Już nie taki thriller. Historyczny sezon w Łodzi

speedwaynews.pl 1 godzina temu

Nowy rok, nowy Orzeł – jak wyszło w tym roku?

Polityka budowy składu w Orle od kilku lat przypomina harmonogram remontów łódzkich dróg. Kibice zdążyli oswoić się już z tym, iż kontrakt u prezesa Skrzydlewskiego oznacza raczej przystanek, a nie zapowiedź owocnej i wieloletniej współpracy. Nie inaczej było po zeszłorocznych rozgrywkach – w drużynie pozostali wyłącznie juniorzy.

Kapitanem drużyny został Oliver Berntzon, którego kibice z Łodzi pamiętali z sezonu 2024. Formację polską zasilił Marcin Nowak, który wrócił do Łodzi po trzech latach rozłąki. Polski duet dopełnił Szymon Szlauderbach, który zbiera się po jednym z najsłabszych sezonów jego pierwszoligowej kariery. Pozostałe nazwiska w składzie były wielkim znakiem zapytania przed sezonem. Pierwszym z nich był zaledwie 19-letni Duńczyk, Villads Nagel. Drugim zaś było znane w Polsce nazwisko „Cook”… z tym, iż Zach – brat Bena, startującego w barwach leszczyńskiej Unii. Dla Zacha Cooka był to pierwszy w życiu pełny sezon ligowy w Polsce.

W podobnej sytuacji znalazł się ostatni z seniorskich nabytków Łodzian, Dan Thompson, który pełnił rolę rezerwowego. Formację juniorską również postanowiono odmienić – sprowadzony do Łodzi został Krzysztof Lewandowski, a w ramach wypożyczenia również Kacper Halkiewicz. Cały zespół niezmiennie pozostał pod batutą trenera Macieja Jądera. Co taki skład jest w stanie zdziałać? Według przedsezonowych przewidywań – maksymalnie szóste miejsce. Łódzka maszyna miała jednak inne plany.

Anatomia (składu) Orła pod lupą

Ostatni stabilniejszy okres w szeregach Orła to okolice lat 2021-2022. Notabene, wówczas biało-niebieski kevlar należał chociażby do Brady’ego Kurtza, Luke’a Beckera czy Marcina Nowaka. To właśnie Nowak, powróciwszy w tym sezonie do Łodzi, stał się de facto liderem zespołu kierowanego przez Macieja Jądera. Może bowiem pochwalić się czternastą najlepszą średnią ligi, na poziomie 1,888. Ale jednym Nowakiem nie wygrywa się meczów. Zatem kto jeszcze przyczynił się do takiego obrotu spraw w Łodzi?

Odpowiedzią, już drugi rok z rzędu, był młody Duńczyk, imieniem Villads Nagel. Zawodnik w zeszłym sezonie pomógł pilskiej Polonii awansować do Metalkas 2. Ekstraligi. Przeskok ligę wyżej ewidentnie mu nie zaszkodził – jedynymi młodymi zawodnikami (to jest, spośród juniorów i U24), który legitymowali się lepszą średnią biegową za ten sezon, był bydgoski duet młodzieży. A przecież niecodziennie ogląda się 19-latka debiutującego na tym poziomie rozgrywkowym, który od razu kończy sezon ze średnią 1,806.

Łódzki klub „ugotował”

Kolejną rzeczą, którą Orzeł Łódź uwielbia przy budowie składu, są swego rodzaju dzikie karty. Przykładowo, w okresie 2021 do Łodzi trafił młody, obiecujący Luke Becker. To był jego trzeci sezon na polskich owalach, oraz pierwszy na tym poziomie. Zakończył go ze średnią 1,857 – trzecim najlepszym wynikiem w klubie. W 2026 byliśmy świadkami jeszcze bardziej odważnego eksperymentu – Zach Cook. Zawodnik, który na polskich torach odjechał zaledwie cztery biegi (choć były to biegi w Ekstralidze, a zawodnik zdobył w nich łącznie 6 punktów z dwoma bonusami), od razu trafia do Metalkas 2. Ekstraligi i ciężko określić, jaką będzie tam pełnić rolę. Czy będzie takim samym fenomenem jak jego brat, Ben? Już po pierwszym meczu Zacha Cooka można było tak twierdzić. Mimo słabszej drugiej połowy sezonu, Cook przez cały czas stanął na podium w klasyfikacji łódzkich średnich biegowych, z wynikiem 1,671.

