Całe dziewięć miesięcy trzeba było czekać, aby urodził się mecz o Superpuchar Polski 2024 pomiędzy Jagiellonią Białystok a Wisłą Kraków. Miało być to najpóźniej w połowie lipca, a zakończyło się na początku kwietnia. Przy niemal pustym stadionie, gdzie paterę za Superpuchar Polski wznieśli piłkarze Jagiellonii Białystok. Cieszyli się, to zrozumiałe, ale ogólna otoczka była przygnębiająca. Tylko potwierdziła, iż nie tak to powinno wyglądać, bo daleko było tutaj do święta futbolu, do jakich przywykliśmy na największym stadionie w Polsce.
REKLAMA
Zobacz wideo Michał Żewłakow zbawcą Legii? Kosecki: Fajny ruch, ale nie spodziewałem się tego
Kompletna klapa PZPN. Na Superpuchar nie wypełniła się choćby 1/5 Narodowego
Niemniej jednak, w środę wieczorem w końcu udało się rozegrać mecz mistrza Polski ze zdobywcą krajowego pucharu. Po wielomiesięcznym zamieszaniu trzeba było do tego choćby przeniesienia spotkania przez PZPN na Stadion Narodowy w Warszawie. Ale nie wszystko poszło po myśli związku, który chciał w pewien sposób zrekompensować wiślakom to, iż są bojkotowani przez większość kibicowskiej Polski i na wyjazdy mogą jeździć tylko do święta. A iż Jagiellonia też próbowała kombinować z umożliwieniem kibicom Wisły obejrzenia meczu z sektora gości, PZPN zadecydował o zmianie lokalizacji.
Tyle iż w piłkarskiej centrali myślano, iż i tak na trybunach zasiądzie przynajmniej 40 tys. kibiców, a Superpuchar nawiąże pod tym względem do majowych finałów Pucharu Polski. Tak jednak nie było. Wobec przeniesienia meczu fani Jagiellonii ogłosili, iż do Warszawy przyjeżdżać nie zamierzają, a kibiców Wisły na Narodowym była cztero-, a nie pięciocyfrowa liczba. Efektem tego były przerażające pustki na stadionie. Oficjalna liczba kibiców: 10935, czyli niespełna 20 proc. pojemności Narodowego.
Bez prezesa, ale z selekcjonerem. Probierz oglądał Superpuchar z trybun
Wśród nieobecnych na największym stadionie w Polsce byli nie tylko kibice Jagiellonii Białystok (choć ich grupka też pojawiła się na trybunie głównej), ale też najważniejsze osoby w Polskim Związku Piłki Nożnej. Prezes Cezary Kulesza oraz sekretarz generalny Łukasz Wachowski udali się bowiem do Belgradu, gdzie w czwartek odbędą się wybory do Komitetu Wykonawczego UEFA.
Sam Kulesza zgłosił do niego akces i jest przekonany, iż zdobędzie wymaganą liczbę głosów, by zastąpić we władzach UEFA Zbigniewa Bońka. Tymczasem na trybunach Narodowego był selekcjoner Michał Probierz, który bacznie przyglądał się głównym aktorom tego widowiska. Kogo mógł obserwować? Na pewno Mateusza Skrzypczaka i Tarasa Romanczuka, którzy w ostatnich miesiącach byli powoływani do jego kadry. Romanczuk był jednym z ważniejszych piłkarzy Jagiellonii w tym meczu, a i Skrzypczak w drugiej połowie w efektowny sposób powstrzymał strzelającego do pustej bramki Łukasza Zwolińskiego.
Można było się też zastanawiać, czy Probierz nie będzie wręczał trofeum zwycięskiego zespołowi, aczkolwiek 52-latek jest postrzegany w Jagiellonii i Wiśle w kompletnie odmienny sposób. W białostockim klubie wciąż pozostaje najbardziej utytułowanym trenerem w historii, podczas gdy jego epizod z "Białą Gwiazdą" był kompletnie nieudany, a do tego później aktualny selekcjoner przez kilka lat prowadził odwiecznego rywala Wisły - Cracovię, z którą sięgał po Puchar i Superpuchar Polski.
