„Po trupach do celu”, „Cel uświęca środki”, „Wszystko, by wygrać” – określeń na osiąganie sukcesu z użyciem rozwiązań dozwolonych, choć nie zawsze podobających się szerszej publiczności, jest naprawdę wiele. Czasem bywa tak choćby w żużlu, gdzie przecież wielu możliwości na działanie „pod siebie” nie ma, choć jak wiadomo, przewaga własnego toru jest od zawsze kluczowa.
Haramball Misiury to przykład
Zanim o żużlu, zatrzymajmy się na chwilę przy piłce nożnej. Ci lepiej zorientowani doskonale wiedzą, co kryje się pod hasłem haramball. Dla tych, którzy futbolu nie oglądają kilka słów wyjaśnienia. Haramball to styl gry drużyny nastawionej niemal w 100% na defensywę, często bardzo głęboką. Można go porównać do obrony własnego pola karnego, jak twierdzy. Trenerzy nastawieni na haramball często porównywani są do dowódców z bliskiego wschodu, gdyż dla postronnego widza, mecze z udziałem ich zespołów to „mordowanie futbolu”.
W Polsce przykładem takiego trenera jest Mariusz Misiura, a jego ultradefensywny team to Wisła Płock. Wisła pozbawiona wielkich gwiazd, ale doskonale zorganizowana, skuteczna do bólu i wygrywająca sposobem. To, na 4 kolejki przed końcem sezonu, wciąż daje jej szanse zarówno na zdobycie mistrzostwa Polski, jak i miejsca w eliminacjach do europejskich pucharów.
Haramspeedway po pilsku
Zapytacie pewnie, a co to ma wspólnego z żużlem? Otóż więcej, niż można byłoby się spodziewać. Przyszedł czas, by wprowadzić do środowiska określenia haramspeedway, bo poniekąd właśnie tym był niedzielny mecz Polonii Piła z Moonfin Magnus Ostrowem Wielkopolskim.
Odpowiednikiem Mariusza Misiury jest Norbert Kościuch. Zawodnik, trener, toromistrz, w poprzednich latach też osoba pomagająca przy pilskiej szkółce żużlowej. „Norbi” już w 2025 roku pokazał, iż doskonale wie, jak z pilskiej Asta Areny zrobić prawdziwą twierdzę. Tor zawsze był szybki i trudny, a zawodnicy Polonii byli do niego doskonale dopasowani.
Nie inaczej było i 26 kwietnia w meczu z drużyną z Ostrowa. Naszpikowany gwiazdami zespół jednego z faworytów do miejsca w czołowej czwórce mógł spodziewać się wyzwania, ale nie brakło głosów, iż po Polonii się przejedzie. W końcu w składzie gospodarzy brakowało dwóch podstawowych zawodników – Wiktora Jasińskiego i Wiliama Drejera.
Jakież było zaskoczenie gdy okazało się, iż przyjezdni na pilskim torze nie są choćby jak dzieci we mgle. Ostrowianie zachowywali się jak niemowlaki, które jeszcze nie potrafią chodzić. „Dostawali w turban” od początku do końca meczu, a sam Tai Woffinden praktycznie nie wziął udziału w meczu. Polonia wygrała bardzo pewnie (57:32), sam Kościuch zdobył 11 punktów z 3 bonusami, a Kacper Teska tak fruwał, iż ze spokojem uciszał samego Chrisa Holdera.
Co by nie mówić, mecz nie był porywający. Nie był choćby ładny. No dobrze, był paskudny, bo na torze nie dało się wyprzedzać, a zawodnicy mieli niemałe problemy z prowadzeniem motocykli. I to niekoniecznie przez dziury czy koleiny, ale sam fakt, iż na pilskim torze trzeba być doskonale dopasowanym, by maszyna pod tyłkiem nie płatała figli.
Piła wygrała, Kościuch wygrał. Torem zamordował żużel, ale dał swojemu zespołowi (i sobie samemu) masę powodów do radości. Bo i o bonus powinno udać się powalczyć. A to z kolei może okazać się najważniejsze w walce o utrzymanie. Ba, kto wie, czy Polonia niespodziewanie nie stanie się zespołem mającym szanse na czołową czwórkę?
W Pile nikt nie będzie miał łatwo
Przed sezonem łatwo było stawiać Polonię jako faworyta do spadku z Metalkas 2. Ekstraligi. Skład osobowy taki sobie, ograniczone fundusze, prawdopodobny brak transferów w trakcie sezonu – wszystko zgrywało się pod to, by Pilanie gwałtownie wrócili do KLŻ. Teraz sytuacja jest już inna.
Bo co by nie mówić, w Pile każdemu będzie ciężko. jeżeli siedmiu lokalnych matadorów będzie doklejonych do toru, wówczas kilka może pomóc choćby i Abramczyk Polonii Bydgoszcz. Niech tylko pogoda dopisuje, a Polonia u siebie w tym sezonie nie przegra, a haramspeedway Kościucha okaże się do bólu skuteczny. Jak haramball Misiury.