Specyficzna druga linia

A co z Oliverem Berntzonem i Szymonem Szlauderbachem? Cóż, tu zauważamy kolejny łódzki schemat – rotacyjny „słaby punkt”. W tym sezonie to właśnie wyżej wymieniony duet najczęściej wymieniał się tym mianem. choćby w wygranych meczach Orła (a szczególnie tych wygranych niewielką przewagą) praktycznie zawsze widać kogoś, kto odstaje swoją zdobyczą punktową od reszty kolegów z drużyny. Wahania formy były jednak mniejsze u Olivera Berntzona, dzięki czemu ten jest na papierze lepszy z tej dwójki. Jego średnia biegopunktowa w tym sezonie wyniosła 1,658, co daje Szwedowi trzydzieste miejsce na liście klasyfikacyjnej ligi. Trzy pozycje dalej znalazł się Szlauderbach, ze średnią 1,551.

Zaczęło się niewinnie…

Swoją tegoroczną przeprawę przez ligę, łódzkie Orły rozpoczęły wyjazdem do Rzeszowa – co ciekawe, w dzień dziewiętnastych urodzin Villadsa Nagela. Ciężko było jednak to świętować, bo po ósmym biegu Łodzianie tracili aż dwanaście punktów do gospodarzy. Przed ostatnimi trzema biegami, ta strata wynosiła punktów dziesięć. Wyglądało więc na to, iż Orzeł zacznie sezon od kubła zimnej wody… ale przed biegami nominowanymi para Nagel-Berntzon znienacka zaliczyła podwójne zwycięstwo, więc zespół trenera Jądera miał jeszcze szansę choćby na zwycięstwo.

Promyk nadziei przygasł prawie od razu, bo choć Marcin Nowak bieg wygrał, to Zach Cook nie dał rady zakończyć biegu za zespołowym kolegą, zamiast tego oglądając plecy Mateusza Szczepaniaka. Pozostała zatem walka w biegu piętnastym, gdzie podwójne zwycięstwo da gościom remis. Oliver Berntzon swoją część planu wykonał bezbłędnie, ale Nagel początkowo został z tyłu. Solenizant zaprezentował jednak kibicom swoje umiejętności jazdy na dystansie i finalnie skończył bieg przed rywalami, zapewniając Orłom remis. Przebieg całego spotkania wróżył więc podwyższone ciśnienie u wielu łódzkich kibiców. Runda druga to spotkanie domowe z beniaminkiem ligi – Polonią Piła. Tym razem będzie zwycięstwo, pewne zwycięstwo… prawda?

Blisko, za blisko

Pierwsza seria meczu w Łodzi padła łupem gości, którzy wyszli na sześciopunktowe prowadzenie. Później jednak Orły rozwinęły skrzydła, wygrywając lub remisując prawie każdy bieg przed nominowanymi. Po biegu trzynastym na tablicy widniał wynik 43:35, więc goście walczyli o remis. Ze startu biegu czternastego na prowadzeniu jechał Villads Nagel, ze spokojnym zapasem nad rywalami i ostatnim Nowakiem. Bieg trwał dosyć spokojnie, kiedy to nagle na drugim łuku trzeciego okrążenia Duńczyk upada na tor.

Gdyby bieg był kontynuowany, Pilanie wyszliby na podwójne prowadzenie i prawdopodobnie zapewniliby sobie remis. Potwierdzał to fakt, iż w biegu 15 zdołali wygrać podwójnie. Nagel jednak nie wstał, więc sędzia Rafał Kobak oczywiście musiał przerwać bieg. Sędzia Kobak zdecydował się również ukarać 19-latka czerwoną kartką za celowe spowodowanie przerwania biegu… po czym zarządził powtórkę biegu, co jest procedurą nie przewidzianą przez regulamin. Wyniki tego biegu powinny zostać zaliczone w stanie, jaki był na torze w momencie upadku Nagela, to jest podwójne prowadzenie Pilan. Zamiast tego obejrzeliśmy powtórkę, w trakcie której Marcin Nowak rozdzielił parę gości i zapewnił Orłowi zwycięstwo. Polonia Piła od razu zgłosiła protest. Kilka dni po spotkaniu, organ zarządzający ligi wydał następujący komunikat:

Ekstraliga Żużlowa informuje, iż sprawa decyzji sędziowskich z 14. wyścigu meczu 2. rundy Metalkas 2. Ekstraligi H. SKRZYDLEWSKA Orzeł Łódź – POLONIA Piła z 11.04.2026, z uwagi na potencjalną możliwość weryfikacji wyniku meczu, trafiła do Komisji Orzekającej Ligi. Tym samym zajmie się nią zespół profesjonalnych prawników, a o jego rozstrzygnięciu poinformujemy w osobnym komunikacie.

