Takiej sprawy jeszcze w Polsce nie było. "Doszło do poważnego błędu"

2 godzin temu
Polska Agencja Antydopingowa chce ponownego przebadania próbki Mikołaja Sawickiego, ale nie wiadomo, czy do tego dojdzie. - Analizujemy, czy przywołana podstawa prawna ma zastosowanie - mówi Sport.pl Hubert Radke, pełnomocnik siatkarza. Opowiada też o analizie składu dozwolonego leku na alergię i wychwyceniu niespotykanego dotychczas w Polsce błędu, które mogą uratować Sawickiego przed czteroletnią dyskwalifikacją.
W poniedziałek Polska Agencja Antydopingowa (POLADA) poinformowała, iż światowa agencja (WADA) uznała, iż metoda zastosowana przy analizie próbki moczu reprezentanta Polski Mikołaja Sawickiego "nie była w stanie jednoznacznie zaklasyfikować wyniku jako niekorzystny analitycznie" i siatkarzowi uchylono tymczasowe zawieszenie. Wtedy zaczęły pojawiać się pierwsze przeprosiny pod adresem 26-latka. Dziewięć miesięcy wcześniej, gdy poinformowano o wykryciu u niego zakazanej substancji, nie brakowało osób, które uznały go za winnego, choć finalnej decyzji jeszcze nie było. Tej wciąż nie ma i zbyt wcześnie, by orzekać o niewinności zawodnika Bogdanki LUK Lublin, ale niewątpliwie doszło do przełomu. O tej sprawie ze Sport.pl porozmawiał Hubert Radke, który wspólnie z żoną Justyną Radke jest pełnomocnikiem Sawickiego.

REKLAMA







Zobacz wideo BOGDANKA LUK Lublin goni liderów PlusLigi! Ważne zwycięstwo w Olsztynie. Komentuje Marcin Komenda



Agnieszka Niedziałek: Formalnie sprawa nie jest zakończona, ale doszło do przełomu. Czy pana klient może już świętować?
Hubert Radke, jeden z pełnomocników Mikołaja Sawickiego: Postępowanie dyscyplinarne w sprawie pana Mikołaja Sawickiego jest przez cały czas w toku przed Panelem Dyscyplinarnym I Instancji (PD I Instancji), który rozstrzyga co do zarzutu naruszenia przepisów antydopingowych postawionego zawodnikowi przez Polską Agencję Antydopingową (POLADA). Praca prawnika w tego rodzaju postępowaniach nie ogranicza się do kwestii ściśle prawnych, ale też - być może choćby przede wszystkim - polega na poszukiwaniu możliwych wyjaśnień tego, jak dana substancja zabroniona znalazła się w próbce zawodnika. Czy choćby szerzej - wszelkich problemów związanych z danym badaniem antydopingowym. Dzięki naszej dociekliwości udało się skutecznie zakwestionować przed WADA, zgodnie z wymogami Światowego Kodeksu Antydopingowego (WADC), naukową ważność metody analitycznej wykorzystanej przez Polskie Laboratorium Antydopingowe (PLAD).
Metoda ta uznana została za niewiarygodną i niezgodną ze standardami WADA wobec laboratoriów, gdyż nie była wystarczająco selektywna, czyli nie pozwalała odróżnić substancji zabronionej od innych substancji - niekoniecznie zabronionych - o zbliżonej, chociażby częściowo, strukturze chemicznej. W efekcie w tej chwili nie można w ogóle mówić o pozytywnym wyniku badania antydopingowego. o ile natomiast nie ma pozytywnego wyniku badania antydopingowego, to nie ma mowy o naruszeniu przepisów antydopingowych. Niemniej mimo niewątpliwego przełomu w sprawie, świętować będzie można dopiero wtedy, gdy pan Sawicki zostanie formalnie oczyszczony z zarzutów.
POLADA zapowiedziała zlecenie ponownego przebadania próbki, prawdopodobnie w innym laboratorium. Można teraz zastosować inną metodę, która będzie wystarczająco selektywna i zapewni jednoznaczne rozstrzygnięcie?
- POLADA zapowiedziała już, iż złożony zostanie wniosek o ponowne przebadanie próbki moczu zawodnika, na podstawie art. 6.5 Przepisów Antydopingowych. W takim przypadku na ponowne przebadanie próbki musi się zgodzić albo zawodnik, albo organ orzekający, czyli w tym przypadku PD I Instancji. w tej chwili analizujemy, czy podstawa prawna, na którą powołuje się POLADA, znajduje zastosowanie w aktualnych okolicznościach. Tym bardziej, iż kiedy w imieniu zawodnika wcześniej złożony został wniosek o ponowne przebadanie próbki w oparciu o przygotowaną ekspertyzę naukową - tę, dzięki której później przed WADA skutecznie podważona została wiarygodność procedury analitycznej - to pełnomocnik POLADA argumentował, iż nie ma ku temu podstaw prawnych. Jeszcze inną kwestią jest, czy w innym laboratorium opracowana i wdrożona została wiarygodna metoda analityczna w tym względzie.


Na początku sprawdzali państwo standardowo opcję zanieczyszczenia przyjmowanych leków i suplementów. Jak pojawił się pomysł, by pójść potem w stronę sprawdzenia metody badawczej?
- Po tym, jak po przebadaniu wszystkich przyjmowanych przez zawodnika suplementów i leków nie wykryto żadnego zanieczyszczenia, zacząłem przeszukiwać literaturę naukową dotyczącą modafinilu. Tak trafiłem na artykuł autorstwa doktor Karoliny Nowak z Zakładu Farmakologii Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Opolskiego, w którym mowa była o problemie dotyczącym rozróżniania modafinilu i difenhydraminy. Mówiąc w pewnym uproszczeniu, należą one do grupy związków o podobnej strukturze chemicznej. Zacząłem się zastanawiać, czy pan Sawicki nie przyjmował czasem jakiegoś leku z difenhydraminą, bo są one dostępne bez recepty. Okazało się, iż nie.



Skontaktowałem się wówczas z dr Nowak, która sprawdziła leki przyjmowane przez pana Sawickiego i zwróciła uwagę na zawierający ebastynę Evastix, który był stosowany ze względu na alergię. Ebastyna też bowiem ma strukturę chemiczną podobną do modafinilu i difenhydraminy. Doktor Nowak przeprowadziła analizę dotyczącą tego, czy substancja ta – w oparciu o procedurę badawczą zastosowaną przez PLAD – została odróżniona od modafinilu. Nie została. Ebastyna prawdopodobnie została więc fałszywie oznaczona jako modafinil. W piśmie do WADA kwestionującym naukową wiarygodność metody analitycznej zastosowanej przez PLAD powołaliśmy się na ekspertyzę dr Nowak i WADA przyznała nam rację.
Na pewnym etapie połączyli państwo siły z pełnomocnikiem Jakuba Januchowskiego, tenisisty ukaranego dyskwalifikacją po wykryciu modafinilu.
- W sprawach dopingowych zawsze analizuje się inne przypadki wykrycia tej samej zabronionej substancji, zwłaszcza stwierdzone w tym samym laboratorium. W Polsce w ostatnim czasie – nie licząc sprawy pana Sawickiego – mieliśmy dwa przypadki pozytywnego wyniku badania antydopingowego na obecność modafinilu – pana Januchowskiego i pani Poli Rogali. Tyle iż pani Rogala publicznie przyznała, iż przyjmowała lek zawierający modafinil i było to – krótko mówiąc – zaniedbanie z jej strony, które skutkowało nałożeniem na nią czteroletniej dyskwalifikacji. Natomiast w przypadku pana Januchowskiego, na którego również nałożona została taka sankcja, dowiedzieliśmy się, iż nie udało się ustalić, jak substancja zabroniona znalazła się w jego organizmie.
Wraz z jego pełnomocnikiem zrobiliśmy tzw. burzę mózgów, która jest niezbędna w tego typu sprawach. Porównaliśmy wszystkie leki i suplementy diety zażywane przez obydwu zawodników. Jeden był wspólny. Pan Sawicki zlecił analizę tego leku pod kątem obecności zanieczyszczenia modafinilem w różnych laboratoriach, gdyż ustaliliśmy również, iż jest on produkowany przez tę samą firmę farmaceutyczną, która produkuje różne leki z modafinilem na różne rynki w Europie. Bez efektu. Niemniej to powiązanie ze sprawą pana Januchowskiego nie dawało mi spokoju. Jednocześnie trafiłem na artykuł doktor Nowak i tak, krok po kroku, doszedłem do miejsca, w którym jesteśmy obecnie.
Sprawa Mikołaja Sawickiego toczy się od dziewięciu miesięcy. Bazując na pańskim doświadczeniu, ile realnie może zająć jej formalne zakończenie?
- Trudno przewidzieć, bo takiej sprawy dotychczas nie prowadziliśmy. System antydopingowy jest bardzo restrykcyjny wobec sportowców. Wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. Prawa jednostki są tutaj niejednokrotnie poświęcane w imię dobra ogółu. Widzieliśmy już przypadki skazywanych sportowców, a po jakimś czasie okazywało się, iż byli niewinni. Utraconego czasu jednak nic nie wróci. Wierzę, iż sprawa pana Sawickiego skończy się możliwie szybko. Zresztą z wypowiedzi medialnych dyrektora POLADA, pana Michała Rynkowskiego, wynika, iż również POLADA zależy na dalszym sprawnym postępowaniu. Nigdy wcześniej w Polsce nie doszło jednak do skutecznego zakwestionowania badania antydopingowego. Stąd też trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć na pani pytanie.



Czy decyzja WADA dotycząca sprawy pańskiego klienta może sprawić, iż inni sportowcy skazani na podstawie analiz przeprowadzonych przez PLAD zyskają argument pod kątem ewentualnej dodatkowej możliwości apelacji?
- Każdy przypadek jest inny i każda substancja jest inna. Błąd analityczny laboratorium w jednej sprawie nie oznacza automatycznie, iż w przypadku oznaczania innych substancji też do niego doszło. To po pierwsze. Po drugie, możliwość ponownego otwarcia innych spraw - mówiąc w uproszczeniu - zależy od etapu danej procedury, od tego, jaki jest organ rozstrzygający i istniejących w ramach danej procedury środków prawnych. Odpowiedź na to pytanie uzależniona jest więc od szeregu czynników. Przede wszystkim pamiętać trzeba, iż na podstawie jednego przypadku nie można przesądzać, iż wszystkie inne były wątpliwe. Do tego są potrzebne wiarygodne naukowo narzędzia. My takie narzędzie, w postaci ekspertyzy doktor Nowak, mieliśmy.
Czy wspomniana decyzja WADA może się przyczynić do zwiększenia czujności przy kolejnych sprawach, które będą się toczyć na bazie wyników pochodzących z analiz PLAD?
- Doszło bez wątpienia do poważnego błędu i WADA może w oparciu o przepisy dotyczące akredytacji laboratoriów rozpocząć postępowanie wobec PLAD. Będzie musiała nastąpić weryfikacja procedur analitycznych – sprawdzone zostanie, czy są one prawidłowo konstruowane, czy są zgodne z międzynarodowymi standardami i czy są wiarygodne pod względem naukowym. Do tej pory – z tego, co mi wiadomo - warszawskie laboratorium cieszyło się dobrą opinią, ale ten przypadek na pewno rzuca cień na jego wiarygodność.


Czy tego błędu łatwo można było uniknąć? Czy też, z uwagi na duży stopień skomplikowania zagadnienia, było to trudne?
- Wydaje się, iż łatwo, gdyby spełnione były standardy WADA w zakresie selektywności procedury analitycznej. Badania antydopingowe to niezwykle złożona materia. W dodatku na szali leżą kariery czy choćby – idąc o krok dalej – zdrowie psychiczne sportowców. Jest choćby takie słynne stwierdzenie jednego ze składów orzekających Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS) w sprawie dopingowej, iż skoro organizacje antydopingowe posługują się restrykcyjnymi środkami w ściganiu dopingu wobec sportowców, to tym bardziej restrykcyjnie powinny przestrzegać własnych standardów.
Analizowałem sprawę sprzed kilkunastu lat, gdy w Turcji odnotowano w krótkim odstępie czasu kilka przypadków pozytywnych wyników testów na obecność modafinilu. Dotyczyło to m.in. znanej amerykańskiej koszykarki Diany Taurasi. Reprezentował ją słynny prawnik zajmujący się sprawami dopingowymi Howard Jacobs, którego znam i z którym kontaktowałem się przy okazji sprawy pana Sawickiego. Wykrył on wówczas błąd laboratorium w oznaczaniu modafinilu. Oczywiście, to było dawno temu – inne standardy, inne metody. Siłą rzeczy po tylu latach takich błędów jest mniej, aczkolwiek one - niestety - wciąż występują. Z punktu widzenia pełnomocnika zawodników wyobrażam sobie, iż aby badania antydopingowe było wiarygodne, to powinny być stosowane takie metody analityczne, które pozwolą jednoznacznie odróżnić substancję zabronioną od innych substancji, które zabronione nie są. Wydaje się, iż opracowane przez WADA standardy ku temu zmierzają. Trzeba jednak ich restrykcyjnie przestrzegać.



Czy skoro w sprawie Mikołaja Sawickiego doszło do błędu, to planują państwo ubiegać się o odszkodowanie?
- o ile pan Sawicki zostanie ostatecznie oczyszczony z wszelkich zarzutów, to na pewno kwestia roszczeń odszkodowawczych będzie siłą rzeczy rozważana. Tak dzieje się zwykle w przypadku sportowców poszkodowanych w sprawach dopingowych. w tej chwili jednak jest zbyt wcześnie, aby tę kwestię omawiać.
Idź do oryginalnego materiału