Są wyjazdy biegowe, podczas których plan jest prosty: dojazd, odbiór pakietu, start, medal, szybki posiłek i powrót do domu. Są jednak również takie zawody, które aż proszą się o przedłużenie pobytu o dodatkowy dzień lub dwa, albo skorzystanie z kilku dni urlopu. Festiwal Maraton 3 Jezior zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii, ponieważ Kraina Beskidzkich Jezior może być świetnym kierunkiem nie tylko dla samych zawodników, ale także doskonałym punktem turystycznym dla ich rodzin i znajomych.
Z jednej strony biegacze otrzymują wymagające i pełne uroku trasy, strome podejścia, szybkie zbiegi oraz zapadające w pamięć widoki, z drugiej strony osoby towarzyszące mogą w tym czasie odpocząć nad wodą, wjechać na Górę Żar, obserwować szybowce albo odkrywać miejsca, o których istnieniu wcześniej prawdopodobnie choćby nie wiedziały. Bo właśnie ten region pozostaje miejscem niezwykle intrygującym i dla większości z nas ciągle nieodkrytym.
Festiwal Maratonu 3 Jezior idealnie wpisuje się w coraz popularniejszy trend podróżniczy: race-cation, w którym planuje się wyjazd wokół wydarzenia sportowego. Dokładnie polega to na tym, iż podróżujesz do nowego miejsca, aby wziąć udział w zawodach, a resztę podróży spędzasz na odpoczynku, zwiedzaniu i świętowaniu swoich sportowych osiągnięć. Ta beskidzka wersja zamiast rynków, muzeów i miejskich kawiarni oferuje coś zupełnie innego, a jednocześnie cenniejszego, czyli jeziora wciśnięte pomiędzy zalesione zbocza, potężne zapory, dawne pasterskie polany oraz zapierające w dech w piersiach góry, które na mapie wyglądają niewinnie, ale na trasie gwałtownie pokazują swój charakter.

Zdecydowanie warto zabrać też ze sobą rower szosowy, bo w bezpośrednim sąsiedztwie Międzybrodzia Bialskiego i Porąbki, miejscowości, w których rozgrywane są zawody, znajdują się przełęcze znane z Tour de Pologne (Przegibek, Kocierska i Targanicka), asfaltowa droga na szczyt Góry Żar i wyremontowana dwa lata temu szosa wijąca się brzegiem jezior Międzybrodzkiego i Żywieckiego, przecinająca dwie monumentalne zapory wodne.
Region, który nie odsłania wszystkiego od razu
Kraina Beskidzkich Jezior nie jest najbardziej oczywistym kierunkiem na górski urlop w Polsce i właśnie w tym tkwi jej największa siła. Nie próbuje na siłę konkurować popularnością z Tatrami, Karkonoszami czy Bieszczadami. Nie ma tutaj jednego symbolu, który rozpoznają wszyscy, ponieważ ten region odkrywa się stopniowo. Najpierw pojawia się tafla Jeziora Międzybrodzkiego, później Góra Żar, której wierzchołek bardziej przypomina ogromną konstrukcję hydrotechniczną niż klasyczny beskidzki szczyt – właśnie stąd rozciągają się najlepsze widoki we wszystkie cztery strony świata. Dalej zapora w Porąbce, szybowisko, wiszący most oraz szlaki prowadzące przez spokojne fragmenty Beskidu Małego.
Sama nazwa Beskid Mały nie powinna jednak uśpić naszej czujności, ponieważ mały – nie znaczy łatwy. Tutejsze szczyty może nie imponują wysokością bezwzględną, ale podejścia bywają strome, a długie zbiegi potrafią mocno obciążyć mięśnie – wystarczy wspomnieć, iż verticalowa trasa na Czupel ma aż 600 metrów przewyższenia na zaledwie trzech kilometrach. To region, który mimo bliskości Krakowa, Bielska-Białej i aglomeracji śląskiej, w wielu miejscach pozostaje spokojny, zalesiony i znacznie mniej zatłoczony niż najpopularniejsze polskie pasma.
