W marcu 2025 roku konkurs indywidualny na skoczni dużej podczas mistrzostw świata w norweskim Trondheim stanowił ostatni akord czempionatu dla skoczków. Wcześniej, na skoczni normalnej, po tytuł sięgnął Norweg Marius Lindvik, zaś jego kolega z reprezentacji Johann Andre Forfang otarł się o podium, zajmując ostatecznie piąte miejsce. Konkurs drużynowy przyniósł gospodarzom kolejną zdobycz medalową w postaci brązowego krążka.
REKLAMA
Zobacz wideo Studio Cortina w Sport.pl
Tak "Sport.pl" odkryło aferę sprzętową u Norwegów
Po pierwszej serii indywidualnej rywalizacji na dużym obiekcie Lindvik tracił zaledwie 0,7 punktu do Domena Prevca. W drugiej nie zdołał wyprzedzić znakomicie spisującego się Słoweńca i zakończył zawody ze srebrnym medalem. Norweg zdołał wziąć udział w ceremonii kwiatowej, gdy po kilkunastu minutach wszystko w norweskim miasteczku "stanęło do góry nogami". Czy zupełnie niespodziewanie? Już dwa dni przed konkursem Jakub Balcerski ze Sport.pl informował o możliwych niedozwolonych kombinacjach sprzętowych wśród skoczków.
Jak się później okazało, wierzchołek góry lodowej był dopiero przed nami. Jeszcze przed rozpoczęciem niedzielnych zmagań Balcerski udostępnił w serwisie X wideo, na którym widać m.in. Magnusa Breviga, ówczesnego trenera reprezentacji Norwegii. Opiekun kadry uczestniczył w nielegalnej ingerencji w kombinezony swoich zawodników przy użyciu m.in. maszyny do szycia. Pierwsze protesty składane w związku z tym do FIS były odrzucane przez federację, ale w trakcie konkursu wideo "rozeszło się" wśród sztabów szkoleniowych innych nacji, które rzuciły się do składania protestów. Pod ich naciskiem FIS się ugiął. Po ceremonii kwiatowej Lindvik oraz Forfang zostali zdyskwalifikowani, gdyż odkryto w ich kombinezonach niedozwolone usztywnienia w kroku.
Ostatecznie norwescy skoczkowie zostali zawieszeni do końca sezonu oraz nie wystąpili w letniej rywalizacji na skoczniach. Dodatkowo trenerzy Brevig oraz Thomas Lobben, a także odpowiadający za stroje kadry Adrian Livelten zostali zawieszeni na 18 miesięcy.
Trener wraca wspomnieniami i podaje swoją wersję wydarzeń
Gdy wydawało się, iż to koniec historii z aferą podczas MŚ w Trondheim, Lobben zdecydował się na publiczną spowiedź w rozmowie z norweską TV2. W obszernym wywiadzie przedstawił swój punkt widzenia oraz opisał to, co działo się niemalże minuta po minucie 8 marca 2025 roku.
42-latek rozmowę zaczął od krótkiego opisu tego, czego adekwatnie dotyczyła ingerencja w kombinezon. - Krótko mówiąc, rozcięliśmy szew w kroku i przecięliśmy materiał na pół. Następnie wszyliśmy nić wzmacniającą, około 10–15 centymetrów w dół z każdej strony - wyjaśniał. - Uważaliśmy, iż może nam to dać pewną przewagę. Rozmawialiśmy o tym od jakiegoś czasu. Krążyły plotki i podejrzewaliśmy, iż inne drużyny zrobiły coś podobnego w przeszłości - powiedział Lobben.
Do manipulacji sprzętowej doszło w przededniu zawodów. Rozmówca przyznał, iż Norwegowie nie mieli pojęcia o tym, iż ktoś może ich filmować. To nagranie trafiło następnie m.in. do Sandro Pertile, który w niedzielę rano poprosił o pilne spotkanie Breviga oraz Liveltena w obecności m.in. kontrolera sprzętu z ramienia FIS, Christiana Kathola. Spotkanie miało bardzo poważny charakter, a w trakcie jego trwania Norwegowie po raz pierwszy ujrzeli nagranie. Na jego widok Livelten zaproponował, by federacja sprawdziła stroje zawodników, co naturalnie miało miejsce. Niemniej jednak Kathol i spółka dopuścili kombinezony do rywalizacji.
Atmosfera zgęstniała, gdy w trakcie pierwszej serii nagranie dotarło do innych drużyn. Brevig oraz Lobben dowiedzieli się o upublicznieniu wideo będąc w trenerskim "gnieździe". Przed drugą serią Lindvik oraz Forfang ponownie zostali skontrolowani przez delegatów technicznych, ale i tym razem kontrola nie wykazała nieprawidłowości. Jak utrzymuje Lobben, norweski sztab nieustannie był pewny swego, iż ich działania pozostaną legalne.
