Legioniści nie wygrali od meczu z Pogonią Szczecin (1:0). A więc już od 28 września (!) czekają na kolejne ligowe zwycięstwo. W Gdyni byli niezwykle blisko kompromitacji, ale w doliczonym czasie gry niemal identyczne dwa gole po rzutach rożnych zdobył rezerwowy Antonio Colak. Remis 2:2 na pewno nikogo w Warszawie nie uspokoił. Wręcz przeciwnie.
REKLAMA
Zobacz wideo Legia na dnie. Kosecki nie wytrzymał: Panowie piłkarze, nie przychodźcie do tego klubu
Kibice Legii mocno. "A jak spadniemy..."
To z pewnością nie był dobry dla oka mecz. Ale już po upływie 58 minut pachniało kolejną, gigantyczną sensacją z graczami Legii w rolach głównych. Wtedy właśnie Nazarij Rusyn podwyższył na 2:0 dla Arki, a bramkową akcję rozpoczęło fatalne zachowanie Ermala Krasniqiego, który podał do... rywala.
Co jednak najgorsze dla fanów Legii, drugi gol Gdynian nie spowodował momentalnej reakcji. Zawodnicy trenera Marka Papszuna w dalszym ciągu grali niezwykle spięci. Razili nieskutecznością (Mileta Rajović), nerwowo rozgrywali piłkę, podawali pod nogi piłkarzy Arki. Dopiero końcówka spotkania przyniosła dwa gole na wagę remisu.
Wynik ten nie spowodował, iż kibice Legii poczuli się uspokojeni. Widmo spadku z Ekstraklasy jest w dalszym ciągu jak najbardziej realne. Po spotkaniu w Gdyni, gdy gracze drużyny Marka Papszuna podeszli pod sektor kibiców gości, z trybun w ich kierunku skierowano poważną groźbę.
"A jak spadniemy, to wszystkich was zaj...my" - brzmiał przekaz kibiców Legii.
W obliczu nerwowej atmosfery wokół Legii Warszawa, taką groźbę należy potraktować poważnie. Pytanie, czy podobnie myślą działacze stołecznego klubu i czy w jakikolwiek sposób ukarzą swoich fanów?
Drużyna trenera Marka Papszuna z 20 punktami zajmuje 16. miejsce w PKO Ekstraklasie. Arka Gdynia jest 14. W kolejnym meczu Legia zagra na wyjeździe z GKS-em Katowice. Początek spotkania w piątek 13 lutego o godzinie 20:30. Zapraszamy do śledzenia relacji tekstowej z tego spotkania na stronie Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

2 godzin temu






