
Znalazł się kolejny chętny na walkę z Dawidem Załęckim. Podłożem tego pojedynku miałaby być rzekoma… kradzież.
Dawid „Crazy” Załęcki w ostatnią sobotę po raz kolejny pokazał, iż w świecie freak fightów zagrozić mu mogą jedynie zawodnicy z prawdziwego zdarzenia, którzy dysponują pierwszorzędnymi umiejętnościami czy doświadczeniem. Jego występ na gali FAME 29 był jednym z tych momentów, o których mówi się jeszcze długo po zakończeniu wydarzenia i to w kontekście absolutnej dominacji. W starciu z Bartoszem Szachtą, czyli pojedynku, który nie był typową sportową rywalizacją, ale konfrontacją napędzaną emocjami i osobistym napięciem – „Crazy” pokazał się w genialny sposób, udzielając lekcji młodszemu zawodnikowi z Torunia.
Otóż pomimo bardzo emocjonalnego podejścia ze względu na lata przyjaźni Załęcki wszedł do walki bardzo skoncentrowany. Nie starał się on jednak narzucić presji od pierwszych sekund, skracając dystans i zmuszając rywala do cofania się. Objął wygodną dla siebie pozycję na środku klatki i czekał na rozwój wydarzeń – to on chciał dyktować tempo i warunki w klatce, bazując na kontruderzeniach.
Jego ofensywa opierała się głównie na niskich kopnięciach, co podyktowane było tym, iż już po 20. sekundzie walki walczył de facto jedną ręką, bowiem wybił sobie palec u lewej ręki. Wspomniane konsekwentnie stosowane przez niego niskie kopnięcia stopniowo odbierały Szachcie nie tylko mobilność, ale i wolę walki. Wraz z każdą kolejną akcją mieliśmy do czynienia z wyraźnym sygnałem, iż Załęcki nie zamierza zostawiać decyzji w rękach sędziów.
Szachta co prawda próbował odpowiadać, szukał swoich momentów, ale miał problem z przejęciem inicjatywy. Z sekundy na sekundę przewaga „Crazy’ego” stawała się coraz bardziej widoczna – zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Widać było, iż Załęcki jest w swoim żywiole, a dodatkowe emocje tylko go napędzają. Ponadto, Szachta w międzyczasie mierzył się z osobami znajdującymi się… poza oktagonem. Mowa chociażby o Denisie Załęckim, czy „Malisze”, którzy wykrzykiwali grubiańskie słowa pod jego adresem, skutecznie go rozpraszając.
ZOBACZ TAKŻE: Mariusz Wach ogłosił kolejną walkę. Zawalczy o pas
Ostatecznie pojedynek zakończył się przed czasem, po tym jak Szachta nie był w stanie dalej walczyć. Było to następstwo potężnych low kicków w jego wykroczną nogę, które z czasem sprawiły, iż ten padał na deski. Dla Załęckiego było to wyraźne zwycięstwo, które umocniło jego pozycję jako jednego z najbardziej wyrazistych i nieustępliwych zawodników w FAME.
Jest chętny na walkę z Dawidem Załęckim
Pomimo tego, iż Dawid jest bardzo dobrym zawodnikiem jak na freak fighty, to jednak wiele razy zdarzyło mu się odnieść porażkę. Wygrywał z nim choćby Denis Labryga czy Michał Materla, którzy jednak są oczywiście znacznie lepszymi, a przede wszystkim większymi zawodnikami od Szachty.
ZOBACZ TAKŻE: Krzysztof Głowacki przed Babilon MMA 56: Nie jestem skończony, to był wypadek przy pracy
Teraz na horyzoncie wyłania się sylwetka innego znanego zawodnika, który byłby chętny nie tyle skrzyżować rękawice z „Crazym”, co go pokonać. Co ciekawe, motywacją do tego było wyjście do walki Załęckiego, któremu towarzyszył utwór „Stary Lew”:
Dawidzie Załęcki, skradłeś mi przydomek starego Lwa i musimy zawalczyć o miano Lwa, prawdziwego Lwa w MMA oczywiście. Pamiętasz, jak mi proponowałeś walkę na High League? Skradłeś mi przydomek, jest mi z tego powodu przykro, więc trzeba to wyjaśnić – walka o miano Lwa.
– oznajmił Dariusz Kaźmierczuk w swoim Insta Story.

Niewątpliwie Dariusz wpadł na interesujący pomysł, jednakże z pewnością finalnie by go żałował. Co prawda finansowo może byłby usatysfakcjonowany, natomiast nie ma on absolutnie żadnych szans w rywalizacji z Załęckim, który ostatnio zdaje się sugerować, iż jego czas we freak fightach przemija.

2 godzin temu
