Na werdykt KOL musieliśmy poczekać aż do 12 maja… jednak ten tylko podsycił kontrowersje. Treść komunikatu Komisji zgłębiamy TUTAJ, ale w dużym skrócie – tak, sędzia popełnił błąd. Wynik 46:44 został jednak zaliczony, ponieważ… Polonia Piła złożyła protest zbyt późno. Sprawa nie została jednak zamknięta, bo od decyzji KOL można odwołać się do Trybunału Polskiego Związku Motorowego, co też Polonia uczyniła. Temat powrócił dopiero… w lipcu, długo po rewanżowym starciu tych drużyn. Trybunał PZM podtrzymał jednak decyzję KOL, więc łódzkie Orły zachowały zwycięstwo z kwietnia.

Utopijna tabela

Runda trzecia to kolejne domowe starcie H.Skrzydlewska Orła, tym razem z rybnickim ROW-em. Rybniczanie w dotychczasowych dwóch spotkaniach najpierw przegrali czteroma punktami w Pile (w meczu przerwanym po 11 biegach), aby później już w Rybniku przegrać (również czteroma punktami, ale tym razem po pełnych 15 biegach) z niekwestionowanym faworytem, Polonią Bydgoszcz. Ciężko było więc określić, jak Łodzianie poradzą sobie z ROW-em. Okazało się, iż rację mieli łódzcy optymiści, bo Orły zbudowały przewagę aż szesnastu punktów! Ten mecz był niezwykły z kilku powodów.

Po pierwsze, Szymon Szlauderbach zanotował jeden z najlepszych meczów całego sezonu, zdobywając 9+1 punktów. Kacper Halkiewicz również miał powody do dumy, bowiem mógł się pochwalić dorobkiem punktowym 5+1, na który złożyło się zwycięstwo, drugie miejsce z bonusem oraz trzeci jego bieg, już bez punktów. Ale przede wszystkim, zespół z Łodzi awansował na drugie miejsce w ligowej tabeli. Co jeszcze ciekawsze, uplasowali się między Poloniami – ta bydgoska okupowała stale fotel lidera, ale za Orłem pojawili się Pilanie.

Wszystkim puszczały nerwy

Orły nie chciały opuścić wysokiego miejsca w tabeli. Maj rozpoczęli od wyjazdu do Poznania. Od samego początku, Łodzianie prawie cały czas prowadzili. W biegach 12 i 13 zanotowali dwa podwójne zwycięstwa, dzięki czemu doprowadzili wynik do stanu, w którym Poznanianie mogli co najwyżej zremisować. Skorpiony zdołały się jednak zebrać na biegi nominowane i doprowadziły do remisu. Mimo to, Orzeł Łódź od początku sezonu nie przegrał jeszcze żadnego meczu. Jednak wszystko, co dobre, kiedyś się kończy, dlatego i passa nieprzegranych meczów Orła dobiegła końca na wyjeździe do Bydgoszczy. Łodzianie nie zdołali wywalczyć tam choćby trzydziestu punktów.

Pierwszą połowę sezonu zamknęło domowe starcie Orła z Ostrowem Wielkopolskim. Ten mecz był zdecydowanie jednym z najgorszych w tym sezonie dla Łodzian. Jechali totalnie zagubieni, wysoko przegrali, a po meczu trener nie był w stanie do końca wskazać przyczyny takiego wyniku. Na domiar złego, kilka dni po spotkaniu prezes klubu Witold Skrzydlewski ostrymi słowami skrytykował zawodników oraz trenera. Niebiesko-biali odpokutowali blamaż z Ostrowem już trzy dni później, tym razem przyjmując na Moto Arenie drużynę z Krosna (w ramach zaległego meczu piątej kolejki). Zwycięstwo nie było tu jednak łatwe, bo spotkanie było zaskakująco wyrównane.

