Pech nie opuszcza młodego wychowanka zielonogórskiego klubu. Choć Kacper Witrykus z całych sił próbował wrócić na tor i walczyć o punkty, natury nie da się oszukać. Młodzieżowiec Stelmet Falubazu Zielona Góra usłyszał od lekarzy bezwzględną diagnozę, która ponownie eliminuje go z rywalizacji w czarnym sporcie.
Dramat 18-latka rozpoczął się jeszcze przed oficjalną inauguracją rozgrywek, podczas kwietniowego turnieju pożegnalnego Grzegorza Walaska. Witrykus uczestniczył wówczas w koszmarnie wyglądającym karambolu z Martinem Vaculikiem. Skutki upadku okazały się fatalne – uraz obojczyka, potłuczone żebra oraz skomplikowane, otwarte złamanie kości piszczelowej. Po natychmiastowej operacji i wyczerpującej rehabilitacji nastolatek wrócił pod taśmę w czerwcowych rozgrywkach U24 Ekstraligi i Indywidualnym Pucharze Ekstraligi U17. Niestety, powrót na owal okazał się przedwczesny.
Już w połowie lipca, podczas zawodów młodzieżowych w Zielonej Górze, zawodnik wycofał się z jazdy po zaledwie trzech wyścigach. Ból prawej nogi wygrywał z ambicją młodego jeźdźca. Wówczas po raz pierwszy szczerze przyznał fanom, iż na torze walczy nie tylko z rywalami, ale przede wszystkim z własnym organizmem. Sierpniowa wizyta w gabinecie lekarskim przyniosła jednak jeszcze gorsze wieści. Sztab medyczny kategorycznie zabronił juniorowi dalszych startów. Kacper Witrykus nie ukrywa wielkiego rozczarowania całą sytuacją, dzieląc się swoimi odczuciami z kibicami.
– Nie tak miał wyglądać ten sezon. Ciężko mi się z tym pogodzić, ale niestety nie mam na to wpływu. Po badaniach na początku sierpnia lekarz zabronił mi jeździć, ponieważ kość przez cały czas się nie zrosła. Brak zrostu powodował ogromny ból podczas jazdy, przez co nie mogłem w pełni skupić się na ściganiu ani jeździć tak, jak tego od siebie oczekiwałem – wyznał poruszony zawodnik Falubazu.
Dla sztabu szkoleniowego z Winnego Grodu to ogromny cios, bo Witrykus na początku roku pokazywał ogromny potencjał, zdobywając chociażby 13 punktów w turnieju Zaplecza Kadry Juniorów w Gdańsku. Na ten moment młodemu żużlowcowi pozostaje jedynie praca ogólnorozwojowa i niecierpliwe odliczanie dni do kolejnej wizyty u kontrolnej.
– 3 września mam kolejne badania i po cichu liczę, iż usłyszę, iż kość w końcu się zrosła. Na ten moment mogę jedynie trenować na rowerze i czekać… – podsumował 18-latek.















