Koszmarny wypadek Polaka. Lekarze nie zdołali go zatrzymać

1 godzina temu
Niemal równo rok temu jechał na motocyklu i został potrącony przez auto tak, iż przeleciał przez kierownicę i roztrzaskał kolano. Puchło jeszcze trzy tygodnie temu. Lekarze próbowali nie zgodzić się na jego powrót do sportu. Ale snowboardzista Oskar Kwiatkowski jest już na igrzyskach Mediolan/Cortina 2026 i twierdzi, iż w niedzielę będzie go stać na walkę o olimpijski medal.
Trzy lata temu został mistrzem świata, wygrywał w Pucharze Świata i kilka mu zabrakło, żeby zdobył Kryształową Kulę w slalomie gigancie równoległym. Czyli w jedynej olimpijskiej konkurencji snowboardu alpejskiego. Dziś Oskarowi Kwiatkowskiemu daje się o wiele mniejsze szanse na olimpijski medal niż jego koleżance z kadry, Aleksandrze Król-Walas. Ale Oskar też zamierza mocno powalczyć.

REKLAMA







Zobacz wideo Tajna broń polskich skoczków na igrzyska? "Zobaczycie"



Naszych snowboardzistów na olimpijskim stoku w Livigno obejrzymy w niedzielę 8 lutego. O godzinie 9 zaczną się kwalifikacje kobiet, a o 10 – kwalifikacje mężczyzn. Później zobaczymy rywalizację w systemie pucharowym, gdzie przegrywający będą odpadali, a wszystko zwieńczą wyścigi medalowe (oby z Polakami!) o 14.26 (panie o brąz), 14.29 (mały finał panów), 14.36 (finał pań) i 14.36 (panowie pojadą o złoto).
Łukasz Jachimiak: Śledzę różne prognozy na igrzyska i widząc szanse na medal przyznawane Oli Król, chciałbym obok niej umieszczać ciebie. Ale czy to miałoby sens? Jak się czujesz tuż przed swoim olimpijskim startem?
Oskar Kwiatkowski: Od połowy stycznia czuję się już super. Jestem zdrowy, a najważniejsze, iż moje kolano jest zdrowe.
Czyli kolano przestało ci dokuczać dopiero trzy tygodnie przed igrzyskami?
- Mniej więcej tak. Wcześniej, niestety, musiałem odpuścić dwa Puchary Świata, bo kolano puchło i bolało. Ale odpocząłem i chyba wszystko mam pod kontrolą. Odpocząłem od jazdy, bo treningi siłowe na przemian z rowerem cały czas robiłem. I to mi pomagało.
Dlaczego kolano ci puchło? Aż tak źle znosiło jazdę, odkąd wróciłeś do sportu po ubiegłorocznym wypadku?
- To był poważny wypadek. Zerwałem dwa więzadła – krzyżowe i przyśrodkowe. Do tego jeszcze miałem szytą łąkotkę. Tak naprawdę to jeszcze po operacji nie wszystko jest do końca wygojone.



