Jesień bez bramki w Champions League nie przytrafiła się kapitanowi reprezentacji Polski od 2011 roku, kiedy zaczął w niej występować z Borussią Dortmund. Start był niepozorny – skuteczny strzał prawą nogą w przegranym 1:3 meczu z Olympiakosem Pireus. Drużyna Juergena Kloppa uczyła się dopiero Ligi Mistrzów, przepadając w fazie grupowej. Nauka szła jednak błyskawicznie, już rok później zespół z Dortmundu dotarł aż do finału.
REKLAMA
Zobacz wideo Żelazny: Polskie kluby powinny patrzeć na te kluby i uczyć się
w okresie 2012/2013 Lewandowski 10 razy trafiał do bramki rywali, w tym czterokrotnie w półfinałowej rywalizacji z Realem Madryt. Ten wyczyn dał Polakowi światowy rozgłos, nie udało mu się jednak strzelić gola w finale na Wembley z Bayernem Monachium. Nie wykonywał jeszcze wtedy rzutów karnych. Bawarczycy wygrali 2:1, gola dla Borussii z jedenastki zdobył Ilkay Guendogan.
Lewandowski obudził się w styczniu
Od tamtej pory Lewandowski gra i strzela w Lidze Mistrzów nieprzerwanie przez kolejne 14 lat. I dopiero tej jesieni nie zdobył bramki. Dwa lata temu zreformowano rozgrywki, zastępując fazę grupową rywalizacją ligową, w której każdy zespół gra po osiem spotkań, a nie po sześć jak do sezonu 2023/2024.
Jesień ubiegłego roku w Champions League była więc dla Lewandowskiego wyjątkowo nieudana pod względem strzeleckim. Pierwszą bramkę w fazie ligowej zdobył dopiero w styczniu. W meczu Barcelony ze Slavią w Pradze strzelił najpierw bramkę samobójczą, a potem ustalił wynik na 4:2 dla gości.
Kolejny gol Polaka był znacznie ważniejszy: w środę Katalończycy przegrywali z FC Kopenhaga 0:1, gdy Lewandowski wyrównał w 48. min. Bajeczne było prostopadłe zagranie Daniego Olmo do Lamine’a Yamala, który znalazł Lewandowskiego przed praktycznie pustą bramką Dominika Kotarskiego. Polak przyłożył nogę, zdobywając swoją 107. bramkę w elitarnych rozgrywkach. Na liście snajperów wszech czasów wciąż jest trzeci, za Cristiano Ronaldo (140) i Leo Messim (129).
Barcelona pokonała Duńczyków 4:1, dzięki czemu bezpośrednio awansowała do 1/8 finału. 37-letni Lewandowski wciąż może być pierwszym Polakiem, który wzniesie uszaty puchar za triumf w Champions League po raz drugi. Barcelona nie jest jednak głównym faworytem, w fazie ligowej dominowały kluby angielskie i Bayern Monachium. Zespół z Katalonii słabo radzi sobie w grze defensywnej.
107 goli w 140 meczach w Lidze Mistrzów podkreślają skalę fenomenu, jakim jest Lewandowski. Od dawna nikt nie porównuje go z innymi piłkarzami z Polski, bo przestało to mieć jakikolwiek sens.
Drugi na liście najskuteczniejszych polskich napastników w Lidze Mistrzów pozostaje Włodzimierz Lubański (15 bramek). W jego czasach rozgrywki o tytuł najlepszego klubu na kontynencie nosiły jeszcze nazwę Pucharu Europy. Napastnik Górnika Zabrze wystąpił w nich siedem razy, zagrał w sumie w 26 meczach. Średnią goli miał więc 0,57. Lewandowski 0,76.
Równie legendarny, jak Lubański Ernest Pohl wystąpił w Pucharze Europy w 21 meczach i zdobył 11 bramek. Dopiero za nimi są Arkadiusz Milik (10 goli), Krzysztof Warzycha (9) i Piotr Zieliński (8) – dwaj z nich wciąż grają, choć trudno przypuszczać, by prześladowany kontuzjami Milik wystąpił jeszcze kiedykolwiek w Champions League.
Zbigniew Boniek i jego 0,15 gola na mecz
Aby uzbierać 107 goli w najbardziej prestiżowych rozgrywkach piłkarskich, trzeba zsumować dokonania strzeleckie aż 16 polskich piłkarzy. I to oczywiście tych z pozycji 2-17 w rankingu najskuteczniejszych. Od Lubańskiego do obecnego selekcjonera Jana Urbana, który w 12 meczach w Lidze Mistrzów trafił do siatki cztery razy. Tyle samo co Kazimierz Deyna, Kazimierz Kmiecik i pięciu innych.
Szokujące może wydać się przypomnienie, iż pierwszy Polak, który zrobił karierę w wielkich zagranicznych klubach - Zbigniew Boniek zdobył w Pucharze Europy zaledwie trzy bramki. W 20 meczach. Jego średnia goli na spotkanie to 0,15.
Trzy bramki w Lidze Mistrzów zdobyli też tak znani gracze, jak Jacek Krzynówek, Emmanuel Olisadebe, Jakub Błaszczykowski, czy Włodzimierz Smolarek. Marek Citko strzelił dwie, ale zagrał tylko w sześciu meczach.
Nie jest łatwo porównywać dokonań piłkarzy z czasów Lubańskiego czy Bońka ze współczesnymi. Wtedy w Pucharze Europy grali wyłącznie mistrzowie krajów, w tym sezonie Ligi Mistrzów rywalizuje aż sześć zespołów z angielskiej Premier League. Pięć jest już w 1/8 finału, Newcastle zagra w barażach. To oznacza, iż większość gwiazd ligi angielskiej wciąż będzie można podziwiać w fazie pucharowej Champions League. Grają w niej niemal wszyscy najlepsi.
Kiedyś tak nie było. Kandydat na piłkarza wszech czasów Argentyńczyk Diego Armando Maradona zdobył w Pucharze Europy zaledwie dwie bramki. Wystąpił w nim ledwie w sześciu meczach z Napoli, z którym zdobywał mistrzostwo w latach 1987 i 1990. W Pucharze Europy 1987-88 zespół z Neapolu trafił w I rundzie na Real Madryt i odpadł. Rozgrywki toczyły się wtedy od początku do końca systemem pucharowym. w okresie 1990-91 Napoli odpadło w II rundzie z Dynamem Moskwa. Na tym samym etapie Lech Poznań przegrał dwumecz z Olympique Marsylia, po zwycięstwie w Poznaniu 3:2. W rewanżu w Marsylii było 1:6, przy czym gracze z Poznania podejrzewali, iż zostali podtruci lub otrzymali środki usypiające w jedzeniu. Rozgrywki wygrała wtedy Crvena zvezda Belgrad.
To wszystko pokazuje, jak Puchar Europy był różny od dzisiejszej Ligi Mistrzów, w której gra 36 zespołów, a Crvenej zvezdy wśród nich w ogóle nie ma. Napoli odpadło właśnie z rozgrywek, choć awans wywalczyły aż 24 zespoły. Lewandowski z Barceloną jest w 1/8 finału: on oraz Piotr Zieliński z Interu Mediolan, może jeszcze Nicola Zalewski z Atalanty Bergamo mają realne szanse na poprawianie swoich osiągnięć strzeleckich. Bardzo prawdopodobne, iż w kolejnych meczach przepaść w licznie zdobytych bramek w Champions League między 37-letnim napastnikiem Barcelony i pozostałymi polskimi piłkarzami jeszcze się powiększy.

1 godzina temu

















