Flick posłał w bój Lewandowskiego. Minęło 10 minut i padł gol dla Barcelony

8 godzin temu
FC Barcelona z kolejnym triumfem w La Liga! Elche mocno ją postraszyło, szczególnie w pierwszej połowie, kiedy to było w stanie wyrównać. W drugiej odsłonie dominowali już Katalończycy, choć wciaż musieli uważać na kontrataki rywali. W 62. minucie na murawie pojawił się Robert Lewandowski i błyskawicznie miał okazję na gola. To mogło być "wejście smoka".
FC Barcelona ma jeden cel - obronić tytuł mistrza Hiszpanii. Dwie kolejki wstecz poniosła porażkę, w związku z czym Real Madryt mocno zbliżył się do niej w tabeli. Różnica wynosiła tylko jeden punkt. Piłkarze Hansiego Flicka zamierzali powiększyć dorobek w sobotni wieczór. Okazja wydawała się idealna. Rywalem było 12. w tabeli Elche. Zgodnie z oczekiwaniami na ławce rezerwowych zasiadł Robert Lewandowski, a za niego wszedł Ferran Torres. Polscy kibice liczyli jednak, iż 37-latek dostanie szansę w tym spotkaniu, choć na kilkanaście minut. Czy tak się stało?


REKLAMA


Zobacz wideo Kosecki: Grałem w ŁKS, ale wybaczcie mi – Widzew jest numerem jeden w Łodzi


Emocjonująca pierwsza połowa meczu Elche - FC Barcelona. Piękne bramki
Barcelona rozpoczęła mecz mocno, bo już w 6. minucie złamała defensywę Elche. Wtedy to do siatki trafił Lamine Yamal. Był aktywny niemal od początku, pokazywał się do podań i w końcu jedno z nich otrzymał. I to perfekcyjne. Posłał je Dani Olmo, oszukując obrońców rywali. Yamalowi nie pozostało nic innego, jak podbiec z piłką, minąć Inakiego Penę i umieścić futbolówkę w siatce.


W kolejnych minutach gra była dość chaotyczna. Elche nie ustępowało i stosowało wysoki pressing, ale na nie wiele się to zdało. Barcelona była czujna. Dodatkowo kreowała coraz groźniejsze akcje. Szansę miał m.in. Raphinha po kapitalnym podaniu od Yamala. Piłka odskoczyła jednak Brazylijczykowi. Po kwadransie gry podobne, groźne sytuacje mieli Dani Olmo i Ferran Torres. Brakowało precyzji.


Niewykorzystane okazje lubią się mścić i to sprawdziło się w przypadku Katalończyków. W kolejnych minutach do akcji ruszyli gospodarze. Ba, stawali się coraz groźniejsi. I to przyniosło efekt. Łatwo oszukali obrońców Barcelony, wysyłając prostopadłe podanie do Alvaro Rodrigueza. Gonić piłkarza Elche próbował jeszcze Pau Cubarsi, ale nie dał rady. Joan Garcia skapitulował, a gospodarze doprowadzili do remisu 1:1.
Nie był to jednak koniec emocji, a adekwatnie dopiero początek. Bramka mocno podrażniła Barcelonę. Ta zaczęła szukać szansy na ponowne objęcie prowadzenia. Okazję miał m.in. Ferran, ale koncertowo ją zmarnował. W 40. minucie dopiął jednak swego. Strzelił dosłownie pod ladę, po kapitalnym podaniu od Frenkiego de Jonga. To właśnie z Holendrem napędził tę akcję.


A w kolejnych minutach Barcelona tylko się rozkręcała. Dwie okazje, adekwatnie stuprocentowe, zmarnował Fermin Lopez. Dwa niecelne podania otrzymał też Raphinha i kilka był w stanie z tego zrobić. Więcej bramek w tej połowie już nie padło. Zapowiadało się jednak na wielkie widowisko w drugiej partii spotkania. Elche nie zamierzało bowiem ustępować i chciało sprawić sensację na własnym boisku.
Zobacz też: Tego w Ekstraklasie jeszcze nie grali! Oto co wymyślili w Lechu.


Robert Lewandowski dostał szansę, ale gola nie strzelił
A jak wyglądała druga połowa? Już na początku boisko opuścił Raphinha, a za niego wszedł Marcus Rashford. Powód tak szybkiej zmiany? Możliwe, iż problem zdrowotny. Już po pięciu minutach od wyjścia z szatni, Elche miało okazję, by wyrównać. Znakomitą szansę zmarnował jednak strzelec pierwszej bramki dla gospodarzy. Wyszedł sam na sam z Garcią, ale posłał piłkę obok słupka. - Nie można stracić koncentracji. Elche cały czas szuka gola - mówili komentatorzy. Ba, w 51. minucie gospodarze, a konkretnie Mendoza umieścił choćby piłkę w siatce, ale sędzia odgwizdał spalonego. Musieli więc próbować dalej i uważać na ataki Barcelony.
A te były groźne. Około 60. minuty znakomitą okazję znów miał Ferran. Dostał podanie od Yamala, ale uderzył wprost w bramkarza. I to z bardzo bliskiej odległości. Chwilę po tej akcji Flick zmienił hiszpańskiego napastnika, a w jego miejsce wszedł Lewandowski. Kibice doczekali się więc obecności Polaka w tym meczu. I mógł on zaliczyć prawdziwe "wejście smoka". Już w pierwszej minucie po zameldowaniu się na murawie miał kapitalną okazję. Jego strzał zablokował jednak obrońca.


Co przyniosły kolejne minuty? Kolejne akcje Barcelony. Jedną z nich zmarnował Rashford. Miał dogodną sytuację, żaden obrońca go nie pilnował, przed sobą miał tylko Penę, ale spudłował. gwałtownie się jednak zrehabilitował. W 72. minucie wbił piłkę do siatki. Podał mu Lamine Yamal. Futbolówkę odbił jeszcze jeden z obrońców, ale zgarnął ją Anglik i wbił pewnie do siatki, podwyższając na 3:1. W 80. minucie znów miał szansę. Tym razem Pena stanął na wysokości zadania.
W 83. minucie przed okazją stanął za to Yamal i to po kapitalnym podaniu Lewandowskiego. Hiszpan pozbawił jednak Polaka asysty, bo uderzył obok bramki. - Nie ma dziś dobrze ustawionego celownika - śmiali się komentatorzy. Ostatecznie więcej goli nie padło.
Elche - FC Barcelona 1:3


Strzelcy: Yamal (6'), Rodriguez (29'), Ferran (40'), Rashford (72')


Dzięki zwycięstwu FC Barcelona powiększyła przewagę nad Realem Madryt. w tej chwili wynosi ona cztery punkty, ale niedługo znów może się zmniejszyć. W niedzielę piłkarze Alvaro Arbeloi zagrają z Rayo Vallecano. A jak wygląda sytuacja Elche? Pozostało na 12. lokacie.
Idź do oryginalnego materiału