z Austriakami, kiedy chyba niewielu w to wierzyło, to jestem dobrej myśli. Najważniejsze jest dla mnie to, żebyśmy zagrali odważnie i bawili się piłką ręczną, bo robimy to, co kochamy. Nie ma też chyba nic lepszego niż gra z orzełkiem na piersi, która dodaje nam jeszcze większej motywacji.

Był moment na świętowanie środowego zwycięstwa?

W miarę możliwości cieszyliśmy się ze zwycięstwa, ale każdy z nas jako profesjonalista zdawał sobie sprawę, iż już następnego dnia czekała nas podróż. Wszyscy wiemy, iż trzeba przez cały czas pracować na sto procent i nie można odpuścić choćby na moment. Mam nadzieję, iż czas i okazja do świętowania będzie w niedzielę.

Czyje rzuty spośród rywali w trakcie pierwszego meczu broniło się najtrudniej?

Austria w ataku często gra systemem 7 na 6 i szuka wejścia w strefę na szósty metr, aby oddać rzut z najbliższej odległości, a w takiej sytuacji każdy rzut jest trudny do obrony. Dlatego trudno wskazać jednego zawodnika, a raczej trzeba spojrzeć na cały sposób gry rywali, bo to właśnie gra 7 na 6 jest ich największym atutem.

Znajomość stylu gry i rzutów rywali już nie tylko z wideo, ale też z pierwszego meczu, ułatwi wam pracę w bramce w niedzielę?

To jest taka gra na zasadzie: my wiemy, iż oni wiedzą, a oni wiedzą, iż my wiemy. Będziemy dalej analizować rzuty rywali, przyglądać się poszczególnym sytuacjom i dobrze przygotujemy się do rewanżu. Przeciwnicy zrobią pewnie to samo. Kto na tym lepiej wyjdzie, dopiero się przekonamy.

Ile czasu poświęciłeś na analizę rzutów Austriaków?

Przygotowujemy się już od dłuższego czasu. Ten proces zwykle wygląda w ten sposób, iż od sztabu szkoleniowego dostajemy materiał wideo ze wszystkimi lub wybranymi rzutami rywali z podziałem na zawodników. Najpierw oglądamy to indywidualnie we własnym zakresie, robimy notatki, wyciągamy wnioski, a potem spotykamy się, oglądamy wspólnie i omawiamy, dzieląc się uwagami. To bardzo fajny pomysł, bo każdy z nas ma inną perspektywę, inne doświadczenia i może wpaść na coś innego, czego kolega by nie zauważył. Dla mnie taka analiza jest ważna, bo gra mi się o wiele lepiej i spokojniej ze świadomością, iż znam rywali i wiem, czego się spodziewać.

To znaczy, iż każda decyzja co do kierunku lub sposobu obrony, mimo ułamka sekundy na jej podjęcie, jest wykalkulowana?

Niekoniecznie. Oczywiście, nie można bronić tylko “na czuja”, trzeba ciągle analizować, ale na to składa się bardzo wiele elementów. Przecież rzadko zdarza się, iż mamy do czynienia z identyczną sytuacją, jak na wideo, bo na przykład nasi obrońcy mogą być ustawieni nieco inaczej, co już tworzy już nową sytuację. Trzeba się wciąż dostosowywać. Wiedza o rywalu pomaga przede wszystkim w ekstremalnych warunkach, dajmy na to przy kontrataku jeden na jeden, kiedy można sobie przypomnieć, iż ten zawodnik lubi kończyć akcje w określony sposób. Tutaj zaczyna się jednak tzw. mind games, bo nigdy nie wiesz, czy rywal znów zrobi to samo. Możesz specjalnie zostawić miejsce w bramce i go podpuścić, ale on może zrobić to samo wobec ciebie.

Wiesz, iż podczas meczu z Graz sam zdobyłeś swoją pierwszą bramkę w reprezentacji Polski w 21 występie w kadrze?

