H. Skrzydlewska Orzeł Łódź przez pierwszą połowę spotkania stawiał się faworytowi z Bydgoszczy. Marcin Nowak mimo wszystko może zaliczyć spotkanie do udanych, choć rozpoczął je od małej wpadki.
– Drużynowo naprawdę do połowy meczu było fajnie. Cały czas była piłka w grze, później gdzieś tam gospodarze nam uciekli. Indywidualnie też lepiej niż w fazie zasadniczej. Gdzieś tam wyciągnąłem wnioski z poprzedniego meczu i cieszę się, iż tak to się udało. Chociaż jestem mega rozgoryczony pierwszym wyścigiem. Żałuję trochę, iż mocniej nie uwierzyłem w to, co miałem zapisane w zeszycie, tylko na bieżąco gdzieś tam chciałem ustawiać. Niestety to nie zagrało – powiedział Nowak dla portalu Łódzki Żużel.
31-latek jest zadowolony ze swojego występu. Jak uznał, tor w Bydgoszczy zwykle jest dość podobny.
– Tutaj zwykle jest podobnie – start jest bardzo ważny, a ta ścieżka, która gdzieś tam na zewnętrznej w Bydgoszczy króluje, jest kluczowa. Trochę to wygląda tak, iż kto pierwszy dopadnie się do tej ścieżki, ten wygrywa wyścig. Parę razy się udało, parę razy się nie udało, ale całokształt indywidualnie naprawdę fajnie. Drużynowo do dziesiątego biegu, powiedzmy, też było dobrze – mówi.
Nowak nie ukrywa, iż jest szczęśliwy z rezultatu osiągniętego przez swój zespół, tym samym zadając kłam wielu przedsezonowym teoriom.
– Ja mogę powiedzieć tylko: „A nie mówiłem?”. W zimowych wywiadach powtarzałem, iż stać nas na awans do pierwszej czwórki. Gdzieś tam przez niektórych byłem wręcz wyśmiewany, iż bujam w obłokach. Udowodniliśmy, iż nas na to stać. Jestem bardzo zadowolony. Cały sezon trochę pecha, trochę szczęścia w niektórych przypadkach. Suma summarum chyba wyszło na zero. Byliśmy w tej czwórce, jesteśmy cały czas. Można powiedzieć, iż szkoda, iż z Bydgoszczą jechaliśmy w tych półfinałach, ale trudno – mówi.
Marcin Nowak















