Kuriozum w meczu Świątek na AO. Było 1:3, gdy ruszyła na rywalkę

3 godzin temu
- Czeszka wpadła w siatkę? - dopytywał z niedowierzaniem komentator telewizyjny. Sytuacja, do której doszło w pierwszym secie meczu 2. rundy Australian Open Igi Świątek z Marie Bouzkovą zaskoczyła i rozbawiła chyba wszystkich. Zaskoczeniem były też chwilowe kłopoty polskiej tenisistki, która w drugiej partii przegrywała 1:3. Ale uporała się z nimi i pokonała Czeszkę 6:2, 6:3.
Spokojnie - chciałoby się powtórzyć życzliwie to słowo Idze Świątek kilka razy podczas czwartkowego spotkania z Marie Bouzkovą. Zaliczyła bowiem kilka nerwowych zagrań. Czeszka po jednym z nich "wyciągnęła pomocną dłoń", potwierdzając, iż jest dla Polki tzw. wygodną rywalką. Taką, której słabości druga rakieta świata przeważnie w tym spotkaniu drugiej rundy Australian Open wykorzystywała. Choć kilka razy wydawało się, jakby zapomniała, jak dużą przewagę pod względem potencjału ma nad 44. na liście WTA przeciwniczką.

REKLAMA







Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"



Rywalce Świątek nie dawano szans. Nagłe problemy Polki. "Nie było to potrzebne"
Kiedy niespełna cztery miesiące temu Świątek rozbiła Bouzkovą 6:1, 6:1 w 2. rundzie turnieju w Wuhan, wyglądało to trochę jak rehabilitacja po rozczarowującym poprzednim meczu, gdy w 1/8 finału w Pekinie przegrała z Emmą Navarro 4:6, 6:4, 0:6, popełniając przy tym aż 70 niewymuszonych błędów.
Przy okazji czwartkowego pojedynku kibice czekali na lepszą grę Polki niż w trzech ostatnich spotkaniach. Podczas United Cup zaniepokoić mógł styl przegranych z topowymi rywalkami, czyli Coco Gauff i Belindą Bencić. Nie uspokoiło zaś do końca zwycięstwo na otwarcie Australian Open ze 130. w rankingu WTA Yue Yuan.
- Na początku byłam nieco "zardzewiała", nie grałam wtedy dobrze - przyznała w poniedziałek, zaraz po zwycięstwie nad Chinką, 24-latka. I zaznaczyła, iż ma świadomość "falowania" jej gry.
W czwartek – niestety – też było ono zauważalne. A wydawało się, iż teoretycznie takie zagrożenie jest mniejsze, bo Bouzkova nie dysponuje silnym uderzeniem i bazuje na regularności.



- Nie ma narzędzi, by zagrozić Idze. Ta w każdym elemencie tenisowego rzemiosła wydaje się być zawodniczką lepszą – analizował tuż przed rozpoczęciem spotkania komentujący je w Eurosporcie Dawid Celt.
Ale kapitan reprezentacji Polski w Pucharze Billie Jean King zastrzegł od razu, iż dochodzą jeszcze takie składowe, jak dyspozycja dnia i emocje. Te drugie dały o sobie znać kilka razy. Np. w trzecim gemie, gdy kłopoty pojawiły się adekwatnie znikąd. Najpierw do Czeszki uśmiechnęło się szczęście, gdy piłka po taśmie przeszła na stronę rywalki, a potem dostała aż cztery szanse na odrobienie straty podania. Pomogła wówczas mocno Świątek, która na koniec posłała piłkę na aut.
- Za nerwowo. Nie było to potrzebne. To Bouzkova była pod presją – wskazywał Celt.
Polka zbyt "szarpała" także w drugiej partii, gdy przeciwniczka również nie naciskała zbytnio. Efekt – przełamanie dla Czeszki, którego trudno się było spodziewać na podstawie przebiegu meczu, a po chwili powiększenie prowadzenia na 3:1. Zdobywczyni sześciu tytułów wielkoszlemowych na szczęście we właściwym momencie wróciła na adekwatne tory, choć w samej końcówce nieco emocji pojawiło się, gdy rywalka Świątek obroniła dwie piłki meczowe. Trzecią faworytka już wykorzystała.



Nietypowa sytuacja w meczu Świątek - Bouzkova. "Reakcja spotykana na turniejach juniorskich"
Bouzkova znana jest z tego, iż często sama traci podanie i potwierdziło się to w pierwszym secie. W czwartym gemie to ona pomogła rywalce, notując dwa podwójne błędy serwisowe. Przy stanie 4:2 dla Polki zaś wywołała zaskoczenie i rozbawienie. Piłka po uderzeniu Świątek spadała w okolicy siatki i obie zawodniczki pojawiły się w jej okolicy. Wydawało się, iż Czeszka ma czas, by dokończyć akcję i zdobyć punkt. Zamiast tego jednak…wpadła w siatkę, w co początkowo nie mógł uwierzyć partnerujący za mikrofonem Celtowi Marek Furjan.
- Reakcja spotykana na turniejach juniorskich – podsumował kapitan reprezentacji Polski.
Bouzkova próbowała jeszcze przekonać sędziego, iż rywalka przeszkodziła jej swoim zachowaniem, ale nic nie wskórała, a jedynie wywołała u niego uśmiech po obejrzeniu powtórki tej sytuacji. Po chwili pojawił się on również na jej twarzy.
Świątek pocieszyła tym zwycięstwem nieco polskich kibiców, którzy wcześniej w czwartek obejrzeli rozczarowujący występ Huberta Hurkacza. Wracający do rywalizacji po siedmiomiesięcznej przerwie Polak, który błyszczał w United Cup, przegrał z Amerykaninem Ethanem Quinnem 4:6, 6:7, 1:6.



Z rekordowej szóstki polskich singlistów, którzy dotarli do drugiej rundy turnieju wielkoszlemowego w Melbourne, została już tylko dwójka. Świątek dołączyła do Magdy Linette, która awans wywalczyła w środę.
O awans do 1/8 finału Świątek powalczy z Rosjanką Anną Kalinską, która jest w Melbourne rozstawiona z numerem 31 (w światowym rankingu zajmuje 33 miejsce).
Idź do oryginalnego materiału