Kolejny Polak może zostać światową gwiazdą. Trafił najlepiej, jak mógł

1 godzina temu
Mieliśmy polskie trio w Borussii Dortmund, teraz mamy w FC Porto. Oskar Pietuszewski dołączył do Jakuba Kiwiora oraz Jana Bednarka, którzy idealnie pasują do wizji trenera, pomagając mu w postawieniu w obronie "Smoków" prawdziwego muru. Francesco Farioli to rzadki przypadek Włocha, który do wielkiej piłki dostał się nie przez Serie A. Nie miał szans podbić futbolu jako zawodnik, więc wybrał inną drogę. Kim jest człowiek, który będzie szlifował jeden z największych polskich talentów i co czeka Oskara?
Nie ma wątpliwości, iż trafienie na odpowiedniego trenera we właściwym czasie jest najważniejsze dla rozwoju kariery piłkarza. Polskie trio z Borussii Dortmund - Robert Lewandowski, Jakub Błaszczykowski, Łukasz Piszczek - miało Juergena Kloppa, na Jakuba Kiwiora postawił w Spezii Thiago Motta, Jan Bednarek był nikim w Southampton przed przybyciem Ralpha Hassenhuettla, a w tym sezonie Jakub Kamiński jest najlepszym przykładem, co się dzieje, gdy idealnie pasujesz do potrzeb trenera i dostaniesz od niego zaufanie - jak on w Koeln od Lukasa Kwasnioka.

REKLAMA







Zobacz wideo Pietuszewski przerasta kadrę?



Trzeba wiedzieć, w czym się dobrym jest, a w czym nie. I skupić się na tym pierwszym
Teraz w wielki piłkarski świat ruszył 17-letni Oskar Pietuszewski, na którego w Jagiellonii Białystok nie bał się postawić trener Adrian Siemieniec, za co zarówno on, jak i cały klub mogły zebrać słodkie, finansowe owoce pracy (łącznie z bonusami ma to być 10 mln euro). Nasz wielki talent będzie teraz pracował pod okiem Francesco Fariolego. Włoch zmienił FC Porto w niemal idealnie funkcjonującą maszynę, a teraz dostał do oszlifowania nadzieję polskiej piłki. Czas zatem przyjrzeć się człowiekowi, który będzie za to odpowiedzialny. A przyglądać się jest czemu, bo jego ścieżce kariery daleko do najbardziej oczywistej.
Można powiedzieć, iż Pietuszewski na razie ma w karierze szczęście do młodych trenerów. Adrian Siemieniec ma 33 lata, a Farioli jest od niego starszy tylko o trzy. Obu panów łączy też to, iż gwałtownie porzucili marzenia o profesjonalnej grze w piłce. Włoch za młodu bronił amatorsko w klubie z małej miejscowości Margine Coperta-Traversagna, położonej 50 km od Florencji. Jeden z trenerów miał powiedzieć mu, iż zamiast kontynuować grę jako zawodnik może się futbolowi przysłużyć w inny sposób - jako trener. Farioli posłuchał, ale wychodził też z założenia, iż nie samą piłką człowiek żyje.
Katar, amatorskie kluby i... Uniwersytet Florencki. Kręte ścieżki trenera-filozofa
Określeniem trener-filozof można nazywać wielu szkoleniowców, których pomysły na futbol były i są nieoczywiste, wprowadzają coś nowego. Jednak akurat Fariolego można nazwać tak niezależnie od dokonań szkoleniowych, gdyż jest absolwentem Uniwersytetu Florenckiego, kierunek filozofia. Połączył tam z futbolem świat, który na co dzień nie ma raczej ze sportem wiele wspólnego. Piłka była tematem jego pracy dyplomowej, zatytułowanej "Filozofia gry: estetyka w piłce nożnej i rola bramkarza". Nazwanie go "piłkarskim Umberto Eco" byłoby pewnie przesadą, chociaż... kto wie. Być może po latach zasłuży na takie porównania.


Jako były bramkarz, Farioli najpierw został szkoleniowcem golkiperów. Zaczął w tym samym amatorskim klubie, w którym wcześniej grał. Potem przez pięć lat pracował w Serie D, w zespole Sportis Juventus. W 2015 roku jego kariera - nie po raz ostatni - poszła nieoczywistą ścieżką, bo ze wszystkich miejsc na świecie wylądował w Katarze.



