Abramczyk Polonia Bydgoszcz od kilku lat dobijała się do PGE Ekstraligi, i choć prezes Jerzy Kanclerz stawał na głowie coraz to głośniejszymi ruchami transferowymi, to za każdym razem jednak coś stawało przeszkodzie do upragnionego awansu.
Jeszcze w trakcie ubiegłego sezonu klub pochwalił się, iż na sezon 2026 w zespole pozostanie Szymon Woźniak, a ponadto po dwóch latach powróci jeden z dwóch najzdolniejszych żużlowców młodego pokolenia w Polsce, Wiktor Przyjemski i to niezależnie od poziomu rozgrywkowego. Do tego oczywiście umowy przedłużyli wszyscy podstawowi seniorzy z ubiegłorocznego składu, a od początku sezonu jeździć w lidze mógł Maksymilian Pawełczak. Z takimi deklaracjami stało się więc jasne, iż cel pozostanie niezmienny, a nad Brdą wszystkich interesuje wyłącznie PGE Ekstraliga.
Sternik Bydgoszczan do tego stopnia nie chciał pozostawić niczego przypadkowi, iż postawił na rzadko spotykane w ostatnim czasie rozwiązanie. W klubie bowiem znalazł się jeden dodatkowy senior oraz junior, którzy mieli stanowić zabezpieczenie w razie kontuzji. Mowa o Tomie Brennanie oraz Kacprze Andrzejewskim, czyli zawodnikach, których z pewnością w swoich szeregach widziałby niemal każdy zespół Metalkas 2. Ekstraligi. Kadra Bydgoszczan na tle pozostałych ekip w lidze jawiła się zatem niczym słynny amerykański „Dream Team” z Igrzysk Olimpijskich z 1992 roku. Nieco uprzedzając fakty, można powiedzieć, iż droga „Gryfów” do sforsowania bram żużlowego raju była równie prosta jak droga Michaela Jordana i spółki do olimpijskiego złota.
Delikatne perturbacje na starcie sezonu
Biorąc pod uwagę wyżej wymienione aspekty, bydgoscy kibice bardziej niż rywalizacją z innymi klubami przejmowali się tematem rywalizacji w składzie i dla kogo zabraknie miejsca w drużynie. Po treningach, sparingów oraz Kryterium Asów ostatecznie ze składu wypadł Aleksandr Łoktajew. Ponadto szansę otrzymał Kacper Andrzejewski, a Wiktor Przyjemski jechał z pozycji seniorskiej.
Pierwszy mecz był określany przedsmakiem finału – do Bydgoszczy bowiem zawitały Cellfast Wilki Krosno, przez wielu uznawane za drugą siłę ligi. Polonia zdała ten egzamin celująco, zwyciężając podwójnie pierwszy cztery biegi, a później kontrolując przebieg spotkania. Druga część meczu, w którym „Gryfy” nie potrafiły odskoczyć rywalom były jednak dla kibiców małą lampką ostrzegawczą. Zaświeciła się ona jeszcze mocniej po drugiej kolejce i meczu w Rybniku, gdzie Polonia wygrała jedynie czteroma punktami, a nieco zachwianej pewności siebie nie poprawiła choćby wysoka wygrana z poznańskimi „Skorpionami”. Szczególnie niepokoiła słaba forma Wiktora Przyjemskiego oraz dość przeciętne wyniki zagranicznych seniorów – Kaia Huckenbecka oraz przede wszystkim Toma Brennana.
Rozpędzona maszyna
Przed meczem czwartej kolejki w Ostrowie Wielkopolskim w miejsce Brytyjczyka wskoczył odstawiony przed sezonem Aleksandr Łoktajew. Jak się dalej okazało, była to już zmiana ostateczna. Łoktajew mimo miesiąca bez jazdy spisywał się bardzo solidnie, a Polonia pewnie wygrywała mecz za meczem. Do tego do optymalnej formy powrócił Przyjemski, który wraz z Woźniakiem stworzył piekielnie skuteczny duet. Polonia pierwszą rundę zakończyła z dorobkiem siedmiu zwycięstw, jedynie we wspomnianym Rybniku nie przekraczając bariery 50 punktów.
Kolejny test przypadł na mecz ósmej kolejki z zawodzącym zespołem z Krosna. Wówczas Polonia została wystawiona na niezwykle ciężką próbę – w pierwszym starcie urazu doznał Aleksandr Łoktajew, w miejsce którego musieli wskoczyć rezerwowi. Najlepszy mecz w dotychczasowej karierze odjechał jednak Maksymilian Pawełczak, który zdobył trzynaście punktów z bonusem w pięciu wyścigach, a komplet punktów zapisał przy swoim nazwisku lider „Gryfów” Woźniak, co pozwoliło Polonii odnieść pewny triumf 52-38.
