M. Balsam: Nie godzę się, aby inni musieli przeżywać to, co ja [ROZMOWA]

6 godzin temu

“Mam nadzieję, iż najlepsze wciąż jest przede mną. To, iż mam 29 lat i sporo doświadczenia, to wcale nie znaczy, iż wszystko już umiem. Wciąż mogę się rozwijać i szukam takich miejsc, w których będzie to możliwe” – mówi reprezentantka Polski Magda Balsam na temat swojej kariery klubowej. Skrzydłowa odnosi się także do wydanego w grudniu oświadczenia na temat dotykającej ją mowy nienawiści. “Jeśli publiczne postawienie sprawy przemówi do rozsądku chociaż jednej osobie, to było warto”.

Przed startem nowego sezonu reprezentacyjnego, którego zwieńczeniem będą grudniowe Mistrzostwa Europy 2026 rozgrywane m.in. w Polsce, Magda Balsam udzieliła nam obszernej rozmowy, której pierwszą część można przeczytać TUTAJ.

Pierwsza odsłona wywiadu dotyczyła m.in. przygotowań do EURO, marzeń i odpowiedzialności związanych z grą w kadrze, poruszającej historii nadającej dodatkowego znaczenia dla gry z orzełkiem na piersi, niełatwych początków w narodowych barwach oraz o zbliżającego się dwumeczu z Norwegią w ramach EHF EURO Cup 2026. “Nasze ambicje są takie, aby dołączyć do czołówki. Od lat dążymy do tego, żeby kadra osiągnęła bardzo dobry wynik, więc mistrzostwa Europy w Polsce wydają się ku temu odpowiednim momentem” – mówiła Magda.

W drugiej części skupiamy się na bogatej karierze klubowej, kulisach jej transferów, planach na przyszłość oraz stanowczej postawie sprzeciwu wobec dotykającej ją mowy nienawiści.

Maciej Szarek, Związek Piłki manualnej w Polsce: Biorąc pod uwagę statystyki i kolejne transfery z twoim udziałem, wydaje się, iż przeżywasz najlepsze lata swojej kariery. Czujesz się w ten sposób?

Magda Balsam, skrzydłowa reprezentacji Polski i CSM Slatina (Rumunia): Ja naprawdę staram się twardo stąpać po ziemi. Czy jestem w najlepszej formie w życiu? Może, ale przede wszystkim mam nadzieję, iż najlepsze wciąż jest przede mną! Najważniejsze dla mnie jest to, iż wiem, iż jeszcze dużo jestem w stanie dać w kadrze i w klubie, i dużo jeszcze bym chciała osiągnąć. Wydaje mi się, iż z roku na rok robię coraz śmielsze kroki do przodu, więc oby to była dopiero część drogi, którą obrałam.

Twoja klubowa kariera obfituje w transfery. Po serii polskich drużyn (Vistal Gdynia, Sambor Tczew, Start Elbląg, JKS Jarosław, MKS Lublin), w 2022 roku zdecydowałaś się na wyjazd do Niemiec (TuS Metzingen). Po roku wróciłaś jednak do kraju, ponownie do PGE MKS El-Volt Lublin, ale tam znów zagrzałaś tylko dwa lata, zanim znów spróbowałaś swoich sił za granicą, tym razem w Rumunii (CSM Slatina). Już wiemy, iż po zakończeniu bieżącego sezonu czekają cię kolejne przenosiny w Rumunii (CSM Corona Brasov). Wciąż szukasz swojego miejsca?

Pobyt w Metzingen był super, ale do powrotu do kraju zmusiły mnie kwestie, które można zostawić na inną rozmowę. Lublin z kolei jest w jakimś stopniu moją słabością. Kiedy rozeznałam się już w realiach polskiej ligi, to właśnie ten klub był dla mnie taką potęgą, która miała wyjątkowy charakter. Z tego powodu granie w Lublinie zawsze było moim planem.

Podjęcie decyzji o ponownym wyjeździe było oczywiste?