Pertile nie chciał dyskwalifikacji? Sensacyjne doniesienia
FIS pod naciskiem innych federacji - w tym polskiej - uległ i ponownie przeprowadził kontrolę sprzętu. Tym razem w pomieszczeniu znajdowało się dwóch inspektorów FIS oraz Lobben wraz z Liveltenem. Dodatkowo do kontroli dołączył Sandro Pertile, który według relacji próbował uspokoić Norwegów. - To był nerwowy moment. Sandro próbował nas trochę uspokoić. Po długiej kłótni jeden z kontrolerów powiedział, iż musimy otworzyć kombinezony. Wobec tego musieliśmy rozdzielić poszczególne części i sprawdzić, czy znajdziemy coś w środku. I znaleźliśmy - przyznał. Ocena kontrolerów była jedna: - Przyznali, iż jest to niedozwolone. Niedozwolone jest dodawanie dodatkowej warstwy materiału - powiedział.
Decyzją FIS zarówno Lindvik, jak i Forfang zostali zdyskwalifikowani. Podczas kolejnego spotkania z norweskimi członkami sztabu mieliśmy do czynienia - według relacji Lobbena - z dwoma szokującymi wyznaniami Pertile. Po pierwsze: "Pertile twierdzi, iż FIS nie zdyskwalifikowałby norweskich sportowców, gdyby nagranie nie wyciekło do opinii publicznej" - czytamy na portalu TV2. Natomiast w kolejnym zdaniu czytamy: "Powiedział też, iż był smutny, gdy zdał sobie sprawę, iż Lindvik stanął na podium. W przeciwnym razie, gdyby zajął czwarte miejsce, nie musiałby go dyskwalifikować" - napisano.
Co na ten temat miał do powiedzenia włoski dyrektor Pucharu Świata? Pertile udzielił wywiadu tej samej stacji w połowie grudnia 2025 roku. Został bezpośrednio zapytany o to, czy faktycznie użył wspomnianych stwierdzeń, które miały dotyczyć dyskwalifikacji norweskich skoczków. - Najważniejszym powodem dyskwalifikacji Lindvika i Forfanga było to, iż manipulowali swoimi kombinezonami. Nie możemy na to przymykać oczu. Musimy trzymać się faktów. Ale zamknęliśmy już ten temat i teraz czas patrzeć w przyszłość - powiedział 57-latek.
Norwescy dziennikarze próbowali wyciągnąć od działacza bardziej szczegółowe informacje, ale ten odpowiadać miał wymijająco. - Dla mnie sprawa jest zamknięta. To był trudny czas, również dla mojej rodziny. Teraz jest moment, abyśmy spojrzeli w przyszłość. Dziękuję - skomentował.
Czy zatem jest możliwe, aby FIS na czele z Pertile miał w planach wstrzymanie się od dyskwalifikacji, na wypadek gdyby ani Lindvik, ani Forfang nie stanęli na podium? Takiego zdania jest stacja TV2.
Na ten temat wypowiedział się także Jakub Balcerski, który ujawnił opisywaną aferę podczas MŚ w Trondheim. - Norwegowie twierdzą, iż gdyby nie ujawnienie filmików, nie byłoby dyskwalifikacji. Ja twierdzę, iż najważniejsze były oparte o filmiki protesty kadr. Oczywiście złożono je na podstawie filmików, ale wierzę, iż i bez ich publikacji, wszystko odbyłoby się tak samo.
- Kadry miały do nich dostęp o wiele wcześniej niż ja. Podobnie jak FIS, o czym jest mowa w tekście. Lobben przedstawia w tym tekście wiele kwestii z fałszywej i pełnej norweskiej propagandy perspektywy, ale w jednym ma rację: FIS przy sprawie norweskiego skandalu chciał umyć ręce i zamieść sprawę pod dywan. Tylko iż ja pisałem o tym od pierwszego dnia, a oni robią z tego swój główny argument, gdy zawieszenie od FIS "zdjęło im kaganiec". To pokazuje, iż raczej nie mają mocnych kart w przedstawianiu własnej wersji wydarzeń - mówi Balcerski, który publikował na łamach Sport.pl nagrania, które pomogły wtedy zdemaskować oszustwo Norwegów.

1 godzina temu


![Terminarz zimowych igrzysk olimpijskich na dziś [14.02.2026, HARMONOGRAM]](https://i.iplsc.com/-/000LSTEEME5KGI7J-C461.jpg)







