- Musimy zakasać rękawy i wziąć się do roboty, bo klub i kibice zasługują na więcej niż to, co ostatnio widzieliśmy. Musimy krok po kroku wejść na odpowiedni poziom. Zaczynamy już dziś. Musimy pracować dużo i mądrze - mówił Marek Papszun na pierwszym briefingu prasowym w roli trenera Legii Warszawa.
REKLAMA
Zobacz wideo Papszun szczerze o transferach do Legii: Trudno powiedzieć...
- Muszę zdiagnozować obecny stan drużyny i zobaczyć, jak ona funkcjonuje. Nikogo nie skreślam, ale kadra była budowana z myślą o grze na trzech frontach, a wiosną zagramy na jednym. Do tego dochodzą potencjalne transfery czy kończące się kontrakty - dodawał.
To nie były tylko wytarte formułki. Papszun wraz ze sztabem szkoleniowym od razu wziął się do zdecydowanego sprzątania w Legii po koszmarnej jesieni. Mimo iż 51-latek pracuje w klubie niespełna miesiąc, to efekty jego działań już wyraźnie widać w drużynie. Drużynie, którą Papszun wraz ze sztabem zmienia i taktycznie, i personalnie.
Nowe ustawienie determinuje zmiany
Już 6 stycznia Legia poinformowała o rozwiązaniu umowy z Marco Burchem. Szwajcar, który trafił na Łazienkowską we wrześniu 2023 r., od tego czasu rozegrał w pierwszej drużynie raptem 16 meczów. Burch nie przekonał do siebie żadnego z czterech trenerów, z którymi pracował w Legii, a wiosnę zeszłego roku spędził na wypożyczeniu w Radomiaku Radom.
Po powrocie do Warszawy Burch rozegrał tylko siedem spotkań i po zakończeniu rundy jesiennej poprosił o możliwość odejścia sześć miesięcy przed końcem kontraktu. - Szkoda, bo uważam, iż to chłopak z potencjałem i w naszej koncepcji mógłby grać więcej. Ale też rozumiem, iż chciał odejść, bo mówiąc delikatnie, jego losy w Legii nie były bardzo szczęśliwe - komentował Papszun, który akurat wśród środkowych obrońców wielkiego wyboru nie ma. A to szczególnie istotne w kontekście nowego ustawienia, które trener wdraża do drużyny.
Jesienią Edward Iordanescu, a później Inaki Astiz ustawiali warszawiaków w formacji 4-3-3 i to pod nią budowana była kadra. Ustawienie 3-4-2-1, które Papszun chce wdrożyć w Legii, wymaga zmian nie tylko w boiskowych zachowaniach, ale też w personaliach. To dlatego na niektórych pozycjach legioniści mają braki, a na niektórych - jak mówił sam Papszun - jest zbyt wielu zawodników.
Pierwszą "ofiarą" nowego trenera i systemu został Noah Weisshaupt. Niemiec, który jesienią był wypożyczony do Legii z Freiburga, okazał się totalnym niewypałem. 24-latek zaliczył tylko 10 występów, z czego raptem trzy od pierwszej minuty. U Papszuna Weisshaupt nie dostał żadnej szansy, bo nowy trener Legii od razu zdecydował o skróceniu wypożyczenia. Szkoleniowiec nie ukrywał, iż profilu takiego zawodnika po prostu nie potrzebuje.
Z powodu zmiany ustawienia w Legii szansy nie dostanie też Claude Goncalves. 31-letni Portugalczyk jesienią - głównie z powodu kontuzji stawu skokowego - rozegrał zaledwie 657 minut. U Papszuna szansy na odbudowanie się już nie dostał. Goncalves zagrał tylko kwadrans w pierwszym sparingu z Pogonią Grodzisk Mazowiecki, a w poniedziałkowym meczu z Puskas Akademia nie pojawił się już na boisku.
Po spotkaniu z Węgrami Papszun przyznał, iż Portugalczyk dostał wolną rękę w poszukiwaniu nowego klubu. - Jego sytuacja jest trudna. Mamy nadmian środkowych pomocników i trudno mu będzie wywalczyć miejsce w składzie. Tym bardziej iż zmieniliśmy system gry i funkcjonowanie pewnych graczy na boisku - tłumaczył trener. Goncalves przegrał rywalizację z Bartoszem Kapustką, Juergenem Elitimem i choćby 20-letnim Henrique Arreiolem, który większość rundy jesiennej stracił z powodu kontuzji. A przecież Papszun do dyspozycji ma jeszcze Damiana Szymańskiego i Rafała Augustyniaka, których w dotychczasowych sparingach testował nie tylko w środku pola, ale też wśród trzech stoperów.
