Wojna na linii Ekstraliga Żużlowa – Miasto Lublin wchodzi w decydującą fazę. Po groźbach centrali dotyczących braku licencji dla obiektu przy Alejach Zygmuntowskich na sezon 2027, do zmasowanego kontrataku przeszedł wiceprezydent Lublina, Tomasz Fulara. Władze miasta nie zamierzają biernie przyglądać się natarciu i otwarcie zarzucają żużlowym działaczom szukanie poklasku w mediach oraz próby wpływania na procedury przetargowe.
Atmosfera wokół domowej areny aktualnych mistrzów Polski zjeżyła włos na głowie niejednemu kibicowi „Koziołków”, gdy centrala wydała ostre oświadczenie. Chodzi o unieważnienie wyboru oferty na modernizację obiektu wartej ponad 230 milionów złotych. Ekstraliga uznała, iż harmonogram prac po raz kolejny legł w gruzach i postraszyła zamknięciem bram obiektu dla ligowego ścigania. Na odpowiedź ratusza nie trzeba było długo czekać.
Tomasz Fulara w oficjalnym wystąpieniu nie kryje ogromnego zaskoczenia ruchem centrali. Sam samorządowiec podkreśla, iż przedstawiciele spółki zarządzającej rozgrywkami doskonale znali realia i byli na bieżąco informowani o kulisach całej procedury. Jak przekonuje, linia telefoniczna na linii Lublin – Bydgoszcz w ostatnim czasie wręcz gorzała.
– Jestem zaskoczony stanowiskiem przedstawicieli Ekstraligi w sprawie modernizacji stadionu przy Al. Zygmuntowskich, którzy doskonale znają sytuację i wiedzą, na jakim etapie jest postępowanie przetargowe. Co więcej, w ostatnim czasie kilkukrotnie kontaktowaliśmy się telefonicznie, a podczas tych rozmów przedstawiałem stan sprawy oraz działania podejmowane przez spółkę MOSiR, która prowadzi postępowanie przetargowe. Trudno mi również zrozumieć zapowiedź negatywnej rekomendacji dotyczącej stadionu, zwłaszcza w kontekście naszych ustaleń. Zgodnie z nimi przebudowa stadionu ma rozpocząć się w 2027 roku, a na czas modernizacji obiekt nie będzie wykorzystywany do rozgrywek, nie będzie więc w tym czasie potrzebował licencji – punktuje wiceprezydent Lublina.
Władze miasta zwracają uwagę na istotny detal, który w zamieszaniu medialnym mogła przeoczyć żużlowa centrala. jeżeli w 2027 roku przy Zygmuntowskich do głosu dojdą koparki i ciężki sprzęt, Motor i tak będzie musiał przenieść się w inne miejsce, a wymogi licencyjne dla starego obiektu staną się niepotrzebne. Tomasz Fulara bez ogródek podważa intencje działaczy, stawiając mocne zarzuty o nieszczerość i medialną grę.
– Zadaję sobie pytanie, czy Ekstraliga będzie stosować takie same kryteria wobec wszystkich stadionów w kraju, które nie spełniają w tej chwili obowiązujących wymogów? Trudno mi dostrzec logikę w podejściu, które pomija te okoliczności. Odbieram pismo Ekstraligi jako próbę zwrócenia dodatkowej uwagi mediów na tę sprawę, a być może także wywarcia presji na przebieg trwającej procedury zamówień publicznych – ostrzega Fulara.
Sprawa rozbija się o gigantyczne pieniądze publiczne, dlatego samorządowcy nie zamierzają ulegać presji czasu ani medialnym nagłówkom. Unieważnienie wyboru oferty Texomu nastąpiło z powodu poważnych wątpliwości dotyczących płynności finansowej wskazanego podwykonawcy, co mogłoby zagrozić całej inwestycji. Do gry wchodzą kolejne podmioty, a postępowanie przetargowe wciąż trwa. Firma Texom zdążyła już zresztą zaproponować innego podwykonawcę, co w tej chwili analizuje komisja przetargowa.
– Podkreślam, iż przetarg musi zostać przeprowadzony zgodnie z obowiązującymi przepisami. Nie możemy ich omijać ani podejmować decyzji pod presją czasu czy medialnych doniesień. Naszym obowiązkiem jest zadbać o publiczne pieniądze i prawidłowy przebieg całej procedury. Lublin, kibice i Motor potrzebują nowoczesnego stadionu i gwarantuję, iż zrobimy wszystko, co zgodne z prawem i możliwe w ramach obowiązujących procedur, aby doprowadzić tę inwestycję do końca. Dziś wysłałem pismo do Ekstraligi Żużlowej, którego treść również publikuję, podobnie jak ostatnio zrobiła to Ekstraliga – podsumowuje wiceprezydent.













