To miało być hitowe starcie Krajowej Ligi Żużlowej. Lider kontra wicelider rozgrywek. Dwaj pretendenci do awansu. Zakończyło się pogromem i jedną z najwyższych porażek Startu na trzecim poziomie rozgrywkowym. W Gdańsku nie zawiódł praktycznie nikt, ale duże brawa należą się szczególnie juniorom – Erykowi Kamińskiemu i Janowi Przanowskiemu. Skradli oni show w tych zawodach a wychowanek GKM zanotował kolejny udany występ zdobywając 7+2 w pięciu startach. Jak sam przyznaje – nie było jednak idealnie.
Trochę jestem zdenerwowany, bo drobny błąd spowodował, iż nie przywieźliśmy podwójnego zwycięstwa w biegu juniorskim. Dałem się minąć po Dobrze, iż w tej sytuacji Eryk dowiózł zwycięstwo. Później minął mnie też rezerwowy Startu (Jacob Jensen – przyp. red.) czego mogłem uniknąć. Niemniej jednak mogę być zadowolony. Było dobrze ale nie idealnie – przyznał w rozmowie ze speedwaynews.pl
Mecz rozpoczął się od problemów z torem, które zgłosili zawodnicy z Gniezna. Było to pokłosie ogromnych opadów, które miały miejsce w nocy i na dzień przed meczem. Często zdarza się, iż opady potrafią zupełnie wybić z tropu gospodarzy i dać duży atut przyjezdnym. W niedzielę tak nie było, choć junior początkowo miał swoje problemy.
Tak, trochę zaskoczył mnie ten tor. Z pewnością wpływ na to miały opady, które zawitały do Gdańska przed meczem. Mój błąd polegał na tym, iż zdecydowałem się nie zmieniać nic w motocyklu od poprzedniego meczu. Na szczęście chłopacy dobrze rozczytali nawierzchnię i naprowadzili mnie na dobre tory za co jestem im wdzięczny – dodał.
Szansa w biegach nominowanych i szalona euforia rodziny
Podsumowaniem dobrego występu była jego dyspozycja w biegu 15. Tam wraz z Kamińskim dostał szansę zmierzyć się z najlepszymi tego dnia zawodnikami Startu. Młodzieżowcy nie dali szans rywalom a Przanowski dowiózł dwa punkty i bonus. Cały stadion wiwatował, ale zdecydowanie najbardziej rodzina zawodnika.
Z pewnością było to miłe, iż cała rodzina mnie obserwowała. Co prawda nieco bardziej się stresowałem, bo chciałem dobrze wypaść. Na szczęście udało się przywieźć dobry wynik. Wyszło tak jakbym tego oczekiwał. Nie przyniosłem wstydu (śmiech) – zakończył wychowanek GKM.
Jan Przanowski














