Pracował na lotnisku, żeby sfinansować treningi z najlepszymi sprinterami świata. Po dołączeniu do elitarnej grupy Dennisa Mitchella spełnił wielkie marzenie o przebiegnięciu 100 m poniżej 10 sekund. Ma plan uczynić Polskę „najpiękniejszym sprintersko krajem na świecie”. Sam Blaskowski, Amerykanin polskiego pochodzenia, doskonały rok kończy jednak skandalem. – Jest mi wstyd i czuję zażenowanie swoim zachowaniem.
„Nie mogę zmienić przeszłości”
Sam Blaskowski 30 maja br. spełnił swoje wielkie marzenie o przebiegnięciu 100 metrów poniżej 10 sekund. Podczas Music City Track Carnival w Cleveland 23-latek zatrzymał zegar na 9.89. W jednej chwili z anonimowego dla większości kibiców zawodnika z Wisconsin stał się absolutnym objawieniem lekkoatletyki, a jego bieg został internetowym wiralem. W tamtym momencie tylko jeden biały sprinter, Francuz Christophe Lemaitre, przebiegł 100 metrów szybciej, bo w 9.92 (uściślimy, iż w lipcu br. nieoficjalny tytuł najszybszego białego powędrował do Lachlana Kennedy’ego z Australii, który w Glasgow uzyskał 9.85).
Dzień po swoim wyczynie w podcaście Citius Mag Blaskowski zastrzegał, iż woli, aby o jego wyniku mówić w innym kontekście niż poprzez kwestie rasowe. – Chciałbym, żeby skupiano się na tym, iż jestem teraz drugi na świecie, albo iż jestem najlepszym Amerykaninem. Wszyscy sprowadzają mój wynik do koloru skóry. Wolałbym, żeby mówili: jest teraz jednym z najlepszych Amerykanów. Nie trzeba w to wciągać kwestii rasy.
Okazuje się jednak, iż kiedyś kwestie rasowe były dla Blaskowskiego istotne. W mediach społecznościowych pojawiły się archiwalne wpisy sprintera z czasów, gdy miał 16 lat. Kontrowersji całej sprawie dodaje fakt, iż na początku roku Blaskowski dołączył do elitarnej grupy sprinterów Star Athletics, założonej przez Dennisa Mitchella. Największymi gwiazdami drużyny z Florydy są osoby czarnoskóre – Christian Coleman, Kenny Bednarek, Sha’Carri Richardson czy Melissa Jefferson-Wooden.
Star Athletics wydało już w sprawie oświadczenie, w którym czytamy o „głębokim zaniepokojeniu” oraz „braku tolerancji dla dyskryminacji”. – Dokładnie przeanalizowaliśmy tę sytuację wewnętrznie i uznaliśmy, iż zgodnie z naszym kodeksem postępowania adekwatnym krokiem będzie odejście Sama Blaskowskiego ze Star Athletics – poinformowano.
Do starych wpisów Blaskowskiego odniósł się w mediach społecznościowych piąty zawodnik na 100 m w historii (9.74) Justin Gatlin. – Takie rzeczy nie mogą mieć miejsca w naszym sporcie (…) Sport powinien być bezpieczną przestrzenią, w której wszyscy ludzie mogą cieszyć się wspólnym uprawianiem sportu, niezależnie od rasy, koloru skóry czy kraju pochodzenia – stwierdził. Przypomnijmy, iż zarówno Gatlin jak i trener Dennis Mitchell mają na koncie głośne wpadki dopingowe, po których trudno mówić, iż sami stanowili dla lekkoatletyki „bezpieczną przestrzeń” [WIĘCEJ: Jak tłumaczą się dopingowicze? Między absurdem a niewinnością – Bieganie.pl].
Blaskowski wydał długie oświadczenie ws. dawnych wpisów. Nie szuka w nim wymówek, ale przyznaje, iż odczuwa „zażenowanie i wstyd” swoim zachowaniem sprzed lat.
– Wartości, które dziś wyznaję i sposób, w jaki żyję jako dorosły, bardzo różnią się od osądu, którym kierowałem się, gdy byłem młodszy. Z wiekiem miałem okazję dowiedzieć się więcej o rasizmie, uprzedzeniach i odpowiedzialności, jaka wiąże się z publiczną rozpoznawalnością. Jestem wdzięczny osobom, które skłoniły mnie do zrozumienia, dlaczego moje czyny były niewłaściwe. To doświadczenie ukształtowało mnie i sprawiło, iż jestem dziś tym, kim jestem. Każdego dnia staram się swoim postępowaniem stawać się lepszym człowiekiem. Mimo to nie mogę zmienić przeszłości i ponownie biorę pełną odpowiedzialność za te czyny — niezależnie od tego, ile wtedy miałem lat – czytamy.
