Duplantis reaguje na to, co działo się w Toruniu. "Nie podoba mi się"

2 godzin temu
Armand Duplantis zdobył kolejny złoty medal podczas halowych mistrzostw świata - tym razem w Toruniu. Wyzwanie Szwedowi chciał rzucić Emmanouil Karalis z Grecji, ale złota mu nie odebrał. Jest jedna rzecz, która wkurzyła Duplantisa podczas zawodów w Toruniu. - Nie lubię tej zasady. Ale może to dobrze dla całej konkurencji - komentuje Szwed.
Armand Duplantis cały czas podtrzymuje dominację w skoku o tyczce. Szwed został halowym mistrzem świata po raz czwarty w karierze, do czego wystarczył mu wynik 6,25. Przy okazji tegorocznych zawodów w Toruniu doszło do historycznej chwili, bo całe podium osiągnęło co najmniej wynik 6,00 m. Duplantis walczył o złoto z Grekiem Emmanouilem Karalisem. Karalis chciał narzucić presję na Duplantisa, odpuszczając dwie wysokości i atakując 6,20, ale to się nie udało.

REKLAMA







Zobacz wideo Pia Skrzyszowska podsumowała sezon lekkoatletyczny. Opowiedziała o celach na przyszłość





To wkurzyło Duplantisa w Toruniu. "Miałem pecha"
Duplantis narzekał w wywiadzie dla "Sveriges Television" na decyzję organizatorów. Chodzi o fakt, iż były krótkie przerwy między skokami, więc nie było czasu w odpoczynek.
- Miałem trochę pecha z kolejnością, bo musiałem skoczyć pierwszy, a on stawał na każdej wysokości. Miałem tylko trzy minuty przerwy między skokami, więc nie mogłem za dużo odpoczywać i byłem wk*****ny. Nie lubię tej zasady. Ale może to dobrze dla całej konkurencji, nie wiem, co ludzie chcą oglądać. jeżeli chodzi o rekordy świata, to nie był to najlepszy wynik, ale jeżeli ludzie chcą zobaczyć, jak pracuję i daję z siebie trochę więcej, to może to dobrze - powiedział Szwed.


Karalis za bardzo nie narzekał na krótkie przerwy. - Po mojej próbie 6,25 powiedziałem, iż powalczę o rekord świata. Wtedy Armand się przestraszył. To był pierwszy raz, kiedy skoczył ponad sześć metrów tyle razy z rzędu. Cieszę się, iż go do tego zmusiłem. Mieliśmy plan i całkiem nieźle się sprawdził. Gdybym skoczył dalej, byłoby jeszcze lepiej, ale i tak bardzo się cieszę ze srebra - stwierdził reprezentant Grecji.
Toruń jest wyjątkowy dla Duplantisa. "Wspaniałe wspomnienia"
Duplantis przyznał w różnych wywiadach, iż uwielbia Polskę. To właśnie w naszym kraju tyczkarz po raz pierwszy pobił rekord świata.



Zobacz też: Przejmujące słowa polskiego mistrza świata. "Przez rok nie miałem życia"
- Toruń to specjalne miejsce dla mnie. Zawody, w których po raz pierwszy pobiłem rekord świata, zapamiętam na zawsze. Właśnie w Polsce poczułem coś niezwykłego. Był to z pewnością jeden z najlepszych, najbardziej wyjątkowych i najważniejszych momentów w mojej karierze. Mam wspaniałe wspomnienia. Po prostu Polacy kochają lekkoatletykę. Kiedy tu jestem, przekonuję się o tym na każdym kroku. Mnóstwo ludzi prosi o zdjęcie lub autograf, to bardzo miłe. Skacząc w Polsce czuję taką wyjątkową więź z kibicami, są wspaniali - opowiadał multimedalista.
- Dziś rekord jest tak wyśrubowany, iż naprawdę ciężko będzie o kolejny. Dlatego myślę, iż tak gwałtownie po 6,31 Mondo nie skoczy kolejnego rekordu. Chociaż, z drugiej strony, cały czas pokazuje, iż można przełamywać wszystkie bariery. On łamie nasze wyobrażenia o tym, gdzie rekord się zatrzyma. Mondo jest naprawdę niesamowity. Jednak, szczerze mówiąc, 6,50 to dla mnie już wysokość nie do ogarnięcia umysłem - mówił Piotr Lisek w rozmowie z Łukaszem Jachimiakiem ze Sport.pl.
Idź do oryginalnego materiału