Opowiesz, jak doszło do tego wypadku?
- Jechałem motocyklem, a kierowca samochodu wymusił pierwszeństwo i wjechał we mnie, w bok. Spadając z motocykla, zahaczyłem nogą o kierownicę, gdy nad nią przelatywałem. I dlatego poszły więzadła i łąkotka. Ktoś może zapytać, co ja w ogóle robiłem na motocyklu w lutym. Ale wtedy była całkiem inna pogoda niż w tym roku. Pamiętam, iż to był tak ciepły dzień, iż w sumie już wiosenny.
To był równie poważny wypadek, jak ten z 2016 roku, gdy na czołówkę wjechałeś autem pod autobus?
- Chyba choćby ten był poważniejszy. A najdziwniejsze jest, iż oba miałem 10 lutego. Niesamowity zbieg okoliczności. Nie rozumiem tego. Ale oczywiście jadąc tamtego dnia na motocyklu kompletnie nie wiedziałem, iż równo dziewięć lat wcześniej miałem wypadek. Wtedy też byłem mocno pogruchotany, bo złamałem dwa kręgi kręgosłupa i kilka żeber, miałem też odmę płucną, ale wtedy żaden uraz nie wymagał operacji. A teraz nie było szans, iż włożę nogę do gipsu i za jakiś czas będzie dobrze. Operacja była konieczna. A po niej trudna rehabilitacja. Po pierwszym wypadku miałem dużo roboty, żeby wrócić do siebie, a teraz było jej jeszcze więcej. Bez operacji nie mógłbym wrócić do sportu. Wróciłem i chciałbym jakoś w końcu odczarować ten 10 lutego.
Start na igrzyskach masz 8 lutego. Dobry odczarowaniem 10 lutego byłoby wybranie się na jakąś spokojną przejażdżkę z olimpijskim medalem na szyi.
- To jest moja marzenie. Jak chyba każdego ambitnego sportowca, który jedzie na igrzyska. Oczywiście marzę szczególnie o złotym medalu olimpijskim. Ale czy wrócę z jakimkolwiek medalem, czy bez medalu, to i tak będę miał satysfakcję. Tak do tego podchodzę. Myślę, iż tylko chłodna głowa mi może pomóc w spełnieniu się na desce i w zrobieniu tego, co mam wytrenowane. Podpalając się, niczego sobie nie dodam. Na treningach jestem szybki i wiem, iż na zawodach też mogę być szybki.
Słyszałem, iż lekarze odradzali ci powrót, a zwłaszcza powrót tak szybki – koniecznie na sezon olimpijski. Ty sam powiedziałeś, iż jeszcze nie wszystko się wygoiło, iż kolano puchnie i boli. Jeździsz na środkach przeciwbólowych?
- Nie biorę żadnych leków. Po prostu jeżdżę z bólem. Silnym, bo my generalnie jeździmy po dziurach i bierzemy na nogi duże przeciążenia. To jest taki ból, który mocno doskwiera, ale da się wytrzymać. Po prostu organizm dostaje alarm i trzeba na ten alarm reagować. A leki przeciwbólowe by ten alarm zagłuszały.