Blaskowski dodał, iż rozmawiał o sprawie ze swoimi kolegami ze Star Athletics, próbując odbudować zaufanie, które nadszarpnął. – Do wszystkich, których skrzywdziłem — wtedy i teraz, blisko i daleko: słyszę was, widzę was i przepraszam – podsumował.
Trzecioligowiec z awansem do ekstraklasy
Sam Blaskowski to chłopak z Wisconsin. Po skończeniu liceum w Oshkosh na studia przeniósł się 250 km na zachód, do La Crosse. Tam przez kolejne cztery lata związał się z uczelnią z III, a więc najniższej dywizji NCAA. Zaważyły m.in. względy rodzinne. Dziadkowie Sama mieszkali kilometr od kampusu, a jego rodzice byli absolwentami szkoły (tato w studenckich czasach trenował zapasy).
W La Crosse lekkoatletyczny potencjał Blaskowskiego, dostrzeżony jeszcze w czasach licealnych, mocno się rozwinął. Na trzecim roku studiów przebiegł 100 m w 9.99 s. Wynik co prawda nie może być uznany za oficjalny, ponieważ został uzyskany przy wietrze przekraczającym 5 m/s w plecy, ale zadziałał na wyobraźnię. Wtedy właśnie usłyszał od swojego trenera Matta Gordy’ego przepowiednię, która spełniła się w tym roku z nawiązką. – Trener powiedział, iż kiedyś pobiegnę przy legalnym wietrze tyle, ile teraz pobiegłem przy zbyt mocnym. Po prostu zaufałem procesowi – wspomina Sam.
Podczas studiów Blaskowski sięgnął łącznie po 11 indywidualnych tytułów mistrza III dywizji NCAA. Zimą 2025 ustanowił rekord III dywizji na 60 m, zatrzymując zegar na 6.60. Jak informowały amerykańskie media, w tamtym momencie siedem najlepszych wyników w historii III dywizji na halową sześćdziesiątkę należało do Blaskowskiego. Sezon 2025 był dla sprintera niezwykle udany również na stadionie, gdzie wywindował życiówkę do 10.05.
Dodajmy, iż w ramach NCAA (National Collegiate Athletic Association) dywizje różnią się m.in. podejściem do sportu i nauki, skalą uczelni oraz zasadami finansowania. Szkoły zrzeszone w dwóch najwyższych klasach (D1 i D2) prowadzą programy stypendialne za wyniki sportowe. W przypadku D3 sport jest dodatkiem do nauki i nie przewiduje się tutaj stypendiów za osiągnięcia w sporcie.
Blaskowski był namawiany do zamiany uczelni w La Crosse na szkołę ze sportowej „wyższej ligi”, ale konsekwentnie odmawiał. – Przecież to działa. Po co miałbym odchodzić? Zbudowałem świetną relację z dziadkami i codziennie do nich wpadałem. Nie mogłem tak po prostu opuścić tego środowiska. Chciałem być lojalny wobec drużyny, rodziny i wszystkich wokół. Postanowiłem, iż skończę cztery lata studiów i zobaczę, gdzie wtedy będę – tłumaczy Sam w podcaście Citius Mag.
W 2025 roku Blaskowski ukończył zarządzanie sportem, z dodatkowym przedmiotem z biznesu na Uniwersytecie Wisconsin–La Crosse i z pomocą trenera Matta Gordy’ego rozpoczął poszukiwania sportowego środowiska, w którym mógłby dalej się rozwijać. Matt Gordy przeprowadził wiele rozmów w sprawie swojego podopiecznego z La Crosse. Udało się nawiązać kontakt m.in. z Dennisem Mitchellem, który na początku tego roku postanowił przyjąć 23-latka z Wisconsin do swojej elitarnej grupy na Florydzie.
– Na pierwszym treningu pewnie wszyscy zastanawiali się: kim on jest? Dennis musiał im o mnie opowiedzieć. Christian Coleman, Sha’Carri Richardson i Kenny Bednarek już pierwszego dnia dali mi swoje numery. To najbardziej mnie uderzyło: największe gwiazdy podały mi numery i zaoferowały wsparcie – tak Sam wspomina początek w Star Athletics.

Żeby przeprowadzić się z dalekiej północy na Florydę i zrealizować wielkie marzenie o łamaniu bariery 10 sekund na setkę, Blaskowski potrzebował poduszki finansowej. W tym celu dorabiał sobie na regionalnym lotnisku w La Crosse, gdzie zajmował się obsługą pasażerów. Bonusem do pensji były darmowe loty dla Sama i jego rodziny.
– Zaczynałem pracę przed godziną 16 i obsługiwałem najbliższy lot. Potem mogłem zostać do 23, kiedy przylatywał kolejny samolot i dostać zapłatę za osiem godzin. Mogłem też wyjść w międzyczasie i wrócić do domu, ale wtedy nie dostawałem pieniędzy. To była praca, w której głównie siedziało się i czekało. W sam raz dla kogoś, kto właśnie zaczyna zawodową karierę, ale musi dorobić – wyjaśnia biegacz.
