Tobiasz Musielak ma za sobą kolejne nieudane spotkanie na domowym torze. 33-latek walczy ze sporymi problemami, jednak tak naprawdę nie widzi wytłumaczenia dla swojej słabszej postawy na obiekcie przy ulicy Legionów.
– Ja już naprawdę nie wiem jak to nazwać, bo ilekroć tu przyjeżdżałem do Krosna we wcześniejszych latach, to mieliśmy jakąś przewagę nad rywalami, tak teraz kto by tu nie przyjechał, to od początku wszyscy „sadzą” starty, a wiadomo, iż geometria krośnieńskiego toru nie bardzo pozwala walczyć na dystansie. I możemy raz w roku się tłumaczyć, iż pora meczu taka a nie inna, iż tor znowu inny, ale nie wiem czy to nas jakkolwiek tłumaczy – powiedział Musielak dla klubowych mediów.
Kapitan „Watahy” zaznacza jednak, iż najważniejsze to się nie załamywać tylko wyciągnąć adekwatne wnioski, choć o te w tej chwili jest bardzo trudno.
– Na razie wiadomo, iż humory są zepsute. Będziemy chcieli walczyć jednak dalej, żeby po raz kolejny ten cel zmienić i żeby się po prostu utrzymać. Zawsze po takich meczach daję sobie ten wieczór na taki lament, ale od jutra trzeba po prostu wyciągać wnioski. Nie wiem, czy jakkolwiek szukanie czegoś w sprzęcie ma tu sens, ponieważ tydzień temu jechałem na tym samym, co dzisiaj. Każdy, kto widział mnie w Poznaniu, widział, iż to jedzie, a tutaj musimy, no nie wiem, poszukać czegoś, bo jak widać, nie jest dobrze – mówi.
Tobiasz Musielak














