Francis Ngannou nie żałuje odejścia z UFC. Wytyka innym zawodnikom brak odwagi

1 godzina temu


Były mistrz wagi ciężkiej UFC – Francis Ngannou nie żałuje odejścia z szeregów największej organizacji MMA na świecie. Kameruńczyk wyjaśnił swój pogląd i stwierdził także, iż zawodnicy walczący w MMA nie mają odwagi, by sprawdzić się jako wolni agenci.

Francis Ngannou to jeden z najbardziej przerażających zawodników w historii wagi ciężkiej UFC. Kameruńczyk przez lata był w czołówce królewskiej dywizji wagowej amerykańskiego giganta i dzierżył choćby pas mistrzowski, ale lata temu niedogadawszy się wcześniej z szefami, rozstał się z tą potęgą świata MMA i zaczął szukać szczęścia poza największą organizacją MMA na globie.

To szczęście – jak sam twierdzi – znalazł. „Predator” sprawdził się jako pięściarz, gdzie walczył z takimi zawodnikami jak Tyson Fury czy Anthony Joshua, podpisał także lukratywny kontrakt na walki w MMA z organizacją PFL, a teraz wystąpi na gali influensera Jake’a Paula – MVP MMA 1, którą transmitować będzie platforma Netflix.

Ngannou to przykład zawodnika, któremu odejście z UFC się opłaciło.

  • ZOBACZ TAKŻE: Mateusz Gamrot ma na oku byłego mistrza UFC. Wcześniej w ogóle o nim nie myślał

Francis Ngannou nie żałuje odejścia z UFC. Wytyka innym zawodnikom brak odwagi

Zawodnik pochodzący z Afryki w rozmowie z ESPN przyznał, iż inni zawodnicy walczący w MMA obawiają się o swoją przyszłość i nie mają odwagi poczynić takich ruchów, jakie ze swoją karierą poczynił on sam.

„Myślę, iż po prostu trzeba być w obiegu i być wolnym. Trzeba upewnić się, iż jest się w pozycji, by wykorzystać okazję, gdy się pojawi, bo jeżeli zamkniesz się w kontrakcie ze strachu to kiedy nadejdzie szansa, możesz być związany umową i nie będziesz mógł z niej skorzystać.

To przydarzyło się wielu zawodnikom. Oni tak bardzo boją się wolności, bycia bez organizacji, bez promotora czy czegokolwiek, iż podpisują wszystko, byle tylko gdzieś być. A potem, gdy pojawia się prawdziwa okazja, nie są w stanie z niej skorzystać.”

Ngannou swoją szansę wykorzystał i w maju wystąpi na gali transmitowanej na Netflixie. Sam zawodnik ma nadzieję, iż ta platforma wejdzie bardziej w świat sportów walki:

„Mam nadzieję, iż zostaną na dłużej i będą działać w ten sposób. Fajnie byłoby zobaczyć kolejną platformę, coś, co może dać szansę innym zawodnikom, bo myślę, iż jednym z powodów, dla których niektórzy podpisują kontrakty, jest strach przed tym, co na zewnątrz. Boją się nieznanego. Nie wiedzą, co tam jest. Nie widzą żadnych możliwości, więc ich to przeraża. Wolą mieć coś bezpiecznego, choćby jeżeli to niewystarczające. Przynajmniej mogą powiedzieć: ‘Lepsze to niż nic’. Ale jeżeli zobaczą, iż istnieje nadzieja na coś więcej, być może częściej będą walczyć o swoje prawa i wolność oraz odrzucać warunki, które nie są dla nich korzystne ani sprawiedliwe.”

Francis Ngannou wraca do startów w MMA już 16 maja na pierwszej gali MMA organizowanej przez MVP, która będzie transmitowana na żywo na Netflixie z Intuit Dome w Inglewood w Kalifornii. „Predator” zmierzy się z byłym zawodnikiem UFC, PFL i Bellatora, Philipe Linsem.


Idź do oryginalnego materiału