Katarczycy w 2004 roku rozkręcili Aspire Academy, realizującą wówczas wielkie zadanie wychowania piłkarzy, którzy w 2022 roku mieli reprezentować Katar na rozgrywanym tam mundialu. To się zresztą w dużej mierze udało, bo 18 z 26 reprezentantów tego kraju na mistrzostwach świata miało w CV Aspire Academy. Trudno powiedzieć, czy Farioli dołożył do tego jakąś cegiełkę, choć spędził tam dwa lata. Dla niego najważniejsze było, iż w 2017 roku zadzwonił do niego nie byle kto, bo Roberto De Zerbi.
Panowie świetnie się dobrali, bo Farioli jest absolwentem filozofii, a De Zerbi w późniejszych latach zapracował na własną piłkarską filozofię, nazwaną "dezerbizmem". Zachwycano się jego pracą w Brighton, a w tej chwili prowadzi trzeci w tabeli Ligue 1 Olympique Marsylię. Wcześniej musiał jednak przejść szkołę trenerskiego życia w Benevento (śr. 0,72 pkt na mecz) i włoskim odpowiedniku Bruk-Bet Termaliki Niecieczy, czyli Sassuolo. Spędził w nich łącznie cztery lata, a przez trzy z nich jego trenerem bramkarzy był Farioli.
Dla Włochów za młody, do pracy asystenta za ambitny, dla Turków w sam raz
Farioli przede wszystkim się uczył. Chłonął wiedzę De Zerbiego, rozwijał się razem z nim. A gdy w 2020 roku dostał ofertę pracy jako asystent, już nie trener bramkarzy, nie odmówił. choćby mimo tego, iż musiał znów opuścić ojczyznę.
- Opuściłem Włochy, żeby mi już nikt nie mówił, iż jestem na coś za młody - powiedział kiedyś Farioli w wywiadzie dla "Corriere della Sera".



Włoch ponownie wybrał odważnie, bo został w 2020 roku asystentem Cagdasa Atana w tureckim Alanyasporze. Nie trwało to długo. Ciągnęło go do samodzielnej pracy. Trzeba było jednak kogoś, kto się odważy i zaufa zaledwie 31-letniemu wówczas szkoleniowcowi. Taki klub się znalazł. Nazywał się Fatih Karagumruk i był beniaminkiem tureckiej ekstraklasy. Nie była to żadna misja strażacka, nie chodziło o utrzymanie w lidze. Zespół trzymał się środka tabeli, Farioli miał dopilnować, by tak pozostało.


Dopilnował, bo sezon 2020/21 jego drużyna skończyła na 8. miejscu. Swoją drogą, Fariolego kojarzymy dziś jako trenera duetu Kiwior - Bednarek, a wcześniej, w Nicei, Marcina Bułki. Jednak pierwszym Polakiem, którego prowadził, był Artur Sobiech i zdarzyło się to właśnie w Karagumruk.
Włoch "na papierze" nie miał w tym klubie cudownych wyników. Zwolniono go w listopadzie 2021 roku, a skończył ze średnią 1,52 pkt na mecz. Jednak gwałtownie zauważono jego podejście do piłki. Po ledwie pół roku pracy Włocha portal Opta Analyst analizował grę Fatihu i doszedł do ciekawych wniosków.
Chaos był w greckiej mitologii. U Fariolego być go nie może
"Od jego zatrudnienia tworzą sobie 2,8 dużych szans bramkowych na mecz, mniej tylko od Galatasaray. Farioli skupia się na kreatywności i efektywności podań. Jego zespół wykonuje tylko 41 długich podań na mecz, a dośrodkowań tylko 14 na mecz, co jest trzecim najniższym wynikiem w lidze. Z kolei średnia ponad 61 proc. posiadania piłki jest wyższa choćby od gigantów typu Fenerbahce" - czytamy. Innymi słowy, choćby w zespole z ograniczonym potencjałem kadrowym u Fariolego nie było miejsca na "lagę na chaos" i granie z kontry.



Po zwolnieniu z Fatih w grudniu 2021 roku wrócił do Alanyasporu, tym razem jako pierwszy trener. Efekt był doskonały: jego drużyna przez następne pół roku przegrała tylko pięć meczów ligowych i zajęła piąte miejsce na koniec sezonu, co do dziś jest klubowym rekordem. W dodatku z dorobkiem 64 punktów. Nigdy wcześniej, ani do teraz, Alanyaspor nie uzbierał tylu w jednym sezonie.
Choć dziś zespoły Fariolego kojarzą się z żelazną defensywą, w Turcji jeszcze tak nie było. Włoch poprowadził Alanyaspor w 48 meczach, a bilans bramkowy z tego okresu to 87:79, czyli średnio 3,45 gola na mecz. Jednak Alanyaspor nie jest i wówczas też nie był tureckim gigantem. Poza tym, mówiąc pół-żartem, pół-serio, nie wszędzie można wystawiać polski mur Kiwior - Bednarek.