Naprawdę? Nie miałem pojęcia! Może to i lepiej, iż o tym nie wiedziałem, bo bym się stresował jeszcze! Mogę jednak powiedzieć, iż ostatnio czuję się dosyć pewnie w tym aspekcie, bo trochę tych bramek zdobyłem w klubie dzięki rzutom przez całe boisko po przechwycie, czy to w lidze chorwackiej, czy w Lidze Europejskiej. Jak widzę, iż mam czas, żeby sobie przymierzyć, to rzucam i nie czuję presji. Cieszę się, iż jakoś to wychodzi. A wracając do pierwszego gola w kadrze, to tym bardziej cieszę się ze środowego meczu i na pewno go zapamiętam na długo!

Jaką rolę w rewanżu odegrają kibice? W Hali Urania będzie was wspierał komplet publiczności.

Jedną z największych, jaką można sobie wyobrazić. Doping kibiców niesie nas i sprawia, iż gra się łatwiej. Przy takim wsparciu łatwiej złapać odpowiedni rytm, w którym nie myśli się o niczym innym poza meczem. Rola kibiców będzie więc ogromna, ale oni nigdy nas nie zawodzą, dlatego jestem pozytywnie nastawiony.

Bramka przewagi z pierwszego meczu i gra na własnym parkiecie oznaczają, iż jesteśmy faworytem do awansu?

Nie lubię tak mówić, ale jestem pewny siebie i kolegów, iż damy z siebie sto procent. Już czekamy na mecz i mam nadzieję, iż na jego końcu będziemy zwycięską drużyną nie tylko w całym dwumeczu, ale także w niedzielę.

W środę wyszedłeś na parkiet w pierwszym składzie, ale poprzedni mecz w kadrze zagrałeś jeszcze w ubiegłym roku, przed Mistrzostwami Europy 2026, na które nie pojechałeś mimo dwutygodniowych treningów z drużyną w okresie przygotowawczym. Później powstrzymała cię kontuzja. Tym bardziej ucieszyłeś się z powrotu do kadry na dwumecz z Austrią?

Zawsze bardzo się cieszę, kiedy dostaję powołanie, ale wiem też, iż taka jest rola trenera, żeby wybierać zawodników. o ile uważa on, iż mój kolega z pozycji w danym momencie da więcej drużynie i jest w lepszej formie niż ja, to ja to rozumiem i akceptuję, a dla mnie to tylko dodatkowa motywacja do pracy, iż jednak muszę jeszcze więcej dać z siebie i jeszcze bardziej pokazać swoją przydatność, żeby kolejnym razem znaleźć się na liście. Co więcej, kolejne otrzymane powołanie smakuje wtedy jeszcze lepiej, bo stanowi podsumowanie wykonanej pracy.

Jak wygląda rywalizacja o miejsce w składzie?

W swojej karierze nigdy nie miałem napiętej rywalizacji, zawsze była ona bardzo sportowa i tak samo jest w kadrze. Wszyscy gramy do jednej bramki i wspieramy się zarówno podczas sesji analizy wideo, jak i w trakcie meczu. Podpowiadamy sobie i dajemy rady, dlatego świetnie, iż możemy się od siebie uczyć. Mam bardzo dobre relacje z pozostałymi bramkarzami. Interesujemy się tym, co u kogo słychać. Panuje bardzo pozytywna atmosfera. Dla mnie to koledzy z zespołu, a nie rywale.

Po cichu nie chciałbyś jednak ustabilizowania hierarchii? Oczywiście na twoją korzyść.

Choć zawsze trzeba pamiętać, iż piłka ręczna to sport drużynowy, to moim indywidualnym marzeniem jest właśnie bycie bramkarzem numer jeden w reprezentacji Polski. Wiem jednak, iż do tego trzeba mi lat pracy i doświadczenia. Na końcu najważniejszy jest wynik całej drużyny, a nie to, czy wyszedłem pierwszy do gry, czy nie. Wygrywa i przegrywa cała drużyna, a nie jeden zawodnik.

Droga do spełnienia marzeń na pewno wiedzie przez dobre występy klubowe. jeżeli popatrzymy na ostatnie ćwierćfinały Ligi Europejskiej, gdzie twoje Nexe spotkało się z niemieckim THW Kiel, to w dwumeczu zaliczyłeś więcej obron niż Andreas Wolff i Gonzalo Perez de Vargas razem wzięci (22 do 18 na korzyść Marcela – red.)! To robi wrażenie, a na dodatek wspomniałeś mi już, iż statystycy EHF chyba niedoszacowali twojej skuteczności.

