Wilfredo Leon na każdym kroku udowadnia, iż wszyscy, którzy półtora roku temu sceptycznie oceniali jego transfer do Bogdanki LUK, popełnili wielki błąd. Zespół z Lublina zdominował krajową rywalizację, a jako ostatnie brakujące krajowe trofeum dorzucił w niedzielę Puchar Polski. W odniesieniu historycznego sukcesu nie przeszkodził mu nie tylko szalony siatkarski maraton z ostatnich dni, który jeszcze się nie skończył, ale też zamieszanie, w wyniku którego ledwo zdążył dobę przed półfinałem na samolot do Polski.
REKLAMA
Zobacz wideo Żona Wilfredo Leona o kulisach sukcesu. Tęsknota jest doskwierająca
Bogdanka LUK. Mieli krwawić, a sprawili lanie. Szalone podróże i kłopoty
W finale PP mieli krwawić. Nie dość, iż był to ich trzeci mecz w ciągu czterech dni, to jeszcze dwa wcześniejsze zakończyły się tie-breakami. Do tego doszła podróż do i z Belgii, w związku z czwartkowym meczem Ligi Mistrzów. W poprzednich latach nieraz zespoły, które tuż przed turniejem finałowym o krajowy puchar rywalizowały na wyjeździe w europejskich rozgrywkach, z kretesem przegrywały walkę o występ w decydującym meczu. Tym razem Bogdanka popisowo przełamała ten schemat - najpóźniej spośród uczestników dotarła do Krakowa, a wyjechała z trofeum. W finale rozbiła Asseco Resovię Rzeszów 3:0. W setach do 15 i dwukrotnie do 20.
- Nie było łatwo. Mieliśmy tyle podróży i w ogóle mamy tyle kłopotów zdrowotnych, iż jestem szczęśliwy, iż stoimy na dwóch nogach. Wygraliśmy ten mecz gwałtownie i każdy z nas wróci do domu zadowolony. To nasze kolejne trofeum. Dobrze, iż zaczynamy 2026 rok od zdobycia pucharu – zaznaczył w rozmowie z grupą dziennikarzy Leon.
Spytałam, czy wspomniane kłopoty stanowiły dla niego dodatkową motywację. Czy chciał pokazać, iż choćby takie trudności nie przeszkodzą mu w osiągnięciu kolejnego sukcesu.
- Nie przeszkodziły, choć nie ukrywajmy, te problemy są. Idziemy jednak do przodu. Z pomocą Boga wszyscy mamy energię, siłę i moc, kiedy ich potrzebujemy - tłumaczył wicemistrz olimpijski z Paryża.
Do klubu z Lublina dołączył przed poprzednim sezonem. W maju ubiegłego roku zdobyli niespodziewanie mistrzostwo Polski, na początku listopada dorzucili Superpuchar Polski, a teraz dodali PP. Dodatkowo, w marcu 2025, triumfowali w Pucharze Challenge. 32-letni Leon od razu zapewnia, iż apetyty jego i jego kolegów nie zostały jeszcze zaspokojone.
- Chcemy walczyć o każdy finał, o zwycięstwo w każdym meczu. Na razie jestem zadowolony z tego, co osiągnęliśmy. A teraz powolutku idziemy dalej, krok po kroku – zaznaczył doświadczony przyjmujący, który niedawno przedłużył umowę z Bogdanką na kolejny sezon.
Leon wprost o plebiscycie na Najlepszego Sportowca Roku i Świątek. Zdążyli w ostatniej chwili
Z reprezentacją Polski Leon zdobył z kolei – poza olimpijskim krążkiem – także m.in. mistrzostwo Europy 2023. Bardzo chciał dołożyć do tego we wrześniu 2025 mistrzostwo świata, ale tym razem kadra pod wodzą Nikoli Grbicia musiała się zadowolić brązowym medalem turnieju na Filipinach. Jej dorobek z ostatniego sezonu uzupełnia triumf w Lidze Narodów, a te dwa wyniki sprawiły, iż została ogłoszona Drużyną Roku podczas sobotniej Gali Mistrzów Sportu "Przeglądu Sportowego".
W plebiscycie na Najlepszego Sportowca 2025 roku Leon indywidualnie zajął trzecie miejsce. Tak samo, jak w poprzedniej edycji, po wywalczeniu srebra na igrzyskach w Paryżu. Wtedy pojawił się osobiście na gali, teraz nie mógł ze względu na rywalizację w PP. Choć bardzo często powtarza, iż w siatkówce interesuje go tylko złoto, zapewnił, iż z lokaty w plebiscycie jest bardzo zadowolony.
- Chciałem podziękować każdej osobie, która na mnie głosowała. Nie sądziłem, iż będę tak wysoko. To coś niesamowitego - zaznaczył.
A po chwili z uśmiechem dodał, iż ma nadzieję, iż zdobycie PP to tylko początek jego sportowych sukcesów w 2026 roku, bo chce się ponownie znaleźć w czołowej dziesiątce plebiscytu.
Tę edycję wygrała Klaudia Zwolińska, która zdobyła aż trzy medale mistrzostw świata w kajakarstwie górskim. W tym dwa złote. I choć nie sposób kwestionować sukcesu wicemistrzyni olimpijskiej z Paryża, to wiele osób było zaskoczonych jej zwycięstwem, ze względu na niewielką popularność sportu, który uprawia. Nie brakowało przekonanych, iż wygra Iga Świątek, która jako pierwsza w historii polskiego tenisa wygrała w singlu Wimbledon. W tym gronie był też Leon.
- Zdecydowanie myślałem, iż Iga wygra. Zajęła drugie miejsce, myślę, iż też jest z niego zadowolona. Ale sam typowałem, iż będzie pierwsza – relacjonował siatkarz, który w przeszłości cztery razy z rzędu wygrał z Zenitem Kazań Ligę Mistrzów.
Teraz występuje w tych najbardziej prestiżowych klubowych rozgrywkach w barwach Bogdanki. To właśnie za sprawą meczu LM jego drużyna zaliczyła tuż przed rywalizacją w Krakowie dodatkową dawkę stresu. W czwartkowy wieczór rywalizowała w Roeselare z miejscowym Knackiem (po dramatycznym meczu siatkarze z Lublina wygrali 3:2), a w piątek wczesnym popołudniem wróciła do Polski. Z przygodami. Początkowo bowiem miejscowy kierowca wiózł ją na inne lotnisko niż to, z którego miała wylot. Pomyłka wyszła na jaw w ostatniej chwili.
Prezes klubu z Lublina, Krzysztof Skubiszewski, na antenie Polsatu Sport zdradził w sobotę, iż pierwotnie mecz w Roeselare miał się odbyć we wtorek, co było korzystniejszym terminem dla jego drużyny. Dostał jednak informację o przesunięciu spotkania na czwartek.
- Dowiedziałem się tylko, iż to decyzja CEV. Nie było dyskusji – zaznaczył działacz.
I te utrudnienia nie przeszkodziły zespołowi trenera Stephane’a Antigi w odniesieniu niedzielnego sukcesu. Teraz kibicom pozostaje czekać, co w tym sezonie Leon i spółka zdziałają w PlusLidze i LM. Ale maraton obecny jeszcze się nie skończył - już we wtorkowy wieczór grają kolejny mecz, podejmą beniaminka ekstraklasy i sąsiada - InPost ChKS Chełm.

3 godzin temu














