Wykluczenie Władysława Heraskewycza jest jednym z największych skandali trwających zimowych igrzysk olimpijskich w Cortinie d'Ampezzo i w Mediolanie. Przewodnicząca Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Kirsty Coventry, a także jego członkini Maja Włoszczowska tłumaczyły, iż reguły obowiązują wszystkich, a Ukrainiec złamał jedną z głównych zasad Karty Olimpijskiej, przychodząc na zawody z demonstracyjnym kaskiem przedstawiającym sportowców zabitych w wojnie. Jeszcze w czwartek przed startem zaproponowano mu kompromis - mógł przynieść kask, ale nie mógł w nim startować. Nie zgodził się na to i został zdyskwalifikowany.
REKLAMA
Zobacz wideo Natalia Czerwonka piętnastą łyżwiarką igrzysk olimpijskich na 1000 metrów
Heraskewycz idzie do CAS
Heraskewycz nie zamierza tak zostawić tej sprawy. Sportowiec zamierza pójść z tą sprawą do Międzynarodowego Trybunału ds. Sportu w Lozannie.
- Zaproponowali, iż pokażą mnie w kasku tylko w strefie mikstowej, a na starcie muszę jechać w innym. Ale uważam, iż mam takie same prawa jak inni sportowcy. Przygotujemy pozew do CAS i będziemy dalej walczyć o nasze prawa - powiedział ukraińskim mediom po opuszczeniu wioski olimpijskiej (cytat za sport.ua).
- przez cały czas uważam, iż nie złamaliśmy przepisów i mieliśmy prawo wystąpić w tym kasku, tak jak inni sportowcy wcześniej. Nie wyjaśniono mi, dlaczego te same przepisy nie mają zastosowania w innych przypadkach, na przykład w przypadku flagi rosyjskiej lub doniesień o martwych partnerach. Kask nie ma kontekstu politycznego - tłumaczył.
Heraskewycz miał misję
Władysław Heraskewycz był chorążym reprezentacji Ukrainy podczas ceremonii otwarcia ZIO 2026. "Kask pamięci" miał być demonstracją i przypomnieniem, iż w jego ojczyźnie wciąż toczy się wojna, w której giną cywile. Swojej decyzji nie żałuje.
Tymczasem pojawia się coraz więcej głosów, m.in. od prezydenta FIFA Gianniego Infantino, by dopuścić sportowców z Rosji do międzynarodowej rywalizacji.

2 godzin temu
