Końcówka tej połowy sezonu Orła to moment, w którym bardzo ewidentne były braki w formacji juniorskiej, a tak naprawdę jeden brak. O ile Kacper Halkiewicz zaliczył kilka udanych występów, tak brakowało w Łodzi drugiego juniora. Krzysztof Lewandowski po prostu zawodził. Mimo to, pozostawał on stałym juniorem w składzie. Trener Jąder nie zdecydował się na konkretniejszą szansę dla chociażby Seweryna Orgackiego, choć takie deklaracje padały po spotkaniach z Ostrowem i Krosnem. Zostawmy jednak Lewandowskiego – nieco więcej o jego sytuacji pisaliśmy chociażby TUTAJ.

Do dwóch razy sztuka!

Przejście między połówkami tego sezonu dla Łodzi było deszczowe. Na wcześniej opisany mecz z Ostrowem mogła wpłynąć plandeka rozłożona na Moto Arenie przez prognozowane opady. Warunki atmosferyczne dały się we znaki szczególnie 14 czerwca, w trakcie gdy rzeszowskie Żurawie podejmowały Orła na jego terenie. Pierwsze kilka biegów było suchych, a w ich trakcie Stal Rzeszów zbudowała zaliczkę ośmiu punktów. Prędko jednak zjawiły się opady, które na chwilę przerwały ciągłość meczu. Ostatecznie udało się wznowić mecz – w biegu szóstym Rzeszowianie powiększyli swą przewagę do dwunastu 'oczek’, ale gwałtownie łódzkie Orły przeszły do powtarzania scenariusza z pierwszego spotkania tych drużyn. Tym razem ich celem było zwycięstwo, nie remis. Mimo przymusu zmienienia Villadsa Nagela w ostatnim biegu zawodów, to zwycięstwo udało się wywalczyć, choć tylko dwupunktowe. Cztery dni później, Orły wybierały się do Piły. Tu również nie obyło się bez kontrowersji.

Znowu Piła, znowu ciężko

W kibicach z Piły przez cały czas grzmiało przez pierwsze spotkanie dwumeczu (dla przypomnienia – mówimy tutaj o drugiej połowie czerwca, czyli okolicy momentu, w którym Polonia odwoływała się dopiero od decyzji KOL). Villads Nagel prawdopodobnie mógłby paść ofiarą gwizdów, ale zdarzyło mu się coś gorszego – kontuzja. Orły były więc pozbawione ich potężnej broni, a rezerwowo szansę na jazdę otrzymał Dan Thompson, zawodnik z zerowym doświadczeniem na łódzkich owalach. Pilanie również teoretycznie byli osłabieni, bowiem brakowało im Adriana Cyfera. Zdołali jednak nieco wcześniej zakontraktować Andreasa Lyager (podebranego z rzeszowskiej Stali, o czym więcej TUTAJ) oraz wypożyczyć Michała Curzytka z Falubazu Zielona Góra. Ta dwójka błyskawicznie dopasowała się do Piły, a Dan Thompson nie okazał się być dobrym zastępstwem dla Nagela.

W efekcie, Orły przegrały sześcioma punktami. Poza dwoma kontrowersyjnymi incydentami na torze, łódzkich kibiców zaniepokoiła wiadomość, która nadeszła dzień po meczu w Pile. Po około półtora roku pracy swoje odejście z zespołu ogłosił bowiem dyrektor zarządzający, Jan Konikiewicz. Jego osiągnięcia w klubie i atmosferę wokół odejścia podsumowaliśmy TUTAJ.

Wyboisty odcinek

Czy odejście Konikiewicza wpłynęło na drużynę? Być może, bo w Rybniku łódzkie Orły przegrały nie tylko to spotkanie, ale i dwumecz. Czerwiec musiał być po prostu słabym miesiącem dla Orła, bo gdy tylko się skończył, Łodzianie wrócili do sukcesów. 5 lipca w domowym starciu z PSŻ-tem Poznań zwyciężyli wynikiem 51:39. Dzięki temu spotkaniu, H.Skrzydlewska Orzeł wrócił do walki o play-off. Scenariusz ten pozostał rzeczywisty po następnym meczu, tym razem na wyjeździe w Krośnie, gdzie Wilki przegrały ośmioma punktami. Łódzkie Orły były w gazie, formę złapał choćby Krzysztof Lewandowski. Kiedyś jednak musiał nadejść rewanż z Bydgoszczą – i to był właśnie ten moment.