Na boisku można kombinować. To jednak nie znaczy, iż trzeba
Zresztą dobry trener musi umieć zarówno dopasować zawodników do taktyki, jak i taktykę do zawodników. W OGC Nice, gdzie dość niespodziewanie zatrudniono Fariolego latem 2023 roku, miał do dyspozycji znacznie lepszy piłkarski materiał niż wcześniej w Turcji. W tym obrońców oraz przede wszystkim bramkarza. Marcin Bułka wcześniej czekał na prawdziwą szansę bycia numerem jeden, od Fariolego ją dostał i wykorzystał idealnie.
Polak współtworzył blok defensywny, na którym zęby łamali najsilniejsi w Ligue 1. Nicea po trzynastu kolejkach straciła ledwie 4 gole, a 11 po całej pierwszej rundzie. Przez pewien czas - krótki, ale jednak - była choćby liderem, zaś podium trzymała się aż do przełomu lutego i marca. Do zaledwie 29-ciu goli straconych w okresie nikt inny się choćby nie zbliżył. Zespół Fariolego lubił zabierać rywalom piłkę, i w ten sposób starał się kontrolować przebieg wydarzeń.



- To było granie oparte na posiadaniu piłki, mało kontr i dośrodkowań. Piłka przy nodze, szukanie pozycji i od razu gra do przodu. Prosty futbol, choć nie prymitywny. Zawodnicy w formacji ofensywnej wymieniali się pozycjami. Na prawej stronie np. często był ustawiany nominalny środkowy napastnik Gaetan Laborde - opowiadał w rozmowie ze Sport.pl Marcin Grzywacz, komentator ligi francuskiej dla Eleven Sports.
Jedna rola na boisku? Oj, mało...
- Atakiem wygrywa się mecze, obroną mistrzostwa. Jednak aby defensywą mistrzostwo zdobyć, "z przodu" też trzeba coś strzelić. Siły ognia w drugiej części sezonu Nicei trochę brakowało. Moim zdaniem problemem była też krótka ławka. Potencjał ofensywny zespołu w ostatnich latach był bardzo słaby, także wtedy, gdy był tam Farioli. Gdy już tracili gole, ciężko było im gonić wynik - stwierdził Grzywacz, zapytany o słabą końcówkę sezonu Nicei, która zajęła ostatecznie 5. miejsce.


Czy zatem u szkoleniowca, którego drużyny mają słynąć przede wszystkim z żelaznej defensywy, znajdzie się miejsce dla ofensywnego, na boisku szalonego nastolatka, jakim jest Oskar Pietuszewski? - jeżeli postrzegać Oskara wyłącznie jako skrzydłowego, u Fariolego może mu być ciężko się odnaleźć. Natomiast na pewno może on nauczyć Pietuszewskiego nowych rzeczy i to jest tu najważniejsze - stwierdził ekspert.
Wszedł do ofensywnej świątyni i prawił im o bronieniu
Podobne pytania - o styl gry - padały zapewne, gdy po Nicei latem 2024 roku Włoch trafił do Ajaksu Amsterdam. Twórca jednej z najlepszych defensyw w Europie trafił do klubu, który jest znany z miłości do futbolu ofensywnego. Co więcej, bardzo niechętnie stawia na zagranicznych trenerów. Poprzednim takim w Amsterdamie był Duńczyk Morten Olsen w latach 1997-98. Niemniej holenderski gigant potrzebował twardego resetu, bo sezon 2023/24 skończył na fatalnym dla klubu z takimi tradycjami 5. miejscu w lidze.



- Farioli od razu zmienił bardzo wiele rzeczy. Piłkarze Ajaksu byli zdziwieni, iż można w ogóle trenować obronę. Na inny poziom weszła też intensywność treningów. Pokutuje opinia, iż Ajax jest klubem świetnie szkolącym młodzież, ale to już trochę melodia przeszłości. Farioli nie był niewolnikiem ofensywnego DNA Ajaksu. Gra w dużej mierze sprowadzała do wyprowadzenia piłki od tyłu i "lagach do przodu". Drużyna oczywiście potrafiła zagrać z klepki, ale trzymano się głównie prostych rozwiązań - opowiada Tomasz Weinert, prowadzący kanału JZW Piłka Nożna na YouTube, fan Ajaksu Amsterdam.
Łzy wyschły nadzwyczajnie gwałtownie
Nasz rozmówca podkreśla, iż taki styl przysporzył Włochowi wielu krytyków, na czele z byłymi gwiazdami holenderskiej piłki: Wesleyem Sneijderem i Rafaelem van den Vaartem. Przy czym to właśnie taka gra pozwoliła Ajaksowi na powrót do walki o tytuł. Amsterdamczycy zdobyli choćby komplet 12 punktów w bezpośrednich starciach z PSV Eindhoven i Feyenoordem. Ostatecznie mistrzostwo uciekło na ostatniej prostej. Ajax przegrał tytuł o jeden punkt, mimo iż na pięć kolejek przed końcem wyprzedzał PSV aż o dziewięć.


