Koniec walki o rekord w Colmar. Adrian Kostera miał wypadek na rowerze

2 godzin temu

Adrian Kostera nie ukończy rywalizacji na dystansie 4x Ironman podczas zawodów Bretzel Ultra Tri w Colmar. Polski ultratriathlonista uległ wypadkowi na trasie kolarskiej i doznał licznych obrażeń twarzy. Kontrowersje wzbudziło zachowanie części rywali, którzy, jak relacjonuje jego zespół, minęli leżącego zawodnika bez zatrzymania się.

Kostera wrócił do Colmar po sukcesie z 2022 roku, kiedy ustanowił rekord świata na dystansie pięciokrotnego Ironmana. Tym razem plan był równie ambitny, minimum przerw i niemal całkowita rezygnacja ze snu.

Celem było pobicia rekordu świata na dystansie czterokrotnego Ironmana obejmującego 15,2 km pływania, 720 km roweru i 168,8 km biegu. Do poprawienia był wynik Mateusza Wiśniewskiego wynoszący 52 godziny i 43 minuty.

Aby padł rekord, Adrian nie może spać! Dopuszczamy jedynie dwie króciutkie drzemki jako nagrodę za dobre międzyczasy. Ma to pełnić dla niego głównie funkcję psychiczną. Poza tym spanie nie jest uwzględnione w planie – informowała jego ekipa.

Rywalizację utrudniły warunki pogodowe. W Colmar panowały wysokie temperatury, a tuż przed startem zawodników zaskoczyły gwałtowne burze i silny wiatr.

Chwila nieuwagi

Do zdarzenia doszło około godz. 4 nad ranem, gdy Kostera miał za sobą 63 z 81 okrążeń etapu rowerowego. Jak przyznał, przyczyną była chwila nieuwagi.

Na prostym odcinku się zamyśliłem. Zapatrzyłem się w asfalt i nie zauważyłem, iż droga się kończy. Odruchowo nacisnąłem hamulce i skręciłem. Rower uciekł pode mną. Twarzą uderzyłem w asfalt. Okulary pękły i dołożyły szkód – relacjonował Adrian Kostera.

Zespół Kostery gwałtownie udzielił mu pierwszej pomocy, a po kilku godzinach zawodnik został objęty opieką medyczną. Jak podkreślono, początkowo organizator nie zrozumiał skali sytuacji, jednak ostatecznie wezwano karetkę i monitorowano stan sportowca.

Mimo urazu Polak początkowo kontynuował jazdę. Wciąż liczył się w walce o rekord świata na dystansie czterokrotnego Ironmana.

Po konsultacjach medycznych Kostera zdecydował o wycofaniu się z rywalizacji. Kluczowa okazała się obawa przed trwałymi konsekwencjami zdrowotnymi.

Ruszyłem dalej. Poza obrzękiem, krwią i trudnością z jedzeniem mogłem jechać. Wciąż szedłem na rekord. Dla pewności poprosiliśmy o opinię lekarzy. Nie zabronili. Ale uprzedzili: jeżeli zostanę w wyścigu, blizny zostaną na zawsze. Myślę, iż tu jest moja granica. Odciski, odpadające paznokcie, stłuczenia, stany zapalne: wszystko, co „do wesela się zagoi”, jest do przyjęcia. Trwałe szkody nie – podkreślił.

Najwięcej emocji wywołała jednak inna kwestia. Według relacji, trzech pierwszych zawodników, którzy minęli Kosterę po wypadku, nie zatrzymało się, by sprawdzić, czy potrzebuje pomocy. Zareagował dopiero kolejny uczestnik wyścigu.

– Chcemy oficjalnie powiedzieć, iż jest to nieakceptowalne w #ultrafamily. Kiedy kolarz leży w rowie, od reakcji innych zawodników może zależeć jego życie. Nieudzielenie pierwszej pomocy jest nie tylko niesportowym zachowaniem, ale wprost przestępstwem. WSTYD! – napisał zespół zawodnika.

Nie tylko Kostera

Na listach startowych znalazło się kilku Polaków rywalizujących w różnych formatach ultra. Sam wyścig rozgrywany jest na krótkich pętlach, kolarskiej o długości niespełna 9 kilometrów i biegowej liczącej 1,3 km.

Na dystansie 6x Ironman startuje Grzegorz Smoła, w formule 3x Ironman (continuous) rywalizuje Tomasz Kmuk, a na dystansie 2x Ironman Tomasz Krzyszkowski. W ultrabiegu 24h uczestniczy Tomasz Zając, a w konkurencji Deca Marathon Artur Wroński.

Kostera zapowiedział, iż pozostanie wraz z zespołem we Francji przez kilka dni, by wspierać innych uczestników i pokazywać kulisy rywalizacji.

– Aby zostać mistrzem nie można popełniać błędów. Do następnego – podsumował.

Źródło: Adrian Kostera Instagram, red

Idź do oryginalnego materiału