Test Formuły 1 został zablokowany przez… służby celne. Brzmi jak żart, ale to autentyczna historia z początków współpracy Red Bulla z Fordem.

Mimo ogromnych sukcesów odnoszonych w ostatnich kilkunastu latach Red Bull Racing nigdy nie zbudował długofalowej relacji z producentem jednostek napędowych. Ostatnie takie partnerstwo, z Hondą, zakończyło się w momencie, gdy japońska marka ogłosiła odejście z mistrzostw świata. Choć decyzję tę później cofnięto, Red Bull postawił już na pełną niezależność i rozpoczął budowę własnej fabryki silników, które w przyszłości miały napędzać oba zespoły koncernu.
Projekt Red Bull Powertrains, mimo przejęcia wielu doświadczonych inżynierów z Mercedesa, od początku napotykał trudności. Harmonogramy ulegały przesunięciom, a rozwój jednostki postępował wolniej, niż pierwotnie zakładano. Przełomem miało być nawiązanie współpracy z Fordem, który początkowo planował zaangażowanie wyłącznie w rozwój części elektrycznej układu napędowego. W praktyce amerykański producent musiał jednak wziąć na siebie znacznie większą odpowiedzialność, obejmując również prace nad silnikiem spalinowym.
Z tym właśnie obszarem wiąże się historia, która ujrzała światło dzienne dopiero teraz. Jeszcze przed letnią przerwą w 2022 roku zaplanowano najważniejszy test turbosprężarki, który miał dostarczyć niezbędnych danych przed obowiązkową przerwą wakacyjną Formuły 1.
Red Bull nie dysponował wówczas odpowiednim zapleczem do testów turbosprężarki, dlatego zdecydowano się na prowizoryczne, ale szybkie rozwiązanie – jeden z inżynierów miał przewieźć komponent samolotem do ośrodka Forda w Michigan, w bagażu podręcznym.
Test ten ostatecznie nie doszedł do skutku, ponieważ komponent został zatrzymany przez amerykańskie służby celne. Sytuacja była wyjątkowo napięta, ponieważ do rozpoczęcia obowiązkowej letniej przerwy pozostawało zaledwie kilkanaście godzin. Po jej rozpoczęciu wszelkie prace rozwojowe byłyby zabronione. Kulisy tamtych wydarzeń przybliżył Christian Hertrich, główny inżynier ds. układów napędowych Ford Racing, w rozmowie z The Drive:
„Zdałem sobie sprawę, iż naprawdę pracuję w Formule 1, kiedy o drugiej w nocy byłem w urzędzie celnym i straży granicznej, próbując odzyskać turbosprężarkę. Wiedzieliśmy, iż za mniej niż 12 godzin musimy zamknąć wszystko na czas letniej przerwy, a po nim nie mogliśmy już prowadzić żadnych testów. Potrzebowaliśmy tych danych, żeby dotrzymać terminów. Moje pierwsze doświadczenie w tym programie to dosłownie siedzenie na lotnisku i rozmowy z Border Patrol”.
Układ napędowy o oznaczeniu DM01 – na cześć zmarłego Dietricha Mateschitza – został ostatecznie ukończony i zadebiutował w samochodach Red Bull RB22 i Racing Bulls VCARB03 podczas zamkniętych testów przedsezonowych. Na to, jak sprawdzi się w warunkach rywalizacji, trzeba będzie poczekać do inauguracji sezonu w marcu.
Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata motorsportu, obserwuj serwis RALLY and RACE w Wiadomościach Google.
