- Farioli denerwował czasem fanów, bo ciągle powtarzał, iż nie gramy o mistrzostwo, iż celem jest tylko awans do Ligi Mistrzów. Nie jestem głosem całej fanbazy, ale dla mnie to było niesamowite, iż się udało być tak blisko mistrzostwa - ocenia Weinert.
Wyłania nam się z tego wszystkiego obraz trenera-pragmatyka. Kogoś, kto choćby w świątyni ofensywnej piłki nie bał się wygłaszać "kazań" o grze obronnej. Amsterdamczycy strzelili w tamtym sezonie w lidze 67 goli. Mniej niż Feyenoord (76), a PSV nikt nie był choćby blisko (103 gole). Cel uświęcił jednak środki.



A jak u Włocha wyglądało stawianie na młodych?
Farioli stawia na to, co zna. Trzeba dać mu się poznać
- Farioli w Ajaksie nie sprawiał wrażenia kogoś, kto chce koniecznie promować młodzież. Stawiał na znane sobie, sprawdzone rozwiązania. Nie ryzykował. Przy czym przez większość sezonu nie miał komfortu w tabeli, w Porto może być o to łatwiej. Ktoś może podać przykład Jorrela Hato [dziś jest piłkarzem Chelsea - red.], który u Fariolego się mocno rozwinął. Jednak on wyróżniał się na tle całej drużyny. Umiejętności pokazywał też już wcześniej. Szansy nie dostał np. Jan Faberski, który grał wówczas bardzo dobrze w Jong Ajax - opowiada Tomasz Weinert. Wskazuje także, co dla Oskara Pietuszewskiego będzie kluczowe, by zaskarbić sobie przychylność Włocha.


- Pietuszewski spotka się z etyką pracy na najwyższym poziomie. Z pewnością poprawi się też jego dyscyplina taktyczna. System Fariolego nie jest nie wiadomo jakim catenaccio, ale docenia piłkarzy, którzy dobrze znajdują wolną przestrzeń i potrafią rywala minąć. Niekoniecznie super dryblingiem, ale sensownym ustawieniem i przyjęciem. To atuty pożądane u Fariolego. Praca w defensywie także ma ogromne znaczenie - ocenia Weinert.
Porto gwałtownie uwierzyło w Farioli-ball. Pietuszewski też będzie musiał
Trener z dyplomem z filozofii. Szkoleniowiec bramkarzy, który uznał, iż mu to nie wystarczy. Włoch z mocnymi klubami w CV, ale bez tych z Serie A (jak dotąd). Człowiek, który jako pierwszy obcokrajowiec od ponad ćwierćwiecza został trenerem Ajaksu, a potem nauczał, iż gra obronna powinna być priorytetem. Francesco Farioli bezsprzecznie nie wybrał sobie najprostszej ścieżki kariery. Z biegiem lat wypracował styl, do którego miłośnicy pięknej piłki a'la Guardiola nie będą wzdychać, jednak efekt jest dla niego ważniejszy od ozdobników. Władze FC Porto już zresztą wyraziły aprobatę - Farioli przedłużył kontrakt z klubem do 2028 roku, mimo iż pracuje w Portugalii ledwie kilka miesięcy.



Dla Pietuszewskiego to dobry sygnał. Znów będzie pod wodzą trenera, do którego w klubie mają pełne zaufanie. Przekaz jest jasny: Liczy się taktyka, intensywność, odpowiednie ustawianie się i uniwersalność. To będą dla Polaka klucze do serca włoskiego trenera-filozofa. Łatwo nie będzie, konkurencja jest ostra (gwiazdą Porto jest Borja Sainz, lewoskrzydłowy z siedmioma golami i dwoma asystami w tym sezonie), a Farioli lubi stabilizację. Stawia po prostu na to, co zna i co się sprawdza. Ale jeżeli Polak da mu się poznać z dobrej strony, Włoch będzie na niego stawiał. Z adekwatną sobie konsekwencją.
Idź do oryginalnego materiału