Decyzja o tym, żeby z Lublina znów wyjechać, to był to dla mnie najtrudniejszy wybór, którego musiałam do tej pory dokonać w sportowej karierze. Dołączając do tej drużyny, bardzo chciałam i postawiłam sobie za cel, aby Lublin wrócił na tory mistrzowskie i zaistniał w Europie. Niestety, te zadania w moich oczach nie zostały zrealizowane, dlatego pod kątem sportowym było to dla mnie pewne rozczarowanie. Wtedy musiałam zdecydować, czy chcę zostać i kontynuować tę walkę, czy może czas na kolejny etap. Jestem zadowolona, iż wybrałam transfer za granicę, bo było mi to potrzebne. Koniec końców trzeba patrzeć na siebie i swój rozwój. A kto wie, być może w Lublinie przyjdzie mi jeszcze zagrać…

W momencie przenosin, Slatina to był zespół z dolnej części rumuńskiej ligi. W Lublinie mogłaś liczyć na walkę o medale i grę w europejskich pucharach.

Nigdy nie powiem, iż którykolwiek transfer był dla mnie krokiem w tył. Wiem, iż decydując się na transfer do Slatiny, niektórzy nie mogli zrozumieć, dlaczego tak postąpiłam. Słyszałam opinie pod tytułem, iż “co ona najlepszego wymyśliła – zamienia drugi klub w Polsce na dwunasty w Rumunii i teraz będzie grać o ogórki”. Ja wiedziałam jednak, jakie plany i ambicje ma Slatina, która szykowała bardzo dobry zespół.

Co ciekawe, dokładnie te same głosy słyszałam teraz, kiedy po mistrzostwach świata okazało się, iż po sezonie odejdę do Braszowa, choć wiadomo, iż miałam oferty od klubów grających w Lidze Mistrzyń. Łatwo oceniać czyjeś wybory z zewnątrz, ale tylko je wiem o szczegółach moich planów, kontraktów i ustaleń z trenerami i klubami. A kto mnie zna, ten dobrze wie, iż Liga Mistrzyń jest moim celem i marzeniem.

Z czego wynika więc, iż zdecydowałaś się dołączyć do zespołu występującego w tej chwili na poziomie Ligi Europejskiej? Aktualnie siódma najskuteczniejsza zawodniczka silnej ligi rumuńskiej (71 bramek w 16 meczach) mogła celować wyżej.

Przyznaję, iż ciężko było odrzucić oferty z Ligi Mistrzyń, zwłaszcza, iż nie były to kluby walczące o utrzymanie w niej, tylko takie, które sobie nieźle poczynają. Pokusa była więc duża, ale postanowiłam postawić na projekt, który przedstawiła mi Corona Brasov. Wiem, jakie ten klub planuje ruchy i transfery, a przede wszystkim łączy nas wspólna wizja – gwałtownie wspólnie awansować na poziom Ligi Mistrzyń. Kiedy zapoznałam się z ich koncepcją, uznałam, iż chcę być częścią tego procesu i pomóc tej drużynie w osiągnięciu celów.

Są pewne wartości, którymi zawsze się kieruję i pewne warunki, które klub musi spełniać wobec mnie, abym zgodziła się na transfer. To była kolejna bardzo trudna decyzja, ale jestem przekonana, iż transfer do Braszowa to dobry krok dla mnie, a pobyt tam ponownie da mi dużo dobrego. Najważniejsze, iż ja wiem, czego chcę.

Powiedz proszę więcej o tym, czym się kierujesz, podejmując takie decyzje.

Myślę, iż gdyby zadzwonili do mnie z Győri (Győri ETO KC to zwyciężczynie Ligi Mistrzyń z sezonu 2025/2026 – red.), to rzuciłabym wszystko, spakowała się i wyjechała (śmiech)! A na poważnie, pieniądze nigdy nie były dla mnie głównym wyznacznikiem. Nigdy nie chodziło o licytację między klubami, na zasadzie, kto da więcej. Może to niektórych zdziwi, ale gdyby tak miało być, zostałabym w Lublinie.