Mimo pogromu w pierwszym meczu, rewanż nie był aż tak dla Orła straszny. Pomógł tu na pewno atut własnego toru, ale również występy Olivera Berntzona (dorobek punktowy 13+1) czy wcześniej wspomnianego Krzysztofa Lewandowskiego (5+1 – do oglądania jego pleców zmusił dwukrotnie Maksymiliana Pawełczaka [sic!] i raz Szymona Woźniaka). Ostatecznie jednak Orzeł sensacji nie sprawił i przegrał 40:50… jednak przez naruszenie przepisów związanych z limitem kontraktów przez Toma Brennana, jego start w Łodzi uznano za nieważny, a jego punkty anulowano. Ostatecznie więc Orły przegrały tylko 40:44.

Mecz, który nic nie zmienił

Ostatni mecz fazy zasadniczej Łodzianie odjechali w Ostrowie Wielkopolskim. W tym sezonie ponownie nie udało się podbić tej areny, bo czteropunktową przewagą zwyciężyli gospodarze. Losy obu drużyn były jednak znane już praktycznie od zeszłej kolejki. Ostrowianie byli pewni udziału w fazie play-down, a Orzeł wirtualnie mógł się już umiejscowić w play-off. Żeby z tej fazy wypaść, w domowym meczu Polonii Bydgoszcz ze Stalą Rzeszów triumfować musieliby goście. Jako iż bydgoskiej Polonii nikt nie zdołał w tym sezonie pokonać, w Łodzi było dosyć spokojnie w tej kwestii. Scenariusz gwałtownie się potwierdził, zatem przyszła pora na pierwszą od lat fazę play-off w centralnej Polsce. Łódzki zespół został wybrany przez Polonię Bydgoszcz właśnie. Tu jednak nie brakło wiele, aby sprawić niespodziankę.

Bydgoszcz nie taka straszna!

Pierwsze spotkanie w Łodzi było wyrównane. Wynikało to jednak nie tylko z kwestii sportowych, ale także przeróżnych torowych incydentów czy kontuzji. W tym miejscu kierujemy do lektury pełnego podsumowania tamtego spotkania – tu skupiamy się na ostatecznym wyniku. Przed biegami nominowanymi Orłom udało się zbudować przewagę, która uniemożliwiła bydgoskiej Polonii zwycięstwo w spotkaniu. Bydgoszczanie doprowadzili jednak do remisu, wygrywając podwójnie oba biegi nominowane. Nie da się jednak zaprzeczyć, iż to był ogromny moment dla H.Skrzydlewska Orła – jako jedyna drużyna w tym sezonie dorównali drużynie niepokonanej, która ostatecznie awansowała do Ekstraligi. Łódzki zespół w zasadzie odebrał Polonii komplet zwycięstw.

Time to say goodbye…

W meczu łódzkim kontuzji nabawił się między innymi Villads Nagel, przez co nie wystartował już w rewanżu w Bydgoszczy. Młody Duńczyk postanowił więc ogłosić kibicom zgromadzonym na Moto Arenie, iż jego przygoda z orłem na piersi dobiega końca. Zgodnie z przypuszczeniami, Nagel wrócił do gorzowskiej Stali, skąd formalnie był wypożyczony. Brak Nagela w Bydgoszczy przyczynił się do zakończenia sezonu w i tak bardzo dobrym jak na Łodzian momencie – półfinały fazy play-off. Polonia na swoim torze zwyciężyła wynikiem 57:33, prawdopodobnie z lekką ulgą po strachu, jakiego kibice z Bydgoszczy mogli się nabawić oglądając pierwszą część tego półfinałowego dwumeczu. Kibice z Łodzi mogli zaś czuć dumę – ostatecznie łódzki Orzeł zajął czwarte miejsce w lidze, czyli najlepszy ligowy wynik od 4 lat.

To już nie remont generalny

Zapowiada się, iż w okresie 2027 łódzka kadra nie przejdzie aż tak gruntownych zmian, jak przez ostatnie kilka lat. Nic oficjalnego jeszcze nie mamy, poza deklaracją prezesa, iż cały skład jest już skompletowany. Wiemy na pewno, iż Zach Cook i Dan Thompson mają podpisane kontrakty do końca przyszłego roku, dlatego prawdopodobnie zostaną w Łodzi. Podobnej stagnacji spodziewamy się po Marcinie Nowaku. W przestrzeni medialnej z H.Skrzydlewska Orłem Łódź łączone są także takie nazwiska jak Robert Chmiel, Marko Lewiszyn oraz duński zawodnik, stawiany na potencjalnym miejscu U24: Nicolai Heiselberg. Mówi się, iż formację juniorską Orła stanowić będą Kacper Andrzejewski, Jakub Żurek oraz Bartosz Jaworski.

Idź do oryginalnego materiału