Kraina Beskidzkich Jezior powstała w dolinie Soły, przecinającej zachodnią część Beskidu Małego. Jezioro Żywieckie, Międzybrodzkie i Czanieckie tworzą razem spójny system sztucznych zbiorników określany jako Kaskada Soły. Dzięki temu w jednym regionie spotykają się dwa pozornie odległe krajobrazy: górskie, zalesione grzbiety oraz rozległe tafle wody, kojarzące się bardziej z wakacjami w Szwajcarii czy nad norweskim fiordem niż z wymagającym biegiem górskim. To wszystko sprawia, iż mamy do czynienia z niezwykle unikatowym krajobrazem.
tomasz_dura_fotogrfiaCztery biegi i cztery sposoby poznania okolicy
ZAPISY na wszystkie dystanse oraz zgłoszenia do wolontariatu [LINK]
Festiwal Maratonu 3 Jezior odbędzie się w dniach 18-20 września 2026 roku, czyli wtedy kiedy mamy za sobą największe letnie upały, które często uniemożliwiają aktywność fizyczną w ciągu dnia, a jednocześnie jesteśmy jeszcze przed jesiennymi chłodami, które wymagają kilku warstw ubrań. Uczestnicy mają do wyboru aż cztery biegi, a każdy z nich pokazuje region z nieco innej strony.
- Czupel Vertical – bieg jest rozgrywany według klasycznej metody verticalu, w której zawodnicy startują kolejno co 15 sekund, dzięki czemu nie ma dużego zatłoczenia na trasie, ale też emocje sięgają zenitu do samego końca, bo ze względu na start interwałowy do samego końca trzeba napierać ze wszystkich sił, nie wiedząc, w jakim czasie trasę pokonali rywale. Meta i punkt regeneracyjny znajdują się na najwyższym szczycie Beskidu Małego. Jest to bieg liczący niespełna 3,5 km, ale prowadzący aż 600 metrów w górę. Po zakończeniu rywalizacji zawodnicy muszą jeszcze zejść pieszo do Międzybrodzia;
- Maraton 3 Jezior – tytułowy i, jak dotąd, najpopularniejszy bieg całego festiwalu. Na zawodników czeka 43-kilometrowa trasa i około 2485 metrów przewyższenia. Trasa prowadzi przez zachodnią, wyższą część Beskidu Małego, okolice Magurki i Czupla, a następnie przecina po wiszącym moście linię jezior, by skierować się w stronę Góry Żar i Porąbki;
- WMRA Mountain Running World Cup Rollercoaster 21 – półmaraton, który od pierwszych kilometrów pokazuje, iż nazwa nie jest przypadkowa. Na pierwszych trzech kilometrach zawodnicy zdobywają niemal 600 metrów wysokości, a później mierzą się z kolejnymi zbiegami i podejściami. W 2026 roku bieg będzie finałem rywalizacji na długim dystansie Pucharu Świata w Biegach Górskich i już teraz na liście startowej znajdują się biegacze z 14 państw. Paradoksalnie jednak jest to też świetny wybór dla górskich debiutantów, bo przy 21 km i 1500 m przewyższeń limit czasu wynosi aż 6 godzin;
- Bieg Szlakiem Wołoskich Pasterzy – 17 kilometrowa trasa z 1230 m up, prowadzi przez tereny, które dawniej wykorzystywane były do wypasu owiec i bydła, gdzie wśród lasów i zarastających polan wciąż można dostrzec ślady pasterskiej przeszłości.
Najbardziej wytrzymali mogą połączyć Czupel Vertical, Maraton 3 Jezior i Bieg Szlakiem Wołoskich Pasterzy w trzydniowe Grand Prix. Łącznie oznacza to około 63 km i mniej więcej 4300 m przewyższenia. Choć sam dystans nie robi wielkiego wrażenia na ultrasach, to konieczność regeneracji po każdym z biegów jest prawdziwym wyzwaniem, z którym muszą zmierzyć się uczestnicy Grand Prix. Dobrą tradycją tej rywalizacji jest dekoracja wszystkich finisherów, którzy ukończą Grand Prix w limicie czasu specjalnym, manualnie wykonanym ceramicznym medalem na scenie podczas ceremonii zakończenia festiwalu. W takim przypadku jednak dodatkowe zwiedzanie regionu trzeba potraktować wyjątkowo ostrożnie, bo wszystkie dostępne zasoby energii będą potrzebne na trasach zawodów.
Start w Trzech Jeziorach to również okazja do skosztowania, jak smakują Beskidy. I to dosłownie, bo wiele produktów dostępnych na punktach regeneracyjnych pochodzi właśnie z tego regionu, a na mecie rozgrywanych w sobotę półmaratonu i maratonu na każdego finishera czeka… świeżo wyrabiana i wypiekana na miejscu pizza!

