Janowski mówi o czwartym tytule IMP. Nie ma wątpliwości

speedwaynews.pl 1 godzina temu

Błoto na Stadionie Olimpijskim nie przeszkodziło rywalom w stoczeniu błyskawicznej batalii, choć aura z pewnością dała się wszystkim we znaki. Spotkanie Betard Sparty Wrocław z Krono-Plast Włókniarzem Częstochowa trwało zaledwie osiem wyścigów, zanim opady deszczu zmusiły sędziego do przerwania rywalizacji. Gospodarze wygrali 27:21, zgarniając komplet trzech punktów do tabeli i spokojnie oczekując na rozstrzygnięcia u pozostałych ekip PGE Ekstraligi.

Eksperci stawiali przed pierwszym biegiem częstochowian na pożarcie, ale na wrocławskim owalu kapitalną formę zaprezentował Jakub Miśkowiak. Wychowanek klubów ze Wschowej zdobył aż 12 z 21 punktów swojej drużyny, triumfując we wszystkich czterech startach i kompletnie dominując rywali na wyjściu z pierwszego łuku. O postawie rywala ciepło wypowiedział się po zawodach kapitan Węgrów, Maciej Janowski.

Kuba jest znany z atomowych startów i dzisiaj wykorzystał je w 100%, więc gratulacje dla Kuby. Od początku byliśmy nastawieni, iż ten mecz może być właśnie tak rozgrywany, w ekspresowym tempie i wiedzieliśmy, iż no musimy zbierać te punkty. Kuba sprawiał nam problemy, ale na szczęście udało nam się zebrać więcej niż goście i to daje nam te trzy punkty – komentował na gorąco popularny „Magic”.

Ściganie w stolicy Dolnego Śląska przypominało przeprawę przez grząskie pole. Siąpiący opad z każdą minutą utrudniał rywalizację, tworząc pod kołami motocykli groźną mazię. Ośmiobiegowy spektakl zyskał akceptację samych zawodników, dla których priorytetem w końcowej fazie rozgrywek pozostaje zdrowie i sprawność sprzętu.

Taki deszcz siąpiący od pół godziny na pewno nie pomaga. W momencie, kiedy już widzieliśmy po pierwszym biegu, iż tej wody było bardzo dużo, na torze było dużo błota… No ale później, im dalej w zawody, tym ten deszcz był coraz mocniejszy i nie jechało się łatwo. Więc taka decyzja – my się z nią zgadzamy jako zawodnicy. Oczywiście chcielibyśmy pojechać wszystkie wyścigi, no ale to też nie było najważniejsze, patrząc na czas tego sezonu – przyznał Janowski.

Lider Sparty ma za sobą znakomity czas, uwieńczony zdobyciem czwartego w karierze tytułu indywidualnego mistrza Polski. Choć fani wciąż żyją jego złotym medalem z czempionatu, sam zainteresowany twardo stąpa po ziemi i nie zamierza rozpamiętywać sukcesów, mając w perspektywie kolejne wyzwania.

Każdy smakuje cudownie. Jednak nie jestem zawodnikiem, który gdzieś tam bardzo pochyla się nad tym, co udało mi się zrobić. Czuję się bardzo normalnie z czterema tytułami czy z trójką. I oczywiście jest to jakieś tam uhonorowanie mojego teamu i tych wszystkich godzin, które spędzamy w warsztacie i na treningach, ale zawsze patrzę na to, co przed nami i raczej na tym się skupiam. Cieszę się, iż tak się wydarzyło, jest to ogromna sprawa dla mnie, ale jeszcze mamy troszkę ważnych imprez do końca sezonu i na razie na tym skupiam – podkreślił wrocławianin.

Idź do oryginalnego materiału