Łodzianie nie przyjechali się położyć
Abramczyk Polonia po awansie do fazy play-off wykonała pierwszy główny cel. Kolejnym był awans do finału co również przyszło im stosunkowo łatwo, choć nie bez stresu. W pierwszym spotkaniu w Łodzi zremisowali bowiem z miejscowym H.Skrzydlewska Orłem i niczego nie mogli być pewni. W rewanżu pokazali jednak dominację wygrywając 57:33. Dokonali tego bez kontuzjowanego Maksymiliana Pawełczaka.
Na razie wykonujemy zadanie postawione nam przed sezonem. Bardzo się z tego cieszę – przyznał w rozmowie z klubowymi mediami trener Dariusz Śledź.
Wynik nie oddaje w żaden sposób napięcia jakie panowało w ekipie Abramczyk Polonii. Szczególnie, iż dopiero w drugiej części spotkania zdołali uciec rywalom. Do 6. gonitwy różnica wynosiła zaledwie dwa punkty na korzyść gospodarzy i dało się wyczuć nerwy. Szczególnie, iż goście jechali bez jednego ze swoich najlepszych zawodników – Villadsa Nagela.
Początek zawodów był jednak nerwowy, bo Łodzianie postawili nam wysoko poprzeczkę . Nie przyjechali się tutaj przecież położyć przed nami. Wiedzieliśmy, iż będą walczyć do końca – dodał szkoleniowiec.
Pomógł team-spirit
Największym problemem na początku zawodów dla gospodarzy było wychodzenie spod taśmy startowej. To sprawiło, iż goście początkowo mogli utrzymać bardzo małą różnicę punktową i napsuć sporo krwi faworyzowanej Abramczyk Polonii. najważniejsze w tym kontekście było jedno – kooperacja drużyny, który pomogła zażegnać kryzys.
W tej sytuacji trzeba podziękować zawodnikom i mechanikom bo podejmowali dobre decyzje. Fajna komunikacja w drużynie co trzeba docenić. To pomogło nam opanować starty, które były dla nas początkowo problemem – zauważył Śledź.
W ostatecznym rozrachunku praktycznie wszyscy zawodnicy pojechali na miarę swoich możliwości. Czwórka liderów i Wiktor Przyjemski zanotowała „dwucyfrówki”. Jedynym zawodnikiem, któremu nie udała się ta sztuka był Kacper Andrzejewski, który w tym sezonie i tak prezentuje wysoką formę.
Kacper miał dzisiaj trudniejszy dzień, ale porozmawiamy sobie o tym – powiedział trener.
Co z Maksymilianem Pawełczakiem?
Wynik byłby z pewnością odmienny gdyby na zawodach obecny był najlepszy junior ligi i jej czołowy zawodnik – Maksymilian Pawełczak. Wszyscy w klubie liczą, iż bydgoski diament zdoła wyleczyć się na czas finału. Niestety wciąż nie wiadomo czy ta sztuka się uda co potwierdził na koniec szkoleniowiec Abramczyk Polonii.
Niestety taki jest ten sport. Kontuzje są jego nieodłączną częścią. Miejmy jednak nadzieję, iż będziemy w komplecie na końcowe spotkania – zakończył.

















