Elżbieta Glinka należy do najlepszych polskich biegaczek długodystansowych, ale mimo rekordowych wyników nie może liczyć na stałe wsparcie finansowe. Większość obozów treningowych opłaca z własnej kieszeni. O problemach polskiego biegania wyczynowego opowiedziała w programie „Lekkie Gadki” w TVP Sport. Podczas dyskusji Marek Tronina, prezes Fundacji „Maraton Warszawski”, zaproponował stworzenie programu wsparcia dla utalentowanych zawodników.
Polskie biegi uliczne przeżywają okres dynamicznego rozwoju. Maratony i półmaratony przyciągają rekordowe liczby uczestników, a największe imprezy coraz skuteczniej konkurują o biegaczy z zagranicy.
Za sukcesami organizacyjnymi nie nadążają jednak wyniki krajowej elity. W Polsce brakuje zawodników zdolnych do regularnej rywalizacji na najwyższym międzynarodowym poziomie, a choćby ci, którzy osiągają wartościowe rezultaty, muszą samodzielnie szukać pieniędzy na przygotowania.
Przykładem jest Elżbieta Glinka. Rekordzistka Polski w półmaratonie przyznała w programie „Lekkie Gadki”, iż mimo sukcesów sportowych nie otrzymuje stałego stypendium, a jej przygotowania w dużej mierze zależą od własnych możliwości finansowych.
– Nie chcę absolutnie narzekać na finanse, ale ten system… Ja aktualnie jestem rekordzistką Polski, mam jakieś wyniki, a finansowania systemowego nie mam. Nie mam żadnego stypendium. Walczę o nie, ale jeszcze go nie mam – powiedziała podopieczna Mikołaja Raczyńskiego.
Większość obozów opłaca sama
Glinka szczegółowo opowiedziała o finansowaniu swoich przygotowań. Jak wyjaśniła, Polski Związek Lekkiej Atletyki pokrył koszty zgrupowania przed mistrzostwami Europy w Birmingham, gdy uzyskała wymagane minimum. Wcześniej jednak, choćby przed jednym z najważniejszych startów międzynarodowych, Warszawianka nie mogła liczyć na podobną pomoc.
– jeżeli chodzi o zgrupowanie przed mistrzostwami Europy, pokrył je związek z uwagi na to, iż zrobiłam minimum. Ale przed zwyciężeniem w Pucharze Europy nie było w ogóle mowy o pokryciu zgrupowania. Jeden obóz połowicznie został pokryty przez związek na początku roku, a poza tym wszystko finansuję z własnej kieszeni – relacjonowała.
Aby móc trenować na poziomie wyczynowym, Glinka zdecydowała się również na urlop bezpłatny. Podkreśliła, iż w podjęciu tej decyzji pomogła jej postawa pracodawcy.
– Na szczęście miałam duże wsparcie w moim pracodawcy, który pomógł mi podjąć tę trudną decyzję przejścia na urlop bezpłatny i dał mi trochę wsparcia od siebie – przyznała.
Zawodniczka nie ukrywała, iż trudności finansowe prowadziły do momentów zwątpienia. Jeszcze przed rekordowym występem w Gdańsku zastanawiała się, czy dalsze inwestowanie w karierę ma sens.
– Są to sprawy trudne, ja nie lubię narzekać, raczej staram się po prostu wykorzystywać swoje możliwości i okazje. Ale przed półmaratonem w Gdańsku zastanawiałam się, czy to wszystko ma sens – mówiła Glinka.
Wybiegała sobie budżet na przygotowania
Przełomem okazał się występ w PSG Garmin Półmaratonie Gdańsk. Za ustanowienie rekordu Polski (1:08:48) zawodniczka otrzymała premię w wysokości 100 tys. zł. Pieniądze pozwoliły jej zabezpieczyć budżet na kolejne miesiące przygotowań i spokojniej planować dalszy rozwój sportowy.
fot. Michał Buczyński
– Teraz los się do mnie uśmiechnął, ponieważ organizator półmaratonu w Gdańsku zabiegał o kontakt i wspominał o tej nagrodzie związanej z rekordem Polski. Mam teraz spokojną możliwość przygotowań dalej, inwestowania dalej w to bieganie, bo wiem, iż bez inwestowania i takich poważnych kroków nie byłoby szybkiego biegania – tłumaczyła.
Historia Glinki pokazuje jednak, jak wiele w polskim bieganiu wyczynowym zależy od pojedynczych sukcesów, nagród finansowych i indywidualnej przedsiębiorczości zawodników. Jednorazowa premia może zapewnić środki na przygotowania, ale nie zastępuje stabilnego finansowania, które pozwalałoby planować karierę w perspektywie kilku sezonów.
fot. Łukasz Szeląg
Sama zawodniczka przekonuje, iż w Polsce nie brakuje talentów. Problemem jest stworzenie im warunków do rozwoju.
– Ja mocno wierzę w to i jestem przekonana, iż w Polsce naprawdę jest bardzo dużo utalentowanych osób. Pytanie, gdzie oni są i czemu nie trenują, czy może trenują w złych rękach, nie wiem – zastanawiała się.
Glinka podkreśliła również, iż jej motywacją jest chęć udowodnienia, iż polscy długodystansowcy mogą rywalizować z europejską czołówką.