– Na tych ścieżkach zasmakujesz tego, co jest kwintesencją tutejszych gór: poznasz ich przyrodę, zachwycające widoki, zaskakującą dzikość i zapomniane zakątki, które dziś przypominają już tylko o dawnej działalności człowieka. Zobaczysz wczoraj i dziś Beskidu. Ruiny leśnego amfiteatru i kamiennych, pasterskich szałasów i nowoczesne elektrownie pozyskujące energię wyłącznie z odnawialnych źródeł, bez szkody dla klimatu. Tu zaczerpniesz czystej energii gór – zachęcają do udziału organizatorzy.
Idealny pomysł na długi weekend
Na Maraton 3 Jezior warto przyjechać nie tylko po wynik. To bardzo dobry pomysł na przedłużony weekend albo kilka dni urlopu w gronie rodziny czy znajomych, również wtedy, gdy nie wszyscy zamierzają biegać. Najprostszy plan? Przyjazd dzień lub dwa dni przed startem, spokojne poznawanie okolicy, udział w zawodach, a później dodatkowy dzień na regenerację i zwiedzanie. Dzięki temu cały wyjazd przestaje być logistyczną misją podporządkowaną wyłącznie godzinie startu, a staje się wspólną przygodą.
Rodziny z dziećmi mogą potraktować ten wyjazd jak małą beskidzką przygodę, która będzie obejmować np. wjazd na Górę Żar, obserwowanie szybowców i paralotniarzy, spacer nad jeziorem czy krótki odpoczynek na plaży. Ten rejon pozwala wypełnić dzień atrakcjami bez konieczności planowania długich i wymagających wycieczek. Dla najmłodszych już sama możliwość zobaczenia samolotów startujących niemal na wyciągnięcie ręki, albo spojrzenia z góry na jeziora ukryte pomiędzy zboczami może być jednym z najmocniejszych punktów całego weekendu.
W przypadku wyjazdu w gronie znajomych możliwości pozostało więcej. Jedni mogą stanąć na starcie maratonu, inni wybrać Rollercoaster lub 17-kilometrową trasę, a część grupy przejąć rolę kibiców i organizatorów zaplecza. W praktyce może to oznaczać wspólne śniadanie przed startem, doping w wybranym punkcie trasy, spotkanie na mecie, a później pyszny obiad z regionalnymi smakami, podczas którego każdy opowie swoją wersję tego samego dnia. Nie wszyscy muszą biegać, żeby naprawdę poczuć atmosferę wydarzenia.
– Pomysł festiwalu zrodził się po Górskim Biegu Frassatiego, po którym wielu biegaczy pytało o dłuższe i krótsze dystanse. Postanowiliśmy więc pokazać Wam więcej Krainy beskidzkich jezior i to w niezwykle pięknej w tym rejonie porze roku, gdy letnie słońce styka się z jesiennymi barwami lasu. Poznaj zachwycające piękno Krainy beskidzkich jezior od Lipnika i Straconki na Zachodzie, po Wielką Cisową Grapę na Wschodzie, od zapory w Tresnej na Południu, po Porąbkę na Północy – podkreślają organizatorzy.
Taki wyjazd daje też coś, czego często brakuje podczas klasycznych weekendów startowych: poczucie, iż zawody są ważnym punktem programu, ale nie podporządkowują sobie całego pobytu. Osoby, które nie startują, mogą odpoczywać, zwiedzać i korzystać z uroków tego unikatowego regionu, a biegacze po zakończeniu rywalizacji dołączają do reszty grupy bez presji natychmiastowego pakowania i ruszania w drogę.
Sam start jest więc tylko jednym z elementów całego wyjazdu. Kraina Beskidzkich Jezior pokazuje, iż zawody mogą stać się pretekstem do odkrycia miejsca, które zachwyca zarówno podczas sportowej rywalizacji, jak i wtedy, gdy zwalniamy tempo i zaczynamy je poznawać. Warto więc zaplanować pobyt tak, aby pamiątką poza numerem startowym i medalem, były również wspomnienia z odkrywania okolicy. Dzięki temu sportowy weekend nie kończy się na mecie. Zamiast gwałtownego powrotu do codzienności zostaje jeszcze chwila na emocje, rozmowy i spokojne odkrywanie miejsca, które dopiero podczas biegu zaczęło pokazywać swój charakter.
A jak zrobić to z głową? Co warto zobaczyć przed zawodami, czego lepiej unikać dzień przed startem i jak zaplanować regenerację po przekroczeniu mety? O tym przeczytacie w kolejnym artykule poświęconym biegowemu weekendowi w Krainie Beskidzkich Jezior.
Więcej informacji oraz zapisy: Festiwal Maratonu 3 Jezior

2 dni temu