Odchudzanie kadry na rundę wiosenną
Na tej pozycji również może dojść do zmian. Zwłaszcza iż Steve Kapuadi ma wzbudzać zainteresowanie za granicą, a kontrakt Radovana Pankova wygasa za pół roku i już teraz może dogadywać się z nowymi klubami. Dlatego w sparingach Papszun na środku obrony próbuje - poza Szymańskim i Augustyniakiem - 18-letniego Jana Leszczyńskiego i nominalnego lewego wahadłowego - Patryka Kuna.
Tutaj Legia ma wyraźny nadmiar zawodników. Przy 165 cm wzrostu Kuna trudno wyobrazić sobie, by Papszun na stałe widział w nim półlewego stopera, dlatego na lewym wahadle wciąż panuje tłok. Poza 30-latkiem grać tam mogą Ruben Vinagre oraz Arkadiusz Reca. Który z nich odejdzie z Legii? Jesienią wskazalibyśmy na Kuna, który nie został choćby zgłoszony do Ligi Konferencji. Ostatnie miesiące to jednak kolejna obniżka formy Vinagre'a. Portugalczyk, który jesienią 2024 r. był gwiazdą ekstraklasy, w ostatnich 12 miesiącach był piłkarzem nie do poznania. Vinagre swoją formą irytował kibiców i klub, który rocznie płaci mu ponad 700 tys. euro, co nieoficjalnie jest jednym z najwyższych, o ile nie najwyższym kontraktem w ekstraklasie.
Dlatego, jeżeli Vinagre w najbliższych tygodniach nie przekona do siebie Papszuna, być może również zostanie skreślony. Wydaje się, iż niewielkie szanse u nowego trenera ma też Kacper Chodyna, który w dotychczasowych sparingach grał ogony i to na nietypowej dla siebie pozycji wahadłowego. 26-latek, który jest w Legii od półtora roku, to kolejny nieudany transfer poprzedniego dyrektora sportowego Legii Jacka Zielińskiego. Kosztował sporo, a nie dał klubowi prawie nic.
- Wiosną czeka nas tylko 16 meczów w ekstraklasie, więc duża kadra w niczym nie pomoże. Dwóch zawodników już odeszło, ale wydaje mi się, iż trzeba się spodziewać, iż jeszcze dwóch-trzech odejdzie. To związane jest z tym, iż szans na grę będzie mało - powiedział dyrektor sportowy Legii Michał Żewłakow w rozmowie z oficjalnymi mediami klubu.
Co z wyczekiwanymi przez kibiców transferami do klubu? Te determinować będą następne odejścia, ale kolejnej rewolucji kadrowej w Legii nie należy się spodziewać. Priorytetem pozostaje sprowadzenie bramkostrzelnego napastnika, bo dyspozycja Milety Rajovicia i Antonio Colaka - mówiąc delikatnie - pozostawia wiele do życzenia. Odkąd dyrektorem sportowym Legii został Michał Żewłakow, klub stał się jednak bardziej szczelny w kwestii transferów, co oznacza, iż Warszawiacy mogą zaskoczyć w każdej chwili.
Tak jak w przypadku nowego bramkarza - Otto Hindricha - który w środę podpisał kontrakt z Legią, a jego nazwisko pojawiło się w mediach w ostatniej chwili. Były zawodnik CFR Cluj, który kosztował Legię około 800 tys. euro, już wiosną może zastąpić w drużynie Kacpra Tobiasza. Przyszłość 23-latka, którego kontrakt wygasa z końcem czerwca, wciąż jest niejasna. Tobiaszem już latem interesowały się kluby tureckie i w tej chwili nie można w pełni stwierdzić, iż bramkarz zostanie w Legii na rundę wiosenną. A wybór Hindricha był nieprzypadkowy. Zawodnika od dłuższego czasu obserwował i polecał nowy trener bramkarzy Legii Maciej Kowal, który przyszedł z Papszunem z Rakowa Częstochowa.
Więcej odpowiedzi na pytania dotyczące zmian w Legii i przyszłości zawodników poznamy w ciągu najbliższego tygodnia. W piątek drużyna Papszuna zagra sparing z czeską Sigmą Ołomuniec, a w poniedziałek z ukraińską Polissią Żytomierz. W kolejny czwartek - 22 stycznia - legioniści zagrają dwa mecze kontrolne ze Spartą Praga, a dzień później wrócą z Hiszpanii do kraju. Pierwszy mecz rundy wiosennej Legia zagra 1 lutego, kiedy podejmie Koronę Kielce.

2 godzin temu













![[Zdjęcia] Heidenfest 2026 w Warszawie!](https://cityfun24.pl/wp-content/uploads/2026/01/DSC_9996.jpg)