– Chciałam troszeczkę pokazać, iż możemy w Polsce gwałtownie biegać. Był to mój cel i chciałam wykorzystać swój talent. Już wzięłam się za to, wkręciłam się i uważam, iż stać mnie na bardzo dużo, więc to mnie trochę jeszcze niesie – powiedziała.
Marek Tronina: Glinka nie jest produktem systemu
Do sytuacji rekordzistki Polski odniósł się Marek Tronina, prezes Fundacji „Maraton Warszawski”. Jego zdaniem sukcesy Glinki nie świadczą o skuteczności krajowego modelu szkolenia, ale pokazują, jak wiele zależy od determinacji samych zawodników.
– Ela Glinka, przy olbrzymiej mojej sympatii dla niej, nie jest produktem systemu. Ona jest produktem przypadku i własnej determinacji plus pewnych okoliczności, które się zdarzyły. My potrzebujemy system zbudować. My takiego systemu nie mamy i tyle – ocenił.
Skalę problemu obrazują również wyniki polskich maratończyków. Podczas programu zwrócono uwagę, iż rezultat w granicach 2:19 daje w tej chwili miejsce w ścisłej krajowej czołówce, podczas gdy trzy dekady temu podobny czas plasował zawodnika dopiero w piątej dziesiątce polskich wyników sezonu. Tymczasem na świecie setny rezultat tegorocznych tabel jest lepszy niż 2:06:30.
Kuba Pawlak, dziennikarz biegowy i komentator, prowadzący podcast „Race Pace” wskazał na mechanizm, który utrudnia odbudowę polskiego biegania wyczynowego.
– Doszliśmy do takiego trochę błędnego koła, iż nie ma wyników, to nie ma pieniędzy i nie ma wsparcia, a nie ma pieniędzy i nie ma wsparcia, bo nie ma wyników – zauważył.
Przywołał również przykład innej podopiecznej Mikołajka Raczyńskiego, Katarzyny Cieślar, która osiąga wartościowe wyniki (31:45 na nieprawidłowo wytyczonej trasie NightWave we Wrocławiu), jednocześnie pracując zawodowo jako nauczycielka. Podobną drogę przeszli Andrzej Witek i Elżbieta Glinka, rozwijający kariery na własnych zasadach i samodzielnie poszukujący partnerów.
fot. Sportografia.pl
20 firm dla 20 zawodników. Tronina proponuje rozwiązanie
Podczas programu Marek Tronina przedstawił pomysł stworzenia programu finansowania najbardziej perspektywicznych polskich biegaczy. Projekt miałby opierać się na współpracy ze sponsorami komercyjnymi, którzy objęliby indywidualnym wsparciem młodych zawodników.
– Mogę się podjąć, i mówię to najzupełniej poważnie, znaleźć 20 firm, które wezmą pod opiekę 20 najbardziej rokujących osób z polskiego świata biegowego. Takich, którzy wchodzą w ten najtrudniejszy okres, kiedy łatwo zrezygnować z dalszej kariery, bo już mamusia i tatuś się nie opiekują, a jeszcze się nie zarabia – zadeklarował.
Kluczowym elementem przedsięwzięcia miałoby być zaangażowanie mediów. Tronina podkreślił, iż firmy finansujące sportowców muszą otrzymać wymierne korzyści wizerunkowe, a same wyniki sportowe nie wystarczą do pozyskania sponsorów.
– Żeby one [pieniądze] się pojawiły z rynku komercyjnego, to ci ludzie, którzy mają je dać, powinni mieć tak zwany ROI, czyli zwrot z inwestycji. I to nie jest zwrot w postaci finansowej, tylko w postaci komunikacji, z tego, iż ktoś zobaczy ich logotyp, iż wspierają zawodnika – wyjaśnił.
Prezes Fundacji „Maraton Warszawski” wskazał, iż naturalnym partnerem medialnym takiego projektu mogłaby być Telewizja Polska, która pokazywałaby rozwój młodych sportowców i budowała ich rozpoznawalność.
– Po drugiej stronie musi się znaleźć ktoś taki jak na przykład Telewizja Polska, która weźmie na siebie zobowiązanie, iż będzie taki projekt pokazywać. Bo jak ten projekt pociągniemy przez 4–5 lat, to z tego będą efekty – przekonywał.
Glinka myśli o igrzyskach. Maraton musi poczekać
Mimo trudności Elżbieta Glinka nie zamierza rezygnować z ambitnych celów. Jej priorytetem pozostają krótsze dystanse, w tym bieg na 10 000 m, na którym chciałaby powalczyć o kwalifikację olimpijską.
fot. Radosław Jóźwiak
– Zdecydowanie będę walczyć o zbliżenie się, mam nadzieję, iż pobicie minimum na igrzyska olimpijskie, które zakładam, iż będzie podobne albo nieco szybsze niż minimum na mistrzostwa świata w Pekinie, czyli 30:40 – zapowiedziała.
Debiut maratoński pozostaje w jej dalszych planach. Zawodniczka podkreśla, iż przejście na królewski dystans wymaga odpowiedniego przygotowania i nie powinno być decyzją podejmowaną pod wpływem chwili.
– jeżeli chodzi o samo moje bieganie maratonu, to na ten moment jeszcze nie ma tego w planach. Są tu plany takie dalekobieżne, na razie skupiam się na dystansach krótszych, bo mamy igrzyska przed sobą – wyjaśniła.
Źrodło: TVP Sport, red
fot. w nagłówku Sportografia.pl

1 godzina temu











