Polska drużyna, prawdopodobnie najbardziej niezwykła ze wszystkich, jakie startują na igrzyskach – ze względu na skład, złożony z trojga Rosjan, Ukrainki i dwóch Polaków - nie zakwalifikowała się do finału, co wiadomo jeszcze przed sobotnim startem solisty Władimira Samoiłowa i nie jest niespodzianką. Zajmuje ona ostatnie miejsce za stratą 19 pkt do prowadzących Amerykanów i 13 pkt do piątego miejsca dającego awans, przy czym zwycięzca wśród solistów zdobędzie 10 pkt.
REKLAMA
Zobacz wideo Natalia Czerwonka nie stresuje się rolą chorążej. "To zostanie na zawsze w dziewczynce, która wytatuowała sobie kółka olimpijskie na plecach"
Wygrała za to kilka innych walk.
Odwrót Jekateriny Kurakowej na francuską wieś
U solistki Jekateriny Kurakowej świat się zawalił w miesiąc, kiedy walczyła o medal mistrzostwach Europy w 2023 r. Skończyło się na czwartym miejscu. Po traumatycznych rozmowach rozstała się z trenerem Lorenzo Magrim, rozstała się z chłopakiem, a na dodatek zarządcy ośrodka w Egno w południowym Tyrolu, gdzie trenowała, stwierdzili, iż nie potrzebują solistki i iż trzeba się wynosić. To było coś, co ją całkowicie załamało. Nie wychodziła z domu, nie chciało jej się nic robić, ponieważ nic nie przyniosło sensu w życiu. Ktoś, kto ją widzi na co dzień, nie rozumie, o co tutaj chodzi – Jekaterina jest żywiołowa, śmieje się non stop, gestykuluje i ma potężną nadwyżkę dobrego humoru. A jednak podnosiła się z upadku bardzo, bardzo wolno. Chciała się podnieść, bo łyżwiarstwo było jej życiem.
Na mistrzostwach świata w Montrealu w 2024 r. podeszła do mistrza Europy z 2011 roku Florenta Amodio, dziś trenera z Francji, z którym sporadycznie korespondowała, i powiedziała "Hello, I am Katia Kurakowa and I want to work with you". A on powiedział: "Fantastycznie, Katia. Zapraszam cię na kawę, obgadamy szczegóły".
Zamieszkała w wiosce Vaujany, kolonii adekwatnie. – Zostałam 346. mieszkanką – powiedziała. Nieopodal słynny kolarski podjazd L’Alpe d’Huez. Nie ma sklepu, nie ma niczego. Jest lodowisko, która gmina wybudowała dla Amodio i hokejowej drużyny Les Grizzlys de Vaujany. - Poczułam, iż ktoś we mnie wierzy. Florent wierzył we mnie, gdy przechodziłam najtrudniejszy okres w moim życiu – mówiła Kurakowa szczęśliwa, gdy zeszła z lodowiska.
Jest teraz odważniejsza, choć w łyżwiarstwie figurowym nie zawsze to popłaca. W piątek, na początku programu krótkiego wykonała kombinację potrójnych skoków, w których zwykle ten drugi – toeloop – był u niej podwójny. Bezpieczny podwójny, pięknie wykonany, dałby jej prawdopodobnie więcej punktów niż potrójny, ale niedokręcony. A tak właśnie stało się w Milano Ice Skating. – Trzeba próbować. Kiedy, jeżeli nie na igrzyskach olimpijskich? – mówiła rozentuzjazmowana.
"Z emocji nie mogłem spać przez kilka nocy"
Największe emocje widać było po parze sportowej Sofia Dowhal/Wiktor Kulesza, która dopiero niedawno dowiedziała się, iż wystąpi na igrzyskach po raz pierwszy. Ze startu wycofała się inne reprezentacja, która nie złożyła składu. – W poniedziałek niemal dwa tygodnie temu zadzwonił telefon. "Pakujcie się, jedziecie" powiedział ktoś, nie pamiętam kto, tak byłem uszczęśliwiony [później okazało się, iż był to Jakub Wójcik, sekretarz generalny PZŁF - red.]. Zdzwoniliśmy się z Sofią, byliśmy tak wniebowzięci, iż jak przez kilka dni nie mogłem spać – mówił Wiktor Kulesza ("Ani ja!" - dodała wtedy Sofia Dowhal).
W piątek pobili rekord sezonu w punktach. Błędy w sekwencji kroków, minusowe punkty, były niejako wliczone w koszty – to para taneczna, która na ostatnich mistrzostwach Europy w Sheffield zajęła 25. miejsce, no i faktycznie nie zakwalifikowała się do rywalizacji w parach tanecznych w igrzyskach. Para sportowa, mocniejszy punkt naszej drużyny pojechała dobrze, ale nie nadzwyczajnie. Nieczyste lądowanie u Michała Woźniaka było wyraźne. Ale i oni uzyskali najlepszy wynik sezonu.
Polska Walcząca na trybunach lodowiska
Polskim kibicom to wszystko nie przeszkadzało. To znaczy nic im nie przeszkadzało. I momentami dzięki temu człowiek czuł pewien dysonans poznawczy, pozytywny w sumie: z jednej strony zdumienie, a z drugiej uśmiech.
Mianowicie na trybunach Milano Ice Skating Arena pojawiła się flaga Polski Walczącej, co jest nieco dziwne, zważywszy na olbrzymią przepaść, jaka dzieli świat wojenny – choćby w symbolach - od świata łyżwiarzy figurowych, gdzie rzuca się w kierunku sportowców co najwyżej misiami i kwiatkami, w dodatku dopiero wtedy, gdy kończą się pokazy mistrzów.
Może to tylko mój domysł, iż na kibiców wpłynęła wiadomość o obecności w loży Rodziny Olimpijskiej prezydenta RP Karola Nawrockiego, kiedyś szefa IPN, historyka z wykształcenia, znanego z tego, iż za młodu nie kłaniał się chuliganom i kibolom w ustawce, na które uczęszczał. A również - prezydent trenował amatorsko boks, to sport cholernie odległy od łyżwiarstwa, wręcz po przeciwnej stronie sportowego uniwersum.
Tak jak poprzedni prezydent, tak i ten uczy się cały czas – tym razem na arenie, na której prawdopodobnie by nigdy nie zagościł, gdyby nie pełniona przez niego funkcja, i podziwiając sport, który prawdopodobnie znacznie odbiega od jego profilu kibica. Niedaleko siedział minister sportu Jakub Rutnicki i Robert Korzeniowski, co dowodzi, iż sport łączy.

1 godzina temu