Ale przecież ty te alarmy chyba wiele razy zignorowałeś, bo spieszyłeś się na igrzyska? Próbuję zrozumieć, do czego się tak spieszyłeś. Nie przestałeś marzyć o medalu? Na pewno masz w głowie myśl, iż nie masz teraz stuprocentowego zdrowia, więc siłą rzeczy nie jesteś przygotowany tak dobrze, jak chciałbyś być. Na co więc liczysz?
- Staram się nie myśleć w taki sposób, iż czegoś mi brakuje. Tak naprawdę mimo wszystko to nie jest to dla mnie jakaś szczególnie trudna sytuacja. Biorę to wszystko na zimno - będzie, co będzie, po prostu mam radość, iż znów jestem na igrzyskach i mogę reprezentować kraj. Zakwalifikowałem się i teraz wszystko się może zdarzyć. W męskim snowboardzie jesteśmy naprawdę blisko siebie.
Ester Ledeckiej nie macie.
- No tak, Ester trochę odjeżdża innym dziewczynom. A u nas jest szeroka, mocna czołówka – pojedzie nas na igrzyskach 32 i jak ktoś będzie miał swój dzień, jak mu podpasują warunki, to może wygrać złoto, choćby jeżeli na tej liście jest ostatni, 32.
Ale mimo wszystko to inna sytuacja niż gdy zdobywałeś złoto mistrzostw świata trzy lata temu. Pamiętam, jak wtedy mówiłeś, iż tak naprawdę tylko złoto da ci pełną satysfakcję. Wtedy byłeś w życiowej formie, a dziś absolutnie nie odbieram ci szans na sukces, ale zgodzisz się, iż w topowej dyspozycji nie jesteś?
- Wtedy to ja choćby nie jechałem na maksa, a wygrywałem kolejne wyścigi. Miałem taką formę, iż potrafiłem kontrolować rywala obok i wiedziałem, kiedy mogę oszczędzić siły na następną rundę. Teraz trochę się zmieniło, wiadomo. Nie jestem tak silny fizycznie jak wtedy. Ale teraz jestem trochę lżejszy i wierzę, iż jak warunki będą szybkie, to mogę być tak samo szybki, jak wtedy. Dużo zależy od podejścia, od tego czy się psychicznie nie spalę.
Mam wrażenie, iż ubiegłoroczny wypadek trochę cię zmienił. W przeszłości tak odważnie mówiłeś o swoich wielkich celach, jakby liczyły się tylko te cele. Jest tak, iż poczułeś, iż możesz już do sportu nie wrócić i w końcu trochę inaczej zacząłeś na wszystko patrzeć?
- Trudne doświadczenia życiowe na pewno na mnie wpłynęły. Te wypadki mnie nauczyły większego spokoju. Ale też pewnie i bez nich bym dojrzał. W kwietniu skończę 30 lat – widzę, iż już nie jestem takim chojrakiem, jak byłem. Teraz coraz częściej obserwuję zawodników starszych ode mnie. Są konsekwentni, pewni siebie, ale nie chojrakują, nie robią szumu wokół siebie i potrafią w najważniejszym momencie pojechać najlepiej. Ja też tak chcę. Chciałbym pociągnąć karierę długo – sam jestem ciekaw, ile się da, będąc z Polski i musząc być ciągle na wyjazdach, żeby trenować. Są w światowej czołówce zawodnicy, którzy mają po 46 lat i są naprawdę na topie. Niedawno Puchar Świata wygrał 46-letni Roland Fischnaller. A aktualny mistrz olimpijski Benjamin Karl ma 41 lat. Nasz sport jest piękny - techniczny, widowiskowy, daje możliwość trenowania przez długie lata. Nastawiam się teraz tak, iż nie muszę od razu pędzić po kolejne medale, chociaż wiadomo, iż chciałbym. Ale mam czas. I jeszcze ciągle zdobywam doświadczenie.



Czyli masz 30 lat, to są twoje trzecie igrzyska w życiu, ale na przykład za 16 lat może się okazać, iż to i tak były jedne z twoich pierwszych zawodów olimpijskich, bo po Mediolanie pojedziesz na igrzyska jeszcze cztery razy.
- Chciałbym! To są moje trzecie igrzyska, a Andreas Prommegger się niedawno chwalił, iż dla niego to będą już szóste igrzyska. On jest z rocznika 1980. Mam dużą nadzieję, iż jeszcze dużo przede mną.
Pewnie jedną z ostatnich szans na olimpijski medal ma twoja dobra, starsza koleżanka Aleksandra Król-Walas [w tym roku skończy 36 lat]. Wjedzie na podium?
- Ola jest w super gazie! Na pewno trzeba w niej widzieć jedną z największych kandydatek do medalu. W tym sezonie systematycznie pokazuje się na podium i bardzo fajnie mieć ją w teamie. Ona nas wszystkich niesie, napędza swoimi sukcesami – cieszymy się z nią, kibicujemy jej i razem robimy dobrą robotę. Tak szczerze, to nie widzę dziewczyny, której Ola by nie mogła pokonać.
A genialna Ledecka?
- Wiadomo, iż Ester jest świetna i ona jest główną faworytką. Na pewno będzie bardzo mocna, ale różnie może być – wcale nie jestem pewny, iż Czeszka to wygra. Dziewczyny już pokazywały, iż potrafią ją pokonywać. W sporcie nie zawsze wygrywa murowany faworyt, a zwłaszcza w takim sytuacyjnym, jak nasz, gdzie jeden błąd może cię wszystko kosztować. W każdym razie choćby jak ktoś mówi, iż dla Ester rezerwuje medal, to ja i tak widzę Olę z medalem. Bardzo liczę, iż taki olimpijski medal pomógłby rozpropagować snowboard w Polsce. Przykro nam, iż nasz sport nie jest tak popularny, jak na to zasługuje.
Idź do oryginalnego materiału