Kilka miesięcy później z anonimowego sprintera Blaskowski stał się jednym z bardziej gorących nazwisk światowej lekkiej atletyki. Po tym jak 30 maja w Cleveland uzyskał 9.89 s na setkę, a w czerwcu na Florydzie 200 m pokonał w 19.93 s, otworzyły się przed nim drzwi do mityngów Diamentowej Ligi. Na początek zajął 7 miejsce podczas Prefontaine Classic w Eugene. Później pokazał się jeszcze na diamentowych mityngach w Monako i Chorzowie. W kolejnych startach nie był już jednak tak przekonujący jak w ostatni weekend maja. 9.89 pozostaje jego jedynym biegiem poniżej 10 s przy dopuszczalnym wietrze.
Chce uczynić Polskę „najpiękniejszym sprintersko krajem na świecie”
„Ski” w nazwisku jednego z najszybszych białych sprinterów w historii to nie przypadek. Blaskowski jest potomkiem polskich emigrantów. Franciszek Błaszkowski podróż do Stanów Zjednoczonych miał rozpocząć z Sompolna koło Konina w 1905 roku.
Zarówno zawodnik jak i działacze Polskiego Związku Lekkiej Atletyki są żywo zainteresowani tym, aby Blaskowski już od przyszłego roku mógł reprezentować biało-czerwone barwy podczas międzynarodowych imprez. – W Samie płynie polska krew i to na pewno nie byłaby sytuacja, w której naturalizuje się kogoś kompletnie bez logiki – powiedział w rozmowie z TVP Sport Piotr Maruszewski, trener polskiej kadry sprinterów, który bardzo zaangażował się w sprawę.
Blaskowski odwiedził nasz kraj w sierpniu przy okazji diamentowego mityngu w Chorzowie. Kilka dni później wystartował na Memoriał Wiesława Maniaka w Szczecinie. – Wiem, iż możecie uznać to za PR, ale tu wszystko mnie zachwyca. Ludzie są inni w Polsce – przekonywał lekkoatleta.
W PZLA nie zakopują gruszek w popiele i planują złożyć komplet stosownych dokumentów w sprawie Sama Blaskowskiego u prezydenta Karola Nawrockiego. jeżeli głowa państwa da zielone światło sprinter mógłby reprezentować nasz kraj już podczas marcowych halowych mistrzostw Europy.
– Wierzymy, iż pan prezydent nam pomoże, bo to może być wielkie wzmocnienie naszej reprezentacji. Chodzi nie tylko o starty indywidualne, ale dużą szansę dla naszej sztafety – powiedział w wywiadzie dla WP SportoweFakty prezes PZLA Sebastian Chmara.
– Zamierzam uczynić Polskę najpiękniejszym krajem sprinterskim świata. Chcę dla Polski wygrywać medale – tak na pytanie, jak zamierza przekonać Karola Nawrockiego do pozytywnej decyzji w swojej sprawie odpowiedział w sierpniu Blaskowski.
Przypomnijmy, iż rekord Polski na 100 m to 10.00 Mariana Woronina, a na 200 m 19.98 Marcina Urbasia. Pierwszy pochodzi z 1984 roku, a drugi z 1999.
Wiolonczela, trawa i Blast-kowski
W 2025 roku w wywiadzie dla uniwersyteckiego portalu Sam Blaskowski przyznał, iż jego sportowym idolem jest mistrz olimpijski na 100 m z Paryża, Noah Lyles. Wśród swoich największych marzeń wyróżnił skok ze spadochronem, zobaczenie Dubaju i start w igrzyskach olimpijskich.
Po lekkoatletycznej karierze Sam przez cały czas chciałby mieć związek ze sportem, albo jako trener sprintu albo jako pracownik firmy pomiaru czasu. Odbył już choćby staż w firmie PT Timing, która jest oficjalnym partnerem zawodów USA Track and Field.
– Pracowałem podczas biegów na 5km. To była fajna, spokojna praca bez większego stresu. Jeździsz na zawody, więc trochę czasu spędza się za kółkiem, ale spotykasz się też z ludźmi, mierzysz wyniki. Jest miło.
Jeśli chodzi o talenty niezwiązane ze sportem Sam przyznaje, iż całkiem nieźle radzi sobie z wiolonczelą, ponieważ ćwiczył się w tym instrumencie przez osiem lat. – Potrafię też równo skosić trawnik, zostawiając na nim ładne pasy – dodaje.
Blaskowski twierdzi, iż słowem, które najlepiej go opisuje jest „blaze” (płomień, ogień). Alternatywą może być „blast” (wybuch, eksplozja). – They call me Blast-kowski for a reason! – napisał w mediach społecznościowych po 9.89 s.

22 godzin temu











