Dzięki nim USA może wrócić na salony. Kapitalne wyniki młodych Amerykanów

speedwaynews.pl 2 godzin temu

Zapewne każdy zorientowany w historii fan żużla zdaje sobie sprawę, iż jeszcze kilka dekad temu Stany Zjednoczone miały bardzo wielu żużlowców klasy światowej. W latach 80′ i 90′ medale indywidualnych mistrzostw świata zdobywali Bruce Penhall, Dennis Sigalos, Lance King, Sam Ermolenko, Billy Hamill i Greg Hancock, a nikomu przedstawiać nie trzeba także braci Moran, Ricka Millera czy Bobby’ego Schwartza. Reprezentacja USA 5 razy była najlepsza w drużynowych mistrzostwach świata, a jej ostatni występ w finale rozgrywek drużynowych (przemianowanych już na DPŚ) miał miejsce w okresie 2001. Liczba Amerykanów zdolnych do rywalizacji na najwyższym międzynarodowym poziomie systematycznie malała, by wreszcie w czołówce pozostał tylko Hancock. Odkąd czterokrotny mistrz świata przestał jeździć w Grand Prix, żaden jego rodak nie był w stanie awansować do elitarnego cyklu.

Promyczkiem nadziei na namiastkę lepszych czasów gwałtownie stał się Luke Becker. I choć sezon 2026 zdecydowanie nie należy do zawodnika Cellfast Wilków Krosno, Amerykanie mają swoje powody do euforii – prawdopodobnie największe od lat. Wszystko przez naprawdę bardzo dobre wyniki ich młodych reprezentantów startujących na europejskich torach – wyniki, które być może umykają uwadze szerszego grona kibiców, ponieważ w tym roku żadne mistrzostwa świata, oprócz rzecz jasna Grand Prix, nie są nigdzie transmitowane.

Śmiano się z dzikiej karty, a teraz zawstydza ekstraligowców

Przybliżenie tegorocznych osiągnięć trzech zdolnych Amerykanów rozpoczniemy od najstarszego z nich. Slater Lightcap, bo o nim mowa, to najlepszy reprezentant USA w mistrzostwach świata juniorów od wielu lat. Przez całe zawody punktował solidnie, kończąc na zasłużonym 6. miejscu. Jeszcze lepiej było w Łodzi, gdzie skończył na 5. pozycji. Po dwóch z trzech turniejów ma na koncie 23 punkty, a do medalu traci w tej chwili zaledwie jedno „oczko”. Lightcap to również jeden z zaledwie dwóch żużlowców (drugim jest Mikkel Andersen), który obie dotychczasowe rundy kończył w TOP6. A poprzednim reprezentantem USA, który zajął miejsce w TOP6 indywidualnych mistrzostw świata juniorów, był Josh Larsen. Dokonał tego w jednodniowym finale 1993.

Na tle rywali w SGP2 Lightcap wyróżnia się przede wszystkim stabilnością: zaledwie 1 z 12 biegów kończył na ostatniej pozycji. W tak wyrównanej stawce na pewno jest to osiągnięcie godne pochwały. Co więcej, Amerykanin z rocznika 2005 bardzo często przyjeżdżał do mety przed żużlowcami z PGE Ekstraligi czy Metalkas 2. Ekstraligi. Na przestrzeni dwóch rund zdołał pokonać Wiktora Przyjemskiego, Kevina Małkiewicza, Villadsa Nagela, Adama Bednářa, Mitchella McDiarmida, Antoniego Mencela, Beau Bailey’a (2 razy) czy Williama Drejera (2 razy). Zaledwie kilka tygodni temu wielu kibiców śmiało się z przyznania mu stałej dzikiej karty. Ilu z nich teraz powie, iż w obecnej formie Nazar Parnicki osiągałby lepsze wyniki?

Slater Lightcap, Greg Hancock

Złoto i srebro przed wejściem w żużlową dorosłość

Za rok Lightcap będzie już seniorem, ale walkę o awans do SGP2 rozpocznie największa amerykańska perełka, Brady Landon. Urodzony w 2010 roku zawodnik już teraz ma na koncie duże osiągnięcia. W czerwcu na torze we Wrocławiu rywalizował o mistrzostwo świata w klasie 250cc (SGP3). Ostatecznie ukończył turniej finałowy z dorobkiem 13 punktów i wygranym biegiem dodatkowym. Zdobył srebrny medal, ustępując jedynie Franciszkowi Szczyrbie. I nie było to bynajmniej zaskoczenie, bowiem Landon już od kilku lat uchodzi za jednego z najciekawszych przedstawicieli swojego rocznika, o czym świadczyć może chociażby złoto SGP4 wywalczone dwa sezony temu. Dobre rezultaty na polskich torach (nie tylko we Wrocławiu, ale też na przykład w 2024 w Toruniu) na pewno nie uszły uwadze naszych działaczy. Bardzo możliwe, iż już w przyszłym roku ten nastolatek zacznie jeździć w U24 Ekstralidze.

Brady Landon

Walka o medal z pechowym finiszem

Swojego przedstawiciela Stany Zjednoczone miały również w tegorocznym turnieju SGP4. Są to mistrzostwa świata dla zawodników w wieku od 11 do 13 lat, rozgrywane na motocyklach o pojemności 190cc. Reprezentant USA, Riley Rearick, od początku liczył się w walce o złoty medal. Po trzech seriach miał na koncie 8 punktów, a niezwykłą wagę miał bieg piętnasty, w którym to rywalem Amerykanina był prowadzący Blake Schlein z Australii. Niestety Rearick upadł i został wykluczony. Szansę na brąz przez cały czas miał jednak w swoich rękach, jednak jak się okazało, upadek spowodował złamanie kości piszczelowej. O dalszej rywalizacji nie było mowy. Ostatecznie do podium w SGP4 Riley Rearick stracił dwa punkty, mimo iż ukończył zaledwie trzy z pięciu wyścigów.

Riley Rearick (N) na prowadzeniu w SGP4

Takiego bogactwa nie było dawno. Teraz czekamy na efekty

Rezultaty Lightcapa, Landona i Rearicka mogą rozbudzać apetyty. Oczywiście mówimy o żużlowcach bardzo młodych, a trajektorie karier juniorów nierzadko trudno przewidzieć. jeżeli jednak za sprawą któregoś z tych zawodników amerykańska flaga ponownie zacznie pojawiać się w PGE Ekstralidze czy Grand Prix, ucieszą się najpewniej nie tylko kibice w Kalifornii, ale również wszyscy, którym zależy na rozwoju żużla.

A przecież opisana szczegółowo trójka nie jest osamotniona, bo swoich sił na europejskich torach próbują także inni ich rodacy. 17-letni Nick Hohlbein ma już za sobą debiut w U24 Ekstralidze w barwach Sparty Wrocław i podobnie jak 21-letni Wilbur Hancock, próbował też swoich sił w eliminacjach SGP2. Ponadto w półfinale SGP3 startował 15-letni Jameson Hutchinson, a kontrakt warszawski w Starcie Gniezno ma 22-letni Alex Martin. I choćby jeżeli ich wyniki nie są spektakularne, bez wątpienia wart pochwały jest fakt, iż po tylu latach zapaści Amerykanie przez cały czas są w stanie dostarczać wielu żużlowców do Europy.

Brady Landon – złoty medalista SGP4 w okresie 2024
Idź do oryginalnego materiału