Drobne problemy latem…
To tylko naoliwiło pędzącą machinę Dariusza Śledzia, która przez cały czas pędziła od zwycięstwa do zwycięstwa. Bydgoszczan nie tylko nie opuszczała forma, ale też co najważniejsze i zdrowie – aż do końca lipca. 25 dnia tego miesiąca podczas finału Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Polski kontuzji doznał Wiktor Przyjemski, który w ostatnim biegu zawodów zaatakował… Maksymiliana Pawełczaka. Starszy z bydgoskich wychowanków doznał złamania żeber oraz obojczyku co zmusiło go do kilkutygodniowego odpoczynku.
Absencja Przyjemskiego nie wpłynęła jednak szczególnie na dyspozycję zespołu – jadący w jego miejsce po dwa dodatkowe starty Kacper Andrzejewski oraz Maksymilian Pawełczak gwarantowali pokaźne zdobycze punktowe, zwłaszcza na torze przy Sportowej. Polonia pewnie wygrała wszystkie trzy pozostałe mecze rundy zasadniczej, kończąc tę część zmagań z bilansem czternastu zwycięstw oraz 273 dodatnich małych punktów. Warto też dodać, iż nie tylko cała seniorska czwórka, ale również Przyjemski i Pawełczak mieli wówczas średnią ponad dwóch punktów na bieg.
… i opresje w play-off
W fazie play-off Bydgoszczanie jako rywala wybrali sobie H. Skrzydlewska Orła Łódź. Do Łodzi Polonia udała się jeszcze bez Przyjemskiego, którego trener Śledź chciał oszczędzić na następne spotkania. W składzie natomiast pojawił się ściągnięty w trakcie sezonu z Fogo Unii Leszno Maksymilian Kostera, który miał stanowić dodatkowe zabezpieczenie w razie nieszczęścia.
I do takowego doszło właśnie w meczu półfinałowym. Polonia miała spore problemy – w fatalnej formie był Kai Huckenbeck, a w siódmym biegu kontuzji doznał Krzysztof Buczkowski. Wracając jeszcze do wspomnianego we wstępie amerykańskiego dream teamu – ich trener Chuck Daly przeszedł przez całe zmagania bez wzięcia choćby jednej przerwy na żądanie. I wydawało się, iż tak samo Bydgoszczanie przejdą przez cały sezon bez użycia choćby jednej rezerwy taktycznej. Z uwagi jednak na wyżej wymienione okoliczności, Dariusz Śledź musiał w Łodzi ratować się takim manewrem i dzięki nim Polonia uratowała remis, wygrywając podwójnie dwa biegi nominowane.
Na rewanż gotowy był Przyjemski, ostatecznie bez uszczerbku na zdrowiu z fatalnie wyglądającej kolizji wyszedł Buczkowski, jednak podczas finału Indywidualnych Mistrzostw Europy Juniorów kontuzji palca nabawił się Pawełczak. Choć środowisko huczało od plotek, to uraz nie okazał się groźny, jednak 17-latek oszczędzał się na finał, a Polonia pomimo początkowych kłopotów zwyciężyła 57-33.
W finale na „Gryfy” czekała już ekipa Hunters PSŻ Poznań. Dariusz Śledź postawił w pierwszym meczu na absolutnie najsilniejszy wariant, przesuwając na pozycję juniorską Przyjemskiego, dając mu oraz Pawełczakowi dodatkowe starty kosztem Kacpra Andrzejewskiego. Do jedenastego wyścigu wszystko szło zgodnie z planem – Bydgoszczanie prowadzili w Poznaniu już 35-25 i wydawało się, iż sprawa jest już zakończona. Wtedy jednak czerwoną kartką za niesportowe zachowanie został ukarany Szymon Woźniak. Dokładając do tego słabą formę Buczkowskiego oraz Łoktajewa, Polonia musiała do końca drżeć o utrzymanie statusu niepokonanej, ostatecznie wyrywając meczowy remis na ostatnich metrach piętnastej gonitwy.
Koniec wieńczy dzieło
Remis na wyjeździe to oczywiście bardzo korzystny rezultat, więc nikt w Bydgoszczy nie zakładał już kataklizmu i przed spotkaniem już czekały słynne namioty. Żużlowcy również nie pokpili sprawy i od samego początku Bydgoszczanie dyktowali warunki meczu i już w trakcie jedenastej gonitwy Szymon Woźniak symbolicznie zapewnił awans do elity swojemu macierzystemu klubowi. Mecz natomiast zakończono po trzynastym biegu z racji na obfite opady deszczu – w nim z kolei podwójne zwycięstwo zaliczyli Przyjemski oraz Pawełczak.
I trzeba przyznać, iż w bydgoskim środowisku awans wywołał raczej ulgę niż euforię. Gdy było wiadomo w jakim składzie Polonia przystąpi do rozgrywek, awans wydawał się formalnością. Tym razem Polonia nie pokpiła sprawy i zrobiła to co do niej należało, dając swoim kibicom upragnioną PGE Ekstraligę.
Wiktor Przyjemski















