“Nasze ambicje są takie, aby dołączyć do czołówki. Od lat dążymy do tego, żeby kadra osiągnęła bardzo dobry wynik, więc mistrzostwa Europy w Polsce wydają się ku temu odpowiednim momentem” – mówi skrzydłowa Magda Balsam w pierwszej części obszernej rozmowy przed rozpoczęciem nowego sezonu reprezentacyjnego. Biało-Czerwone wrócą na parkiet już w czwartek 5 marca, kiedy w Lubinie zmierzą się z mistrzyniami świata z Norwegii (godz. 18.00).
Gdy w 2017 roku po raz pierwszy założyła koszulkę reprezentacji Polski, niewielu mogło przewidzieć, iż z biegiem lat stanie się jej kluczowym ogniwem. Dziś Magda Balsam to najskuteczniejsza spośród aktywnych reprezentantek Biało-Czerwonych, która imponuje regularnością i chłodną głową w kluczowych momentach. Więcej goli dla Polski zdobyła jedynie kapitan, Monika Kobylińska, jednak to wychowanka Bellator Ryjewo może pochwalić się najwyższą średnią bramek na mecz (3,76).
Od swojego kadrowego debiutu w 2017 roku, Magda Balsam zgromadziła 282 trafienia w 75 występach, występując na arenach pięciu wielkich turniejów: mistrzostw świata w 2021, 2023 i 2025 roku oraz mistrzostw Europy w 2022 i 2024 roku.
Przed startem nowego sezonu reprezentacyjnego, którego zwieńczeniem będą grudniowe Mistrzostwa Europy Kobiet 2026 rozgrywane m.in. w Polsce, skrzydłowa opowiada o przygotowaniach do turnieju, marzeniach i odpowiedzialności związanych z grą w kadrze, poruszającej historii nadającej dodatkowego znaczenia dla gry z orzełkiem na piersi, niełatwych początkach w narodowych barwach oraz o zbliżającym się dwumeczu z Norwegią w ramach EHF EURO Cup 2026.
Maciej Szarek, Związek Piłki manualnej w Polsce: Czy reprezentacja Polski kobiet jest dziś najmocniejsza od czasu, kiedy wystąpiłaś w niej po raz pierwszy?
Magda Balsam, skrzydłowa reprezentacji Polski i CSM Slatina (Rumunia): Uważam, iż tak. Najbardziej przyczynia się do tego świadomość, iż to, jakie wyniki osiągamy i jak dobrze gramy jako cały zespół, zależy wyłącznie od pracy, jaką każda z nas wykonuje nie tylko podczas zgrupowań reprezentacji, ale przede wszystkim na co dzień, w klubie. W kadrze selekcjoner może przedstawić nam taktykę, ale nie nauczy nas, jak grać. Wielokrotnie o tym rozmawiałyśmy, dzięki czemu każda z nas dba, aby przyjeżdżać na zgrupowania w jak najlepszej dyspozycji.
To prawda, iż wyglądamy coraz lepiej, bo pracujemy coraz więcej. To także zasługa selekcjonera Arne Senstada, który, przynajmniej w moim przypadku, pomógł poukładać mi w głowie wiele rzeczy. To on dobitnie nakreślił, iż jeżeli chce się być tam, gdzie się marzy, trzeba ciągle pracować.
9. miejsce w Mistrzostwach Europy 2024 i 11. lokata w Mistrzostwach Świata 2025 to najlepsze wyniki reprezentacji Polski kobiet od dekady, ale po obu turniejach podkreślałyście, iż pozostał niedosyt. Gdzie sięgają wasze ambicje?
Jako sportowiec zawsze chce się więcej i my chciałyśmy więcej. jeżeli tak by nie było, świadczyłoby to o braku w nas potrzebnej ambicji. Patrząc realnie na niedawne mistrzostwa świata, trzeba przyznać, iż przegrałyśmy z dwiema potęgami, z czego w meczu z Francją (17:18 do przerwy – red.) pokazałyśmy, iż wcale nam tak dużo do nich nie brakuje. Dlatego uważam, iż całościowo ten turniej był udany. Trzeba twardo stąpać po ziemi i pamiętać, iż musimy wykonać jeszcze dużo pracy, aby dołączyć do najlepszych, ale takie są właśnie nasze ambicje.
