F1 przeniosła się do Kanady. Sezon rozkręcił się na dobre – nie wiemy, kto będzie faworytem

2 godzin temu

Przyznam szczerze, iż po początku sezonu F1 w Australii, nie spodziewałem się tego, jak interesujący może być to rok z królową motorsportu. Pierwsze sesje wskazywały na absolutną dominację Mercedesa. Dominację, która mogła sprawić, iż Srebrne Strzały przez cały sezon będą bezlitośnie lały całą konkurencję, nie pozostawiając żadnego pola do dyskusji i spekulacji. Tymczasem, za nami cztery rundy sezonu i optyka jest już całkowicie inna.

Spis treści:

  • Do F1 powróciły emocje
  • Zmieniło się wszystko… aby nie zmieniło się nic
  • Historia Grand Prix Kanady
  • Kolejny weekend sprinterski

F1 powraca w Kanadzie

To, jak rozwija się ten sezon F1, jest dla kibiców niezwykle pozytywnym sygnałem. Po ponad miesięcznej przerwie rywalizacja powróciła na początku miesiąca w Miami i zobaczyliśmy zupełnie inny układ sił. Po dominacji Mercedesa nie ma już śladu. Ferrari od początku sezonu było mocne, McLaren zrozumiał pracę nowych jednostek, a Red Bull wprowadził do bolidu bardzo dobre poprawki. Wszystko to sprawiło, iż w pewnym sensie wróciliśmy do punktu wyjścia. W Formule 1 zmieniło się niemal wszystko, aby… nie zmieniło się niemal nic. Wracamy bowiem do scenariusza z poprzednich lat – mamy cztery zespoły niemal na tym samym poziomie, walczące o zwycięstwa i mające „swoje weekendy” w zależności od rodzaju, charakterystyki toru.

fot. Mark Thompson / Getty Images / Pirelli F1 Press Area

Sama zaciętość rywalizacji to już jest znakomita informacja dla mistrzostw. To, iż w walce o zwycięstwa mamy nie tylko dwóch przedstawicieli jednego zespołu, ale tak naprawdę cztery różne ekipy. Natomiast reakcja F1 na niezadowolenie kibiców i zawodników z początku sezonu też zasługuje na pochwałę. Zwróćmy uwagę na to, iż w trakcie miesięcznej przerwy między Suzuką i Miami wprowadzono duże zmiany regulaminowe. I one przyniosły efekt – w Stanach Zjednoczonych nie obserwowaliśmy już zjawiska „odpuszczania na prostych”, a jazda w końcu przypominała walkę o czas. I to choćby z onboardów, z czym przecież wcześniej bywały problemy. Rola „lift and coast” czy „super clippingu” będzie coraz mniejsza, a Formuła 1 już teraz stała się o wiele przyjemniejsza dla oka, niż na początku sezonu. Podkreślę – w moim odczuciu to bardzo dobre zmiany i sezon rozwija się w świetny sposób.

Kto faworytem tym razem?

Grand Prix Kanady ma historię sięgającą 1961 roku. Impreza ta stała się jednym z klasyków Formuły 1. Dziś wiemy już, ze wyścig ten będzie rozgrywany przynajmniej do 2035 roku – taki jest bowiem aktualny kontrakt organizatora z promotorem serii. Rywalizacja na torze Gilles’a Villeneuve’a zawsze ma szczególny, nieco sentymentalny wymiar m.in. dla polskich kibiców. Pamiętajmy o tym, iż to właśnie tutaj, w 2008 roku, po swoje jedyne zwycięstwo w Formule 1 sięgnął Robert Kubica.

fot. Mark Thompson / Getty Images / Pirelli F1 Press Area

Później statystycznie najlepiej radził sobie w Kanadzie Lewis Hamilton, natomiast oczywiście od początku ery hybrydowej nie ma wielu torów, gdzie Brytyjczyk by seryjnie nie wygrywał. Po odwołaniu edycji 2020 oraz 2021 z oczywistych względów, Grand Prix Kanady powróciło w 2022 roku. Trzy razy z rzędu wygrał je Max Verstappen, natomiast przed rokiem po triumf w Montrealu sięgnął George Russell. W tym momencie sezonu absolutnie nikogo nie zdziwiłoby to, gdyby w nadchodzący weekend wygrał jednak ktoś zupełnie inny.

Nowa gwiazda F1

Na fali do Kanady przyjeżdża nowa gwiazda F1, Andrea Kimi Antonelli. Włoch ma za sobą trzy weekendy z rzędu z pole position oraz wygranymi wyścigami głównymi. Jest liderem mistrzostw świata z przewagą 20 punktów nad swoim zespołowym kolegą, Russellem. Brytyjczyk jest z kolei zagubiony – nie radzi sobie w bezpośredniej rywalizacji na torze nie tylko z 19-latkiem z Bolonii, ale też z rywalami z Ferrari, czy McLarena. No właśnie – a forma rywali rośnie. McLaren wygrał w Miami sprint – i to podwójnie. Żadnego z kierowców Mercedesa nie było wówczas na podium. Zresztą, Russella generalnie nie było na podium od Grand Prix Chin, co biorąc pod uwagę dyspozycję bolidu Mercedesa jest wręcz sensacją.

fot. Mark Sutton – Formula 1 / Getty Images / Pirelli F1 Press Area

Sezon F1 rozwinął się w na tyle piękny sposób, iż nie wiemy na dobrą sprawę kto będzie w Kanadzie najmocniejszy. Nie mamy pojęcia, czy lepiej czuły będą się tam Mercedesy, czy może McLareny? A może to będzie tor, w którym najlepiej zadziała pakiet Ferrari? Kto wie – może to jednak Max Verstappen powróci do walki w czołówce? Nie wiemy tego – i to jest piękne. Pomimo obaw z początku sezonu, rywalizacja jest teraz naprawdę ciekawa.

Weekend ze sprintem

Podobnie jak w przypadku Grand Prix Miami, i tym razem, w Kanadzie, czeka na nas weekend sprinterski. Zawodnicy wyjadą na tor po raz pierwszy w piątek, o godzinie 18:30. Wówczas odbędzie się jedyny trening w trakcie całego weekendu. Następnie o godzinie 22:30 wystartują kwalifikacje do sprintu. Emocje w Montrealu powrócą w sobotę. 18:00 to start sprintu, natomiast 22:00 to początek kwalifikacji do wyścigu głównego. Wreszcie, niedziela, godzina 22:00 to start wyścigu o Grand Prix Kanady. Na zawodników czeka aż 70 okrążeń toru Gilles’a Villeneuve’a, co da łączny dystans wyścigu na poziomie 305 kilometrów.

Zdjęcie główne: Meg Oliphant / Getty Images / Pirelli F1 Press Area

Idź do oryginalnego materiału