Abramczyk Polonia Bydgoszcz w niedzielę odniosła kolejne bardzo pewne zwycięstwo, wygrywając w Rzeszowie 53-37. Choć „Gryfy” wydają się być „nie do ugryzienia”, to kapitan Polonii twardo stąpa po ziemi i uważa, iż przysłowiowe pompowanie balonika nie ma w tym momencie żadnego sensu.
– Ten mecz przeszedł już do historii. Nie wiem czy jesteśmy „do ugryzienia”, czy nie. Zastanawianie się nad tego typu sprawami nie ma najmniejszego sensu, bo sportowo nic to nam nie daje. Nie będziemy więc tego robić, szkoda na to czasu i energii. Skupiamy się na naszej pracy. Zawsze powtarzam – 15 minut radości, a potem zabieramy się za przygotowania do kolejnego meczu – powiedział Woźniak.
W przeciwieństwie do poprzednich spotkań, tym razem Bydgoszczanie bardzo gwałtownie zdołali wypracować odpowiednią przewagę i uzyskać kontrolę nad przebiegiem wydarzeń. 33-latek nie ukrywa jednak iż mecz musieli rozpocząć troszkę w ciemno z racji na brak próby toru.
– Ciężko powiedzieć, iż gwałtownie rozgryźliśmy tor, bo nie było próby toru. Nawierzchnia była bardzo szybka, a plandeka została ściągnięta stosunkowo późno. Tak naprawdę trzeba było improwizować. Zaczynaliśmy ten mecz trochę w ciemno. Może nie trafiliśmy idealnie od samego początku, ale też nie przestrzeliliśmy mocno optymalnych ustawień. Jak to w naszej drużynie bywa, przez pierwszych kilka wyścigów trwała szybka wymiana informacji – taki trochę „głuchy telefon” z boksu do boksu już od pierwszego biegu. Po kilku korektach nasza drużyna wyglądała już bardzo solidnie – mówi.
„To spore wyzwanie”
Choć tory w Rzeszowie i Bydgoszczy mają kompletnie różne geometrie, to Bydgoszczanie bardzo dobrze wyglądali już na starcie, co było w niedzielę absolutnie kluczowym czynnikiem.
– Tor na niedzielę był przygotowany w specyficznych warunkach. Trudno w ogóle mówić o przygotowaniu, skoro plandeka została zdjęta na zaledwie godzinę przed meczem. Do tego doszła awaria polewaczki I na tor trafiło bardzo dużo wody. W efekcie ciężko było wyprzedzać na dystansie i praktycznie o wszystkim decydował start i to był właśnie najważniejszy element – powiedział Woźniak.
Niedzielne spotkanie toczyło się w bardzo szybkim tempie. Woźniak nie ukrywa, iż takie zawody to spore wyzwanie dla mechaników, bo tak naprawdę nie ma w ogóle czasu w jakiekolwiek poprawki i trzeba działać bardzo szybko.
– To spore wyzwanie. Trudno wymieniać się informacjami z kolegami, bo przerwy między startami są bardzo krótkie, albo nie ma ich wcale, gdy nie odbywa się równanie toru. Nie ma też za bardzo czasu w rozmowę z mechanikami. Takie zawody są też bardzo wymagające pod kątem wyciągania wniosków, dlatego najważniejsze jest, aby od samego początku być jak najbliżej optymalnych ustawień. Na głębsze poszukiwania i większe eksperymenty w takich warunkach zwykle po prostu nie ma czasu – powiedział Woźniak.
Szymon Woźniak







![Bez kompromisów. Elektryczne AMG ryczy jak V8, a Mercedes otwiera w Warszawie pierwszy taki salon w Europie [galeria]](https://imagazine.pl/wp-content/uploads/2026/06/DSC08031.jpg)