Kluczowy jest dla mnie plan klubu i trenera nie tylko na drużynę, ale też stricte na mnie, na mój rozwój. To, iż mam 29 lat i sporo doświadczenia, to wcale nie znaczy, iż wszystko już umiem. Wciąż mogę się rozwijać i szukam takich miejsc, w których będzie to możliwe. Żeby tak było, potrzebuję mieć trenera, który będzie we mnie wierzył, stawiał nowe wyzwania i rozumiał mój charakter, który każe mi ciągle wygrywać i ciągle dążyć do tego, żeby tak zespół, jak i ja sama, były swoją najlepszą wersją. Chodzi też o to, aby trafić do miejsca, które faktycznie będzie wykorzystywało moje umiejętności. Przenosiny do większego klubu, w którym cały sezon siedziałabym na ławce, uważam za niemądre. Podsumowując, na ostateczną decyzję składa się wiele czynników, ale wizja rozwoju wydaje mi się tym najważniejszym. Na pewno nie mogę powiedzieć, iż decyzje podejmuję “na spontanie”.

Zastanawiasz się czasem, jak twoja kariera mogła potoczyć się przy innym splocie okoliczności?

Mogę zdradzić, iż już po drugim pobycie w Lublinie bardzo chciałam zagrać w Lidze Mistrzyń. Nie powiem, o jaki klub chodzi, ale miałam już w zasadzie podpisany kontrakt, który nie doszedł do skutku przez problemy finansowe tej drużyny. Byłam wtedy bardzo zła na sytuację, bo dla tego zespołu odrzuciłam inne oferty, które były już dla mnie niedostępne, bo pozostałe ekipy znalazły inne zawodniczki na moje miejsce. To jedna z takich sytuacji, która mogłaby dużo zmienić.

Przede wszystkim cieszę się jednak, iż nie uległam myśleniu, które czasem spotykam u koleżanek z boiska, iż mając 27 czy 28 lat umiem już wszystko i osiągnęłam wszystko, co mogłam. Dalej czuję głód rozwoju i mam nadzieję, iż utrzymam taki stan jak najdłużej.

Jakie zmiany w codziennych nawykach w największym stopniu przyczyniły się do twojego rozwoju sportowego?

Przede wszystkim pomogło mi to, iż poszłam na terapię, a dziś regularnie pracuję z psychologiem sportowym. Oprócz tego, skontaktowałam się z dietetykiem i utrzymuję dość rygorystyczny sposób żywienia. Terapeutka wyjaśniła mi też znaczenie dobrego snu w procesie odpowiedniej regeneracji. Aby funkcjonować na najwyższym szczeblu sportowym, trzeba zadbać o swoje ciało na każdym szczeblu, żeby na koniec wszystko “kliknęło” jak najlepiej, a efekty były widoczne na boisku.

Praca z psychologiem sportowym pozwoliła ci dowiedzieć się o sobie czegoś więcej?

Moja psycholog, Ula, odegrała ogromną rolę w całościowej zmianie mojego podejścia mentalnego. Chodzi o pracę nad koncentracją, radzeniem sobie z presją i akceptacją gorszych momentów. Druga rzecz to bardziej świadome podejście do treningu. Zamiast „odbębniać” jednostki, zaczęłam skupiać się na jakości każdego powtórzenia, czy to na siłowni, czy na hali. Do tego dochodzi analiza wideo i analiza swojej gry, rutyna predtreningowa i mentalna. Teraz zawsze mam swój „rytuał” przed każdym treningiem czy meczem i wszystko to jest wypracowane właśnie z moją psycholog, która pod względem mentalnym pomogła mi stać się kimś, kim jestem teraz.

Czasem moi znajomi śmieją się, iż przez to jestem robotem i iż przesadzam, ale ja wychodzę z założenia, iż moja kariera nie będzie trwała wiecznie, dlatego, póki mogę, chcę wycisnąć z niej wszystko, co tylko się da. Nie chcę później obudzić się i pluć sobie w brodę, iż tu i tam mogłam zrobić coś więcej.

Po Mistrzostwach Świata 2025 w swoich mediach społecznościowych opublikowałaś poruszający post dotyczący twojego sprzeciwu wobec mowy nienawiści, z której kulminacją spotkałaś się podczas tego turnieju (

). Co przelało czarę goryczy, iż zdecydowałaś się zareagować w ten sposób?