To prawda, ale rywale też powinni mieć kilka obron więcej na liczniku (śmiech)! Nie ukrywam, iż bardzo dobrze się czuję ostatnio w bramce, ale sytuacja z dwumeczu z THW Kiel dobrze pokazuje, iż mimo tego, iż łącznie z drugim bramkarzem Nexe obroniliśmy więcej piłek niż nasi rywale, to jednak THW awansowało dalej. Piłka ręczna to taki sport, iż czasem można bronić wszystko, a i tak drużyna przegra mecz. Innym razem wystarczy kilka obron we właściwym momencie i drużyna wygrywa.

Ogólnie, w Nexe czuję się coraz lepiej. Zima była dla mnie trochę trudniejsza, było szaro, buro i ponuro, ale teraz czuję, iż już się wpasowałem i jest bardzo fajnie.

Do czasu wyjazdu do Chorwacji grałeś tylko w Polsce i pracowałeś tylko z polskimi trenerami bramkarzy. Tam pierwszy raz zetknąłeś się z innym pomysłem na bronienie. Coś cię zaskoczyło?

Bałkański styl bronienia jest troszkę inny. Na końcu zawsze trafiamy jednak w złoty środek, żeby to wyważyć. Nic nie jest mi narzucone z góry. Dobrze mi się współpracuje i wiem, iż wykonaliśmy w tym sezonie dużo dobrej roboty, dzięki czemu ciągle się rozwijam.

Miałeś lub masz swoich ulubionych bramkarzy?

Zawsze lubiłem Niklasa Landina i Sławomira Szmala. Ich oglądałem najwięcej, ale od początku mówiłem sobie, iż nie chcę nikogo naśladować, tylko brać dla siebie coś od każdego z nich. Chcę szukać własnego stylu, który będzie najlepiej pasował do moich warunków i możliwości fizycznych. Wziąłem więc od nich ogólny pomysł na bronienie, a teraz dokładam swoje cegiełki.

Jak widzisz swoją przyszłość? Masz obowiązujący kontrakt z ORLEN Wisłą Płock, teraz występujesz na wypożyczeniu w RK Nexe, a gdzie widzisz się za kilka lat?

Moim dziecięcym marzeniem zawsze było to, żeby zagrać w Bundeslidze. Jak los pozwoli, to mam nadzieję, iż kiedyś się to uda. Chciałbym też wrócić do Płocka, ale teraz naprawdę dobrze mi w Nexe. Życie zweryfikuje moje plany, bo w tej branży nie wszystko zależy tylko ode mnie.

Dobry występ w Mistrzostwach Świata 2027 na pewno by ci w tym nie przeszkodził.

Samo reprezentowanie kraju to pozytywna dodatkowa presja i duma. W mistrzostwach fajne jest to, iż co dwa dni grasz mały finał. To w zawodniku buduje mega duże doświadczenie i na pewno później jest dużo łatwiej po powrocie do klubu, gdzie najczęściej rozgrywa się mecz co tydzień albo co trzy dni.

Dla bramkarzy interesujące jest też to, iż na mistrzostwach co dwa dni musisz zmierzyć się z nową drużyną, poznać nowych zawodników i nowy styl rzucania. Czasem się śmieję, iż po kilku takich meczach robi się sieczka z mózgu, bo ciągle musisz uczyć się nowych nazwisk, nowych sytuacji i nowych schematów. Trudno jednak o lepszą motywację i okoliczności do rozwoju, dlatego niedzielny awans jest dla nas tak ważny.

Mecz Polska – Austria odbędzie się w Hali Urania w Olsztynie w niedzielę 17 maja o godz. 15.00. Transmisja na żywo będzie dostępna na kanałach Super Polsat i Polsat Sport 2 oraz w aplikacji Polsat Box Go. Bilety zostały wyprzedane.

Idź do oryginalnego materiału