Dariusz Wołowski: Siedem miesięcy czekaliśmy na powrót na kort Huberta Hurkacza po drugiej operacji kolana. W pierwszym meczu w United Cup pokonał rakietę numer 3 rankingu ATP Niemca Alexandra Zvereva. I to wygrał zdecydowanie, 6:3,6:4.
Wojciech Fibak, były wybitny tenisista: Hubert wrócił w stylu największych mistrzów tej dyscypliny, takich jak Roger Federer, Rafael Nadal, Novak Djoković czy John McEnroe. To nie jest porównanie na wyrost, bo dokonał czegoś naprawdę unikalnego. Każdy, kto uprawiał zawodowo sport, wie, iż treningi nigdy nie zastąpią rywalizacji. I choć zdaję sobie sprawę, ile pracy kosztowały Huberta przygotowania do tego powrotu, zadziwił mnie poziomem gry. Zadziwił nas wszystkich. Siedem miesięcy walczył z kontuzją, a adekwatnie to już półtora roku - po zabiegu usunięcia łękotki, po fatalnym urazie na trawie Wimbledonu w 2024 roku. I zagrał tak, jakby to wszystko nigdy się nie zdarzyło.
REKLAMA
Mimo wszystko wciąż nie możemy być pewni, iż kolano Huberta jest całkowicie wyleczone i pozwoli mu wrócić do regularnej rywalizacji w turniejach i znieść obciążenia gry przez cały rok, co kilka dni. Z tą niepewnością będziemy żyli co najmniej do Australian Open, a może jeszcze dłużej.
Zobacz wideo Ogromne zamieszanie wokół dyskwalifikacji Polaka na TCS. O co chodzi z zakazem fluoru?
Ponad rok temu razem z kolegą redakcyjnym Radkiem Leniarskim rozmawialiśmy długo z Hurkaczem podczas jego rehabilitacji w COS, po pierwszej operacji usunięcia łąkotki. Zmieniał wtedy trenera i mówił, iż robi to, aby wygrywać turnieje wielkoszlemowe i walczyć o numer 1 w rankingu ATP. Pół roku później okazało się, iż potrzebny jest kolejny zabieg.
- Pamiętam tę rozmowę. Nie ma wątpliwości, iż dla Huberta tenis jest całym życiem. Je, śpi, trenuje, dba o dietę – wszystko z myślą o tenisie. choćby tak wzorowy profesjonalista musi być jednak zdrowy. Wypadek Huberta z Wimbledonu w 2024 roku wciąż mam przed oczami. Pamiętam, jak chciał poderwać się z trawy i jak grymas bólu pojawił się na jego twarzy. Byłem przerażony. Kontaktowałem się potem z najznakomitszymi ortopedami i wszyscy doradzali, żeby rozerwaną łąkotkę w kolanie Hurkacza skleić. To wymagałoby jednak dłuższej rehabilitacji. Pisałem o tym Hubertowi w SMS-ach. Jego sztab postanowił jednak łękotkę usunąć, co pozwalało na szybszy powrót na kort. Ale nie dawało gwarancji, iż stan kolana pozwoli na powrót do wyczynowego uprawiania sportu na najwyższym poziomie. To była zła decyzja. Ale zostawmy to już w spokoju. Miejmy nadzieję, iż po drugim zabiegu i siedmiu miesiącach walki o powrót do cyklu ATP kolano Huberta jest w pełni zdrowe.
Czy przez te siedem miesięcy obawiał się pan czasem, iż powrót w ogóle nie będzie możliwy?
- Miewałem takie myśli. Proszę zrozumieć - Hubert to ogromny talent. To byłaby strata nie tylko dla polskiego, ale światowego tenisa. I znów mówię to bez przesady. Szanuję Hurkacza jako tenisistę i lubię jako człowieka. Uwielbiam jego sposób gry, uważam, iż ma możliwości, by dorównać najlepszym w tej dyscyplinie. Był przecież na szóstej pozycji w rankingu ATP, gdzie nie dotarł żaden inny polski tenisista. Ma wszystkie atuty: wzrost, siłę, sprawność, szybkość, dynamikę. Jest fenomenem. Szanuję Huberta na równi z Igą Świątek, może dlatego tak bałem się o niego.
Po pierwszej operacji Hurkacz miewał wielkie mecze. Jak ten z Carlosem Alcarazem w półfinale w Rotterdamie, który przegrał w trzech setach, po pasjonującej walce. W maju 2025, tuż przed Roland Garros, wygrał pierwszego seta w finale w Genewie z Novakiem Djokoviciem, by przegrać dwa kolejne w tie-breakach. Po czym w Paryżu Serb dotarł do półfinału, a Polak odpadł w I rundzie…
- Mnie pan tego opowiadać nie musi, znam to na pamięć. Po pierwszym zabiegu Hubert miewał znakomite mecze, ale też często zdrowie nie pozwalało mu na walkę na korcie codziennie lub co dwa dni. A tego wymaga zawodowy tour. Takie obciążenia przekraczały jego możliwości. Stąd druga operacja. Ona miała przywrócić kolano Huberta do stanu pełnej sprawności i mam nadzieję, iż tak jest. Przychodzą mi na myśl dwa przykłady z odległej przeszłości. Austriacki alpejczyk Hermann Majer uległ ciężkiemu wypadkowi na motocyklu, gdy potrącił go samochód i zmiażdżył nogę. Wydawało się, iż Austriak nigdy już nie będzie chodził, a on wrócił do rywalizacji i wygrywał zawody Pucharu Świata. Inny przykład: Thomas Muster, któremu pijany kierowca na parkingu w Miami najechał na nogę i zanosiło się na koniec kariery tenisowej. Ale Thomas nie przyjął tego do wiadomości i po pół roku nadludzkiego wysiłku wrócił na kort. Pamiętam to, bo miałem zaszczyt w tym uczestniczyć. W Genewie, czyli tam gdzie Hubert tak zaciekle walczył z Djokoviciem, Muster poprosił mnie, żebym grał z nim debla. Dotarliśmy do półfinału, Thomas grał coraz lepiej, ale przegraliśmy przeze mnie. Nasze mecze planowano na sesję wieczorną, bo każdy kibic chciał oglądać Mustera. A ja wieczorem gorzej widziałem. Gdyby nie to, była choćby szansa na zwycięstwo w turnieju, Thomas się tak gwałtownie rozkręcał. Takie dwa powroty gigantów sportu były możliwe, więc wierzę, iż Hubert też wróci i będzie nas cieszył grą i rywalizacją z najlepszymi jeszcze kilka lat.
Nowym trenerem Huberta został pod koniec 2024 roku Chilijczyk Nicolas Massu, a w teamie jest też Ivan Lendl jako doradca.
- W grudniu, podczas mojego miesięcznego pobytu na Florydzie, jadłem długi lunch z Ivanem Lendlem, moim byłym zawodnikiem. Opowiadał, iż kiedy podejmował się współpracy z Hubertem, nie był w pełni świadomy stanu jego kolana. No, ale teraz wierzy, iż będzie dobrze, więc ja też wierzę. Przekonamy się o tym za miesiąc. Najwcześniej.
W środę Polska gra w United Cup z Holandią, Hubert zmierzy się z Tallonem Griekspoorem, rywalem wyjątkowo niewygodnym, z którym Polak przegrywał jeszcze przed kontuzją w Wimbledonie w 2024 roku.
- W meczu ze Zverevem cała presja była po stronie Niemca. Hubert jest dziś 83. w rankingu ATP i nikt od niego niczego nie oczekiwał. Zwłaszcza po takiej przerwie. Mógł zagrać na absolutnym luzie. To Niemiec się denerwował na korcie, tracił panowanie nad sobą. Polak grał z takim głodem i świeżością, iż przyjemnie się na to patrzyło. Ale z Griekspoorem będzie trudniej. Hubert grać z nim nigdy nie lubił. A oczekiwania wobec Polaka rosną. Jego zwycięstwo nad Zverevem dało Polsce wspaniałe otwarcie meczu z Niemcami. Gdyby nie ono, może Eva Lys miałaby więcej odwagi na korcie i domknęłaby mecz z Igą Świątek? Prowadziła przecież 6:3 i 3:1. Hubert emanował dobrą energią, gdy wchodził do boksu Igi, zarażał optymizmem resztę zespołu. I niech tak będzie także w środę.

1 dzień temu