Od bardzo dawna staram się nie zwracać uwagi na to, co się o mnie mówi i pisze, bo wiem, iż przyniesie mi to tylko więcej złego, ale nie da się w zupełności od tego odciąć.

Przełomowe były dla mnie kolejne wiadomości od dzieci, które regularnie dostaję na Instagramie. Czasem proszą mnie, abym nauczyła je grać w piłkę ręczną, czasem proszą o radę na przyszłość, ale zdarzają się też takie wiadomości, w których 11-letnia dziewczynka pisze, iż gra w piłkę ręczną, kocha tę dyscyplinę, ma ambicje i chce kiedyś zagrać w reprezentacji Polski, ale nie może trenować, bo jej koleżanki wyśmiewają się z niej i zabierają ubrania z szatni. To, w połączeniu z komentarzami, które zobaczyłam na swój temat podczas mistrzostw, przelało czarę goryczy. Chciałam pokazać, iż nie pozwalam na takie zachowania. Wciąż dość mały odsetek zawodniczek i zawodników mówi o tym, iż jest czarna strona bycia sportowcem, która nam ciągle towarzyszy.

Jest mi jest strasznie przykro, kiedy słyszę takie historie, jak dzieci krzywdzą siebie nawzajem. Sama tego doświadczyłam w szkole, dlatego nie godzę się z tym, żeby ktoś też musiał to przeżywać. Dzieci powinny móc być dziećmi, być szczęśliwe i nie powinny robić nikomu krzywdy. Niestety, często po prostu powielają złe wzorce z domu, a dorośli nie potrafią zrozumieć tego mechanizmu i nie próbują ich powstrzymać, a wręcz sami dokładają do tego swoją “cegiełkę” i nakręcają spiralę.

Jeśli takie publiczne postawienie sprawy przemówi do rozsądku chociaż jednej osobie, to było warto. Cieszę się też, iż po opublikowaniu tego postu więcej było głosów zgadzających się ze mną. Były też oczywiście przykre komentarze, ale zwykle pochodziły z kont bez imienia i nazwiska, co też daje dużo do myślenia.

Dużo kosztowało cię zabranie głosu?

Przede wszystkim to był moment kulminacji pewnej dyskusji, którą od lat toczę z moją rodziną. Moi bliscy często chcieli wchodzić w komentarze, wdawać się w polemikę, ale ja wielokrotnie mówiłam im, żeby dali spokój, bo tego nie chcę. Krzywdzące komentarze bardziej dotykały ich, niż mnie, bo sama się na to po prostu uodporniłam. Jestem świadoma tego, jaka jestem, kim jestem i jaką mam wartość. I jako sportowiec, i jako człowiek. Cieszę się, iż teraz udowodniłam mojej rodzinie i bliskim, iż naprawdę umiem poradzić sobie z tą sytuacją.

Są ludzie, którzy poświęcają swój czas, żeby napisać w Internecie, iż “Balsam jest chłopem, bo ma krótkie włosy”, i jest mi ich po prostu bardzo szkoda, bo ja nie marnowałabym swojego życia w ten sposób. Wolałabym pójść na spacer lub zrobić cokolwiek przyjemnego dla siebie. Ci ludzie mają jednak w sobie tak dużo żalu i zawiści lub potrzeby dowartościowania się, iż nie mogą się powstrzymać i to jest przykre. Z drugiej strony, w prawdziwym życiu, na ulicy, praktycznie nie zdarza się, aby ktoś podszedł i powiedział coś takiego w twarz.

Umiejętność nabrania dystansu i oddzielania od siebie tych opinii to dziś w świecie mediów społecznościowych kluczowa kompetencja dla sportowca?

Powtórzę, iż według mnie najważniejsze jest to, żeby tych opinii, które pochodzą od ludzi, którzy nie są dla nas ważni, po prostu nie brać do siebie. Nie ma tu znaczenia, czy te opinie są dobre, czy złe, bo spotkałam się z sytuacjami w obie strony. Pozwalając takim głosom nabrać znaczenia, zaczyna się analizować, dlaczego ten ktoś napisał w ten sposób, a tamten w inny. Taką drogą można tylko zwariować. Gdybym się temu poddała, rzuciłabym sport.

Wydaje mi się, iż ludzi boli to, iż nie jestem kimś, kogo mogą zahukać i kimś, kto zamknie się w sobie i przeprosi za to, iż żyje. choćby kiedy to trudne, staram się odnosić z szacunkiem do wszystkich.

Gdzie, twoim zdaniem, przebiega granica między konstruktywną krytyką a hejtem?

Uwagi na temat naszego wyglądu, zwłaszcza podchodzące pod wyzwiska, muszą zdecydowanie i jednoznacznie pozostać poza dyskusją. o ile ktoś oceni moją grę, iż słabo rzucam, słabo biegam, słabo bronię, albo słabo robię cokolwiek innego na parkiecie, to proszę bardzo, bo koniec końców jestem sportowcem, w jakiś sposób osobą publiczną i każdy może mieć swoje zdanie na temat mojej gry. Ktoś powie, iż gram super, ktoś inny, iż beznadziejnie, ale o to chodzi w sporcie. Tu też są jednak pewne granice.

To znaczy?

Pamiętam przypadek Mistrzostw Europy 2024, kiedy w meczu z Rumunią nie trafiłam decydującego rzutu w końcówce meczu. Miałam do siebie żal i złość, bo zawiodłam jako sportowiec, ale komentarze życzące mi śmierci, bo spowodowałam, iż komuś nie wszedł kupon bukmacherski, są według mnie dowodem, iż jako społeczeństwo nie zawsze idziemy w dobrym kierunku. Internet daje duże możliwości, ale trzeba się poważnie zastanowić, jak z niego mądrze korzystać. Czasem mam wrażenie, iż kiedy media społecznościowe nie były jeszcze aż tak rozwinięte, ludziom żyło się lepiej. Bądźmy szczęśliwi i miejmy euforia z tego, co sami mamy w życiu, zamiast poświęcać tyle uwagi analizie życia innych.

Miałam też sytuację podczas meczu w Lubinie, kiedy niektórzy kibice mocno wyzywali mnie z trybun, więc po jednej z bramek pokazałam gest z palcem na ustach. Później ktoś napisał, iż prowokuję, co tylko udowadnia, iż często ludzie wypowiadają się, choć nie mają pełnej wiedzy.

Co chciałabyś, aby ludzie bardziej dostrzegali w zawodniczkach?

Normalnego człowieka. Myślę, iż czasem zapominamy, iż sportowcy to też po prostu zwykli ludzie, którzy mają swoje gorsze dni, które przekładają się na gorsze mecze. Siła sportowca pochodzi z tego, jak się podnosi po najcięższych momentach w swoim życiu, a nie jak radzi sobie, kiedy wszystko jest super. Chciałabym więc, żeby kibice widzieli w nas też zwyczajnych ludzi, byli trochę wyrozumiali, iż my nie zawsze będziemy grać na swoim najwyższym poziomie, choć bardzo się staramy. Tak się po prostu nie da.

Gdybyś mogła, aby po naszej rozmowie kibice zapamiętali o tobie jedną rzecz, co by to było?

Jako zawodniczka, iż jestem zawzięta, ambitna, konsekwentna i pracowita. Najważniejsza jest zwłaszcza ta ostatnia cecha, bo nieważne, ile meczów już rozegrałam i co wygrałam, za co jestem bardzo wdzięczna, to mój głód zwycięstwa nie pozwala mi, żebym usiadła na laurach. Dalej zakasam rękawy i będę walczyć, żeby być coraz lepsza.

Mecz Polska – Norwegia odbędzie się w czwartek 5 marca o godz. 18.00 w Hali Widowiskowo-Sportowej RCS w Lubinie. Bilety zostały wyprzedane. Transmisja na żywo będzie dostępna na kanale Polsat Sport 1.

Idź do oryginalnego materiału