Przypuszczenia te się jednak nie potwierdziły, a medale wręczali wiceprezesi PZPN Adam Kaźmierczak i Wojciech Cygan, a także prezes Podlaskiego ZPN Sławomir Kopczewski. I nie było lepszego podsumowania tej organizacyjnej farsy, jak fakt, iż trofeum Jagiellonii przekazał Kaźmierczak - wiceprezes ds. piłki amatorskiej.
Kibice Wisły nie wytrzymali do końca. W ich drużynie zawiodło to, co zawsze
Kibice Wisły Kraków w mogących pomieścić 3,5 tys. osób sektorach za jedną z bramek już na wyjście zawodników zaprezentowali oprawę pt. "Twórcy sztuk wyjazdowych", z kartoniadą tworzącą skrót "TSW". Nieprzypadkowe tutaj było nawiązanie do logo Konfrontacji Sztuk Walki, czyli federacji MMA - KSW.
Oprawa kibiców Wisły Kraków w meczu o Superpuchar A. Bernard
Pierwszoligowa Wisła Kraków w środowym meczu pokazała się pod względem zaangażowania, jak na walczaków przystało. A i pod względem gry w piłkę z bardzo dobrej strony na tle aktualnego mistrza Polski. Były fragmenty, gdy zespół Mariusza Jopa dominował nad Jagiellonią, stwarzał sobie też wiele mniejszych i większych okazji bramkowych. Cóż jednak z tego, skoro zawiodło to, co zawsze, czyli skuteczność. Wiślacy oddali 23 strzały, z czego 5 było celnych, a żaden nie zaskoczył będącego w dobrej dyspozycji Sławomira Abramowicza.
I skończyło się porażką, jak w wielu meczach I ligi. A fani "Białej Gwiazdy" też nie wytrzymali do końca, czyli nie pozostali na trybunach na dekorację i wręczenie trofeum, mimo iż medale otrzymali także ich piłkarze.
Czwarte trofeum w historii klubu. Jagiellonia zwyciężyła, ale Betisu nie postraszyła
Triumfując nad Wisłą Kraków 1:0 po golu byłego wiślaka Mikiego Villara Jagiellonia Białystok sięgnęła po swój drugi Superpuchar Polski i czwarte krajowe trofeum w historii klubu. Dwa (Puchar i Superpuchar Polski) zdobył z nią Michał Probierz, który wywalczył też dwa medale Ekstraklasy, a drugie właśnie dorzucił do swojego dorobku Adrian Siemieniec, który ponadto może się pochwalić awansem do ćwierćfinału Ligi Konferencji. Białostoczanie zostali pierwszym mistrzem Polski od 2015 roku, który zdołał sięgnąć po to trofeum.
Jednak czy Jaga uspokoiła swoich kibiców po ligowej wpadce w Gdańsku i na tydzień przed meczem w Sewilli z Betisem? Ani trochę. To nie był dobry mecz drużyny Adriana Siemieńca, w szeregi której zdecydowanie zbyt często wkradał się chaos, który próbowała wykorzystać Wisła. Dotyczy to zarówno gry w ofensywie, gdzie choćby w dobrze zapowiadających się akcjach Jaga w łatwy, a choćby głupi sposób traciła piłkę, jak również postawy w obronie, jako iż "Biała Gwiazda" stworzyła sobie w środę wieczorem zdecydowanie zbyt wiele sytuacji bramkowych, w których pudłowała albo zatrzymywał ją Sławomir Abramowicz.
To przed rywalizacją z Betisem mocno niepokoi, bo skoro pierwszoligowa Wisła Kraków była w stanie tak często zagrażać bramce "Żółto-Czerwonych", to co z defensywą Jagi będą robić Isco, Antony i spółka?