
Polska walka o podpis Juliana Zakrzewskiego-Halla weszła na nowy poziom. Cezary Kulesza wsiadł w samolot i poleciał do Stanów Zjednoczonych, by tam osobiście rozmawiać z rodziną utalentowanego napastnika. Ale według Tomasza Włodarczyka szanse na sukces tej misji są niewielkie.
Historia zaczęła się od słów Mateusza Borka, który od miesięcy przekonywał sztab reprezentacji, iż należy jak najszybciej zaklepać Zakrzewskiego-Halla dla Polski. Argument był prosty i pilny zarazem — 18-latek rozgrywa rewelacyjny sezon w NY Red Bulls (osiem goli i trzy asysty w 11 meczach), europejskie kluby już się rozglądają, a gdy dostanie kontrakt na Starym Kontynencie i umowy sponsorskie, Ameryka go przyblokuje.
Tym razem Borek dostał odpowiedź w postaci działania — Kulesza wyleciał osobiście do USA i spotkał się z matką piłkarza. Po powrocie napisał na platformie X: „Byliśmy tego samego zdania — iż nazwisko Zakrzewski pięknie prezentuje się na biało-czerwonej koszulce.”
Włodarczyk studzący optymizm
Mimo gestów ze strony PZPN, Tomasz Włodarczyk nie jest optymistą. Z jego informacji wynika, iż piłkarz mocniej skłania się ku grze dla kraju urodzenia — Stanów Zjednoczonych, w których się wychował i dla których grał już w reprezentacjach młodzieżowych. Karta, którą USA grają bardzo skutecznie, to Mistrzostwa Świata 2026, na które „Jankesi” pojadą jako współgospodarze. Zakrzewski-Hall mógłby tam rozegrać mundial na własnym podwórku — to perspektywa trudna do przebicia.

2 godzin temu
















