PRES Grupa Deweloperska Toruń jest bardzo blisko finału PGE Ekstraligi. Tym razem tor przy Alejach Zygmuntowskich nie okazał się koszmarem „Aniołów”. Znakomicie wyglądali Mikkel Michelsen (12), Emil Sajfutdinow (11+1) i Norick Bloedorn (9+2). Na niższe noty zasłużyli tylko Robert Lambert i przede wszystkim Patryk Dudek. Ten ostatni wygrał swój pierwszy wyścig, a później nie był sobą. Zaliczył m.in. porażkę z Bartoszem Jaworskim. Trener gości został rzecz jasna zapytany o postawę indywidualnego mistrza Polski z 2025 roku.
– Wydaje mi się, iż z Patrykiem jest wszystko w porządku, na pewno to była kwestia przełożeń. Patryk troszkę się pogubił. Czasem widać po zawodnikach, iż jeszcze nie gra tak, jak trzeba. jeżeli przychodzi i mówi żeby w 14 biegu pojechał Norick, to podchodzi do tego uczciwie. Ta uczciwość jest ważna i za nią mu dziękuję – powiedział nam po zawodach Piotr Baron.
Patryk Dudek potrzebny w optymalnej formie
Przed PRES Toruń i Orlen Oil Motorem Lublin rewanżowe spotkanie na Motoarenie, które zaplanowano na 13 września. Sześciopunktowa zaliczka sprawia, iż „Anioły” są w komfortowej sytuacji. Mimo to, trener Baron tonuje nastroje i wskazuje, iż jego zespół musi ciężko pracować, by przypieczętować awans do finału PGE Ekstraligi.
W ostatnich trzech spotkaniach mistrzowie Polski potrzebują Patryka Dudka w najlepszej możliwej formie. Menedżer Dariusz Sajdek zapewnił nas w Lublinie, iż „Duzers” nie boryka się już z żadnymi problemami zdrowotnymi. Przypomnijmy – podczas finału DPŚ na PGE Narodowym w Warszawie, reprezentant Polski walczył nie tylko z rywalami, ale być może przede wszystkim z żołądkiem. W ligowym spotkaniu w Gorzowie startował świeżo po wyleczeniu kontuzji, której nabawił się w trakcie 3. finału IMP w Ostrowie Wielkopolskim.
W Lublinie gorszą dyspozycję Dudka i Roberta Lamberta zamazał wspominany wyżej Norick Bloedorn. Niemiecki zawodnik do lat 24 PRES Toruń został doceniony przez kibiców, którzy wybrali go zawodnikiem pierwszej odsłony półfinałów PGE Ekstraligi. Kłopoty z początku sezonu najprawdopodobniej zostawił za sobą Mikkel Michelsen, który znów nie zawiódł w ważnym meczu.
