To znaczy, iż grudniowe Mistrzostwa Europy Kobiet 2026, które odbędą się m.in. w Polsce, złożyły się w najlepszym momencie?
Myślę, iż wszystko naprawdę fajnie się ułożyło i to bardzo dobry czas, aby rozegrać taki turniej w Polsce. Od lat dążymy do tego, żeby kadra osiągnęła bardzo dobry wynik, więc mistrzostwa w Polsce wydają się ku temu odpowiednim momentem. Jak mówiliśmy, mamy niedosyt po wcześniejszych turniejach, które już były pozytywne, a teraz mamy naprawdę dużo materiału do dalszej analizy i wiemy, nad czym pracować, żeby w grudniu pokazać się z jeszcze lepszej strony.
Pierwsza myśl na temat EURO w Polsce to po prostu ekscytacja. Mogę żartować, iż jesteśmy dopiero co po poprzednich mistrzostwach, a ja w sumie chciałabym już grać kolejne (śmiech)! Myślę, iż będzie dużo emocji związanych z tym turniejem. To będzie coś naprawdę wyjątkowego, żeby zagrać u siebie kraju, przed swoimi kibicami i bliskimi na trybunach.
Podczas kilku poprzednich mistrzostw miałyśmy okazję grać z gospodyniami, czy to w Danii, Czarnogórze czy niedawno w Holandii. To, jaką atmosferę robią kibice lokalnych reprezentacji, to coś niesamowitego. A iż dobrze wiemy, iż polscy kibice są wspaniali, to na pewno będą w stanie nam bardzo pomóc w tym, abyśmy na EURO powalczyły o nasze marzenia. O czymś mówi też fakt, iż naprawdę rzadko zdarza nam się przegrywać mecze w Polsce, ostatnio chyba z Danią (22:26 w lutym 2024 roku – red.). To pokazuje, jaką siłę mają kibice. Z takim wsparciem to jest w ogóle inny mecz!
To będzie turniej, który zdefiniuje reprezentacyjną karierę pokolenia aktualnych liderek reprezentacji Polski?
Wiemy, czego chcemy. Całe życie powtarzam i mam wrażenie, iż mówię to w każdym wywiadzie, ale moim pierwszym sportowym marzeniem były nie kluby, tylko gra w reprezentacji Polski. Kto mnie zna, ten wie, iż emocje wychodzą ze mnie dość rzadko, ale kiedy przegrywam z reprezentacją, to jest to dla mnie ból i rozczarowanie nie do opisania. Zawsze jadę na kadrę z myślą, żeby reprezentować cały naród i robię wszystko, żeby dawać z siebie maksimum. Wiem, iż każda z nas myśli podobnie i to jest super w naszej drużynie.
Chyba trudno oddać na papierze, ile znaczy dla ciebie “orzełek”.
Jak mówiłam, kadra praktycznie od dziecka była moim marzeniem. Była też marzeniem mojego taty, który niestety nie miał okazji zobaczyć mnie w niej, bo odszedł, kiedy miałam 13 lat. Grając w reprezentacji, często myślę, iż musiał wiedzieć, iż kiedyś w niej wystąpię, dlatego gra w reprezentacji jest dla mnie tak wielką sprawą, wielką dumą i mam do niej tak duży sentyment. Niedawno słuchałam wywiadu Roberta Lewandowskiego u Bogdana Rymanowskiego, który mówił o podobnym doświadczeniu i wrażeniu, iż jego tata zawsze ma najlepsze miejsce na trybunach. Zaśmiałam się i pomyślałam: “Robert, wiem, o co chodzi!”.
Oczywiście, gra w klubie również daje mi dużo frajdy i sprawia, iż mam za co żyć, ale na kadrę zawsze jeżdżę z satysfakcją, która jest trudna do opisania. Uwielbiam samą euforia z bycia na boisku w biało-czerwonej koszulce.
Taka dodatkowa motywacja nigdy cię nie przytłoczyła?
Jeśli pytasz o presję, to ciężko ją odczuwać przez coś, co daje ci euforia i uśmiech na twarzy. Nie wyobrażam sobie życia bez grania w piłkę, tak samo jak nie wyobrażam sobie życia bez układania klocków Lego, co jest moją drugą największą pasją. Robię to, co kocham, a to daje mi dalszą motywację, żeby razem z kadrą wygrywać jak najwięcej.
Twoja droga do statusu liderki reprezentacji nie była usłana różami. Od debiutu do pierwszej dużej imprezy minęły ponad cztery lata.
Powiedzmy sobie wprost, iż początki mojej obecności w kadrze nie były najwyższych lotów. Od zawsze byłam jednak świadoma, iż tylko ciężką pracą jestem w stanie pomóc kadrze na tyle, żeby być wartościowa, wejść do zespołu, a potem decydować na parkiecie i realnie pomagać dziewczynom.
Początek kadencji selekcjonera Senstada też był dla mnie trudny. Dostawałam powołania, ale po czasie trener zawsze odsyłał mnie do domu. Wracałam i płakałam, zastanawiałam się, co jest ze mną nie tak, iż nie mogę zostać na stałe w reprezentacji i pojechać na duży turniej. Czego mi wciąż brakuje? Wydawało mi się, iż wciąż coś poprawiam, niweluję słabości, a on za każdym razem mnie odsyłał!
Co było momentem przełomowym?
W końcu doszłam do granicy, z której prowadziły dwie drogi. Albo uznać, iż trener jest beznadziejny, nie zna się, uwziął się na mnie i to jego wina, albo wyrzucić do kosza wszystko, co robiłam do tej pory, wziąć się za siebie i zmienić całe swoje podejście, pokazując mu, iż jeszcze go do siebie przekonam. I tak zrobiłam.
Paradoksalnie, jego brak pewności co do mojej gry i to, iż czasem “brzdąkał mnie po uszach”, wyszło mi na dobre. Dziś mogę powiedzieć, iż gdyby trenerem kadry nie był Arne Senstad, to nie byłabym taką zawodniczką, jaką jestem obecnie. Dzięki niemu poprawiłam większość aspektów w mojej grze, a w efekcie całe moje życie stało się lepsze. Spowodował u mnie zmiany, za które zawsze będę wdzięczna i mam nadzieję, iż teraz już nie wyobraża sobie kadry beze mnie (śmiech)! A jeżeli ktoś chce powiedzieć, iż jestem w kadrze dlatego, bo trener mnie lubi, to szkoda, iż nie pamięta tamtych czasów.
Wracając do mistrzostw Europy w Polsce, jak podchodzisz do “pompowania balonika”?
Rozumiem, iż taka jest praca mediów i organizatorów, żeby przyciągnąć ludzi na trybuny, ale w tym samym czasie naszą pracą jest to, żeby wyjść na boisko i zrobić to, co do nas należy. Żeby kadra zagrała dobre mistrzostwa, na pewno będziemy musiały się trochę od tego odciąć i nie zwracać na to większej uwagi. W jaki sposób? Robić to, co zawsze – dawać z siebie sto procent na treningach i w meczach.
Oczekiwania względem waszego występu będą naturalną konsekwencją. Nie tylko z zewnątrz, bo sama przecież mówisz, iż chcecie osiągać coraz więcej.
Presja pojawia się wtedy, kiedy sobie na nią pozwolisz i kiedy ją do siebie dopuścisz. W tym roku skończę 30 lat, więc dla mnie presję ma lekarz, od którego zależy czyjeś życie. jeżeli ja zagram gorszy mecz, szkoda, ale za kilka dni czy za tydzień mogę się poprawić. Wychodzę z założenia, iż to moje odczucia liczą się o wiele bardziej niż opinie z zewnątrz, bo tylko ja wiem, ile pracy włożyłam w treningi i czy naprawdę mogłam zrobić coś więcej. jeżeli tak na to spojrzymy, głosy osób, które nie są wewnątrz drużyny, nie wnoszą wiele do dyskusji. Staram się podchodzić do sprawy właśnie w ten sposób, co ułatwia mi dobre nastawienie mentalne.
W takim razie, jak najlepiej wykorzystać pozostające dziewięć miesięcy do startu EURO, aby po zakończeniu mistrzostw móc powiedzieć sobie, iż “zrobiłyśmy wszystko, co się dało”?
Myślę, iż tegoroczne wakacje będą dla nas wyjątkowo krótkie i będą opiewać pewnie na maksymalnie tygodniu przerwy. Musimy być świadome tego, iż ten okres trzeba będzie dobrze przepracować i nie będzie czasu w jakikolwiek dłuższy odpoczynek, bo wiemy, iż wciąż brakuje nam trochę fizyczności i siły w starciach z najlepszymi reprezentacjami. jeżeli chodzi o ten aspekt, wielką pracę wykonuje trener Adrian Struzik, z którym ja sama współpracuję, odkąd wyjechałam za granicę i na moim przykładzie można powiedzieć, iż jego metody i ogromna wiedza działają. Najwięcej zależy jednak od nas samych, bo nikt nie wykona za nas treningów na siłowni czy nie przebiegnie kolejnych kilometrów.
Co pod kątem EURO można wyciągnąć ze zbliżających się meczów z Norwegią w ramach EHF EURO Cup 2026 (5 marca w Lubinie o godz. 18.00 i 7 marca w Steinkjer o godz. 18.15)? Bardziej wymagającego rywala, niż mistrzynie Europy, świata i olimpijskie zarazem, nie da się wyobrazić.
Koniec końców po drugiej stronie parkietu też zagrają ludzie, co znaczy, iż każda z nas jako zawodniczek jest omylna. W tym przypadku nie ma znaczenia, czy na koszulce napisane jest Balsam, czy Reistad. Oczywiście, wiemy, iż rywalki to zawodniczki światowej klasy, które mają na koncie ogrom medali i doświadczenia, ale w takich meczach musimy patrzeć przede wszystkim na siebie. Chodzi o to, żeby, mimo takiego rywala naprzeciw, zagrać dobre zawody, popełnić jak najmniej błędów i zrealizować swoje założenia taktyczne. Zrobimy wszystko, żeby ten mecz był jak najlepszy w naszym wykonaniu, a na co to wystarczy, przekonamy się po godzinie gry.
Jeśli dostałabym pytanie, czy da się wygrać z Norwegią, to powiedziałabym, iż oczywiście, iż tak. Podobnie mówiłam przed meczem z Francją na mistrzostwach świata i choćby jeżeli ktoś uzna mnie za wariatkę, to zawsze wychodzę na parkiet tylko po to, żeby wygrać mecz i nie ma znaczenia, kto jest po drugiej stronie.
Zwłaszcza, iż spośród topowych drużyn Norweżki wydają się wam najbardziej “leżeć”. Rok temu w holenderskim Den Bosh przegrałyście z nimi czterema bramkami (28:32), a trzy lata temu w Trondheim – dwoma trafieniami (25:27). Te wyniki to przypadek czy po prostu dobrze wam się gra z Norwegią?
Trudno powiedzieć. W takich meczach zawsze skupiamy się na tym, żeby popełnić jak najmniej błędów, bo wiemy, iż rywalki mają z nich łatwe kontrataki. Tak było właśnie w tym meczu w Norwegii, który ostatecznie skończył się dla nas minus dwa, ale praktycznie przez cały mecz grałyśmy jak równy z równym. Myślę, iż wtedy to im bardziej się rączki trzęsły, bo w takich spotkaniach to my możemy, a one muszą. Bycie mistrzem Europy czy świata do czegoś zobowiązuje. Wszyscy wiemy, iż w hierarchii jesteśmy niżej od nich, więc to na nich ciąży obowiązek zwycięstwa. Nam z perspektywy możliwości sprawienia niespodzianki gra się niekiedy łatwiej.
Gdybyś miała wybrać jeden mecz, w którym reprezentacja Polski była najbliżej pełni swojego potencjału, na które spotkanie byś postawiła?
Myślę, iż na wspomniany mecz z Danią w Lubinie sprzed dwóch lat. Co prawda koniec końców przegrałyśmy, ale uważam, iż to był bardzo dobry mecz w naszym wykonaniu. Dużo tam “hulało”. To nam pokazało, iż jeżeli jesteśmy w pełni skoncentrowane, to możemy grać jak równy z równym z topowymi drużynami.
Czego brakuje nam jeszcze, aby zrobić kolejny krok i z szerokiej czołówki wejść piętro wyżej?
Częste granie na najwyższym poziomie jest czymś, co może nas jeszcze bardziej rozwinąć. Im więcej reprezentantek Polski będzie obecnych w najważniejszych rozgrywkach, czyli topowych ligach oraz europejskich pucharach, tym większa szansa, iż będziemy lepiej przygotowane do gry z najlepszymi. Reprezentantki czołowych kadr grają w najmocniejszych rozgrywkach klubowych i musimy dążyć do tego, żeby samemu też tam się znaleźć. Potrzebujemy również, aby jak najwięcej polskich drużyn z powodzeniem grało w europejskich pucharach, przechodziło kolejne rundy i miało okazję rywalizować z topowymi klubami.
Mam doświadczenie gry w ORLEN Superlidze Kobiet, mam też porównanie gry w innych ligach i będę się trzymać tego, iż to jest zupełnie inne granie. Nie chodzi o to, żeby obrażać kogokolwiek związanego z polską ligą, którą uwielbiam i uważam, iż takie kluby jak PGE MKS El-Volt Lublin, w którym miałam okazję grać kilka lat, mają ogromny potencjał, ale uważam też, że, aby umożliwić rozwój swoim zawodniczkom, polskie kluby muszą się bić o to, żeby być bardziej obecne w Europie.
Wracamy więc do jednego z pierwszych zdań, które dziś powiedziałaś, “wyniki (…) zależą wyłącznie od pracy, jaką każda z nas wykonuje nie tylko podczas zgrupowań reprezentacji, ale przede wszystkim na co dzień, w klubie”.
Tak. Czasem naprawdę zastanawia mnie, z czego wynika, iż kibice, a także byłe zawodniczki lub byli zawodnicy, oceniają nasze występy i mówią, na przykład, iż “zabrakło tego, żeby zawodniczka X zagrała w tej akcji jeden na jeden”, a nie zwracają uwagi, iż jak nie robi tego w klubie, to ciężko oczekiwać, żeby nagle zrobiła to w kadrze. Dopiero kiedy ktoś ma coś wypracowane na co dzień, można od niego wymagać skuteczności w każdej sytuacji.
Znaczenie ma też to, przeciwko komu gra się na co dzień. jeżeli można się regularnie sprawdzać z mistrzyniami, to na mistrzostwach nie będzie się odczuwało różnicy. Dlatego powtórzę, najważniejsze według mnie jest to, żebyśmy na co dzień mogły jak najczęściej rywalizować z najlepszymi i grać o jak największe cele.
W drugiej części rozmowy z Magdą Balsam porozmawiamy o jej bogatej karierze klubowej, niecodziennych kulisach transferów, odważnych planach na przyszłość oraz stanowczej postawie sprzeciwu wobec dotykającej ją mowy nienawiści. Publikacja dalszej części wywiadu nastąpi w środę 4 marca o godz. 18.00 na stronie zprp.pl.
Mecz Polska – Norwegia odbędzie się w czwartek 5 marca o godz. 18.00 w Hali Widowiskowo-Sportowej RCS w Lubinie. Bilety zostały wyprzedane. Transmisja na żywo będzie dostępna na kanale Polsat Sport 1.

1